Maciek Klimiuk z Mielnika studiuje arabistykę na UW. W te wakacje po raz pierwszy wyjechał do jednego z krajów arabskich – Syrii. Podczas jego pobytu, w sąsiednim Libanie, wybuchła wojna.
- Dlaczego wybrałeś arabistykę? - Kiedy wybuchła wojna w Iraku, był wielki boom na studiowanie arabistyki. U mnie jednak narodziło się to wcześniej, w liceum. Na arabistykę, zdawałem dwukrotnie, za pierwszym razem nie dostałem się, było aż 28 kandydatów na 1 miejsce. Poszedłem na germanistykę. Dostałem się za drugim razem, dwa lata temu. Obecnie na arabistyce studiuje kilkanaście osób. Zawsze chciałem studiować jakiś język. Kiedyś, u znajomych oglądałem Aj-Jazirę, i pomyślałem dlaczego nie arabski? Zacząłem coraz więcej o tym czytać, i zdecydowałem się na studia. Interesuje mnie językoznawstwo i dialektologia, głównie badanie dialektów, dlatego w tym roku otrzymałem roczne stypendium naukowe na uniwersytecie w Heidelbergu – najstarszej niemieckiej uczelni, tamtejszy wydział semitystyki i arabistyki specjalizuje się w badaniu dialektów. - Do Syrii pojechałeś sam? - Nie, było nas siedmioro, wszyscy z mojego roku. Taka paczka znajomych. Dojeżdżaliśmy w różnych terminach. Po przyjeździe musieliśmy wszystko załatwić sami, znaleźć mieszkanie, szkołę. Żeby uczyć się w Syrii trzeba np. zrobić testy na HIV. - Jest to obowiązkowe dla turystów? - Tak. Musieliśmy zrobić te testy. I to była masakra. Po otworzeniu Centrum HIV, wszyscy nagle tam wskoczyli. Codziennie, około 100 osób robi te testy. Pielęgniarka wbijała igłę bez żadnych rękawiczek, po drugie robiła to tak szybko, że ja tylko patrzyłem, czy ona nie pomyli fiolek i krwi. Do godziny 14., bo wtedy były wyniki, miałem wrażenie, że przez pomyłkę może okazać się, że mam HIV. Obcokrajowcy, i my studenci, mieliśmy w tym centrum oddzielny pokój, a cała reszta - Syryjczycy, Afrykanie mieli jedno wspólne pomieszczenie. Przed zrobieniem testu trzeba było doręczyć kilka zdjęć. Wszędzie są wymagane, w każdym biurze, instytucji. W Syrii jest niewiarygodna wymiana informacji. Na drugi dzień, urząd czy ministerstwo wie już, że jesteś w Syrii. - Byliście w Syrii dwa miesiące. Poza tym, że poznawaliście kraj, to uczyliście się też języka? - Tak, w Instytucie Języka Arabskiego dla Obcokrajowców w Damaszku. Nasz rok, jako jedyny wyjechał po drugim roku studiów do kraju arabskiego. Jesteśmy takimi zapaleńcami, że postanowiliśmy, że musimy tam pojechać. Syria jest bardzo tanim krajem i jest tam najlepszy wykładowy język arabski, najlepsza wymowa. Najlepsi native speakerzy pochodzą z Syrii. Każdy kto chciałby pojechać do Syrii, po to by uczyć się języka, musi poprzez napisanie testu być zakwalifikowanym na określony poziom języka. Jeśli ktoś chciałby pojechać turystycznie, uważam, że powinien poznać chociaż podstawy arabskiego, np. po to by nie zostać oszukanym, w taksówce czy w sklepie, gdzie ceny są napisane cyframi arabskimi, ale nie takim jakie my znamy. Znaki arabskie, którymi my się posługujemy, są tak naprawdę znakami indyjskimi. Wracając do cen, jest bardzo tanio, np. 2 litrowa coca - cola kosztuje 40 lirów (50 lirów to 1 dolar). Batony, lody kosztują, przeliczając na nasze złotówki ok. 30 groszy. Bardzo tanie są taksówki, za 1 dolara można przejechać cały Damaszek. W Warszawie, jak wsiadałem do taksówki, od razu pomyślałem, że tutaj za trzaśnięcie drzwiami zapłacę tyle, ile tam za przejazd całego miasta. - Wyjeżdżając do Syrii potrzebna jest wiza? - Tak, otrzymuje się ją w ambasadzie Syrii w Warszawie, kosztuje 40 euro. Z roku na rok, coraz więcej Polaków wyjeżdża na Bliski Wschód. W tym roku wydano już podobno 20-krotnie więcej wiz, niż przez cały ubiegły rok. Legalnie, w Syrii można przebywać nie dłużej niż 30 dni, kiedyś było 15. Chcąc przebywać dłużej, trzeba zrobić tzw. ikamę, czyli pozwolenie na dłuższy pobyt. Otrzymuje się ją w biurze w Syrii. A w biurach czy w bankach jest okropnie, ludzie nie znają pojęcia kolejka, panuje zasada - kto pierwszy ten lepszy. Ciekawostką jest to, że chcąc wylecieć z Syrii, mając już bilet lotniczy, obcokrajowiec dodatkowo musi zapłacić 200 lirów – (ok. 4 dolary), natomiast Syryjczyk – 1.500 lirów. Ich myślenie jest takie, że jeśli wyjeżdżasz, to musisz mieć pieniądze i chcą wyciągnąć jak najwięcej. Jeśli ktoś jest np. pół Syryjczykiem, pół Polakiem, to płaci 1.700 lirów, jak np. nasz wykładowca. - Mieszkaliście w Damaszku, stolicy Syrii. - Tak, Damaszek jest najstarszym zamieszkanym miastem na świecie. Mieszkaliśmy na Starym Mieście, w dzielnicy chrześcijańskiej. Po przyjeździe do Syrii, nie do zniesienia był ruch uliczny. Nie ma znaków. Kierowcy trąbią na wszystko i na wszystkich. Trąbią gdy zobaczą fajnego chłopaka, co ciekawe nie trąbią na dziewczyny. W Syrii, mężczyźni - nie homoseksualiści, trzymają się za ręce, jest to oznaka przyjaźni. Ja pierwszego dnia zostałem obmacany po głowie przez pana, który ma żonę i dzieci. Moje blond włosy były atrakcją, każdy chciał mieć taki kolor. Syryjscy mężczyźni mają czarne, zazwyczaj kręcone włosy. Mężczyźni przy powitaniu zawsze się całują, co jest tam normalne. - Jak wygląda ulica w Damaszku? Młode dziewczyny chodzą w chustach jak ich matki, czy są już bardziej wyzwolone? Młodzież otworzyła się na nowoczesność, przyjęła liberalną, zachodnią kulturę? - Muszę przyznać, że w wielu przypadkach jest to kraj bardziej cywilizowany niż nasz, czy inny zachodni. Tam np. nie ma czegoś takiego jak kradzież, oni się tego wstydzą. Mogą cię jedynie o to poprosić. Coś nie jest ich, więc tego nie ukradną. Jeśli chodzi o nawiązywanie kontaktów to trwa to minutę, wystarczy jeden uśmiech, by nawiązać kontakt. Oczywiście łatwiej jest nawiązać kontakt z mężczyznami, co jest zrozumiałe. Ja poznawałem chłopaków dla naszych dziewczyn, po prostu uśmiechałem się, czyli nawiązywałem kontakt i przedstawiałem koleżanki. Mężczyźni są bardzo wylansowani. U nikogo nie widziałem, tylu kilogramów żelu na włosach, tylu nowych ciuchów na sobie, co tam. Styl ubierania się jest bardzo europejski. Syria została bardzo otwarta, po tym jak umarł król Asad, i po nim zapanował jego syn Baszar. Syn, strasznie otworzył kraj. Syryjczycy mogą nagle wyjeżdżać gdzie chcą, kiedyś tak nie było. Kobiety, młode dziewczyny, chodzą w mini. Jeśli kobieta ma chustę, to najprawdopodobniej przyjechała ze wsi albo z Arabii Saudyjskiej. Raz zdarzyło mi się zobaczyć dziewczynę w spódnicy mini, która na głowie miała chustę. Widok był niecodzienny. - A jak jest pod względem cywilizacyjnym w Syrii? - Jest to kraj bardzo cywilizowany, wiele międzynarodowych firm ma w Damaszku swoje oddziały, ludzie mają komórki, intrenet, wszystko można kupić. Jedyne czego nie mogliśmy znaleźć to bazylia, a jeden z moich syryjskich kolegów prosił mnie o...prostownicę do włosów, bo ich włosy są bardzo kręcone. Kraje arabskie idą bardzo do przodu, nie było jakiejś wielkiej różnicy, dużego zaskoczenia. Mają np. dużo lepsze drogi niż my, autostrady. Najbardziej lubiłem jazdę autobusami kursującymi między miastami. W autobusach jest taki pan, który roznosi najpierw wodę, później proponuje jakiś sok, kawę, herbatę, ciastka. To wszystko jest w cenie biletu. - A kwestia religii? - W Syrii panuje duży ateizm, jednak nie ukazywany publicznie. Nie widać osób modlących się na ulicy. Syria jest krajem muzułmańsko - chrześcijańskim i chrześcijanie nie są tam prześladowani. Jest to uznana religia. Co ciekawe, muzułmanie bardzo lubią chrześcijan, natomiast chrześcijanie traktują muzułmanów za gorszych, za to że najechali ich kraj i go okupują. - Jak wygląda życie nocne w stolicy Syrii? - Codziennie można pójść na imprezę. Imprezy, które tam organizują są stokroć lepsze niż np. w Warszawie. Niejednokrotnie myślałem, dlaczego my nie mamy tak świetnych klubów w Polsce. Muzyka gra europejska. Kiedy pojechałem do Syrii, myślałem, że przez dwa miesiące nie będę wiedział, czego się słucha, jaka muzyka, wykonawca jest na topie. Grają też muzykę arabską. Na koniec dyskoteki zawsze puszczali rytmy beduińskie, czyli muzykę ludu. W klubach jest selekcja, jeden mężczyzna musi przyjść przynajmniej z jedną kobietą, żeby nie było więcej mężczyzn. W Syrii jest bardzo wielu homoseksualistów. To jest typowe dla krajów arabskich. Jeśli chodzi o dyskoteki to atmosfera jest zdumiewająca. Tam niemożliwa jest bójka na imprezie. Jeżeli ktoś chciał się bić, to musiał to być Europejczyk. Wszyscy są dla siebie mili, wszyscy się bawią, tam każdy jest przyjacielem. Nie widziałem nawet osób, które by się pokłóciły. W dyskotece wszyscy są razem. Oni nawet mówią do ciebie, że jesteś ich bratem. Bardzo dobrze traktują obcokrajowców. Nikt tam nie pobije drugiej osoby. Kolejną innością jest to, że weekend w Syrii trwa w piątek i w sobotę, niedziela jest pierwszym dniem tygodnia. Natomiast w Damaszku, w dzielnicy chrześcijańskiej, weekend trwa od piątku do niedzieli. - Damaszek i Bejrut dzieli kilkadziesiąt kilometrów. Słyszeliście wybuchy po rozpoczęciu wojny w Libanie? - Nie, nic nie było słychać. Po wybuchu wojny, byliśmy w szoku, ponieważ dwa dni przed atakiem, mieliśmy okazję pojechać do Bejrutu, jednak koleżanka zachorowała i zrezygnowaliśmy. Dostałem smsa od brata, że Izrael zaatakował Liban. Szybko pobiegliśmy na internet, żeby dowiedzieć się czegoś więcej. Dziewczyny trochę w panice, od razu mówiły, że musimy wracać. - A wy, mężczyźni, zachowywaliście większy spokój? - Trochę tak, jednak nie było tak, że nas to w ogóle nie poruszyło. Ja poszedłem do sklepu, rozmawiałem z chłopakiem, chciałem się dowiedzieć czy Izrael może zaatakować Syrię. Odpowiedział, że na pewno nie, bo Syrii nie stać na wojnę. Napisałem również do naszej pani profesor, czy grozi coś Syrii, powiedziała, że to wie tylko Hezbollah, ale później powiedziała, że możemy zostać. - Syria i Liban to kraje zaprzyjaźnione. Były akty solidarności Syryjczyków z Libańczykami? - Po wybuchu Syria, głównie Damaszek, zaczął żyć innym życiem. W stolicy zaczęły się demonstracje, marsze, flagi izraelskie rozkładano na ziemi, by je deptać. Można było kupić gadżety Hezbollahu, w centrum miasta na dużych telebimach były puszczane wystąpienia prezydenta Syrii - Asada. - Czy Syryjczycy mają jakąś wiedzę o Polsce, znają jakichś Polaków? - Tylko dwie osoby – Papieża i Lecha Wałęsę. Na początku nie mogłem zrozumieć, że chodzi im o Wałęsę, bo wymawiali to jako „Lich Faliisa”, natomiast papież to był - „Żan Pol Tu”. Dodatkowo w Damaszku są np. lampy uliczne – „Made in Lublin”, w hotelach były materace wyprodukowane chyba w Poznaniu. Ambasada Polski w Syrii jest największa. Za komuny kontakty naszego kraju i Syrii były bardzo bliskie. - Planujesz pojechać do innego kraju arabskiego? - Moim marzeniem jest pojechać do Arabii Saudyjskiej. Jadąc tam, trzeba mieć zaproszenie od obywatela tego kraju. Ja takie zaproszenie otrzymałem od znajomego poznanego w Syrii. Do Arabii mogą pojechać wyłącznie mężczyźni, kobiety nie mogą, chyba, że mają męża muzułmanina, skończyły 70 lat lub są wdowami.
Komentarze