Reklama

Starosta w aktach SB - Brak wartości operacyjnej

30/06/2009 16:27
- Zapomniałem o tym incydencie i rozmowach ze Służbą Bezpieczeństwa sprzed lat. Przypomniano mi o tym niedawno w gazecie – mówi starosta siemiatycki Jan Zalewski.
          Z ogólnodostępnych obecnie w internecie dokumentów IPN dowiadujemy się m.in., że Jan Zalewski „W dniu 04.02.1988 zarejestrowany w Sekcji "C" WZO WUSW Łomża pod numerem LO 9957 przez Grupę III RUSW w Wysokiem Mazowieckiem w kategorii kandydat na TW. W dniu 01.03.1988 zmieniono charakter rejestracji na kontakt operacyjny. Zdjęto z ewidencji 26.01.1990. Materiały operacyjne zniszczono we własnym zakresie przez jednostkę, która dokonała tej rejestracji ze względu na brak wartości operacyjnej”.
          - W roku 1984, będąc już nauczycielem w ZSR Ostrożany, wyjechałem zarobkowo do Belgii – opowiada Jan Zalewski. – Rok później, po powrocie wezwano mnie do oddania paszportu. Wypytywano mnie wtedy na komendzie milicji w Siemiatyczach, czy miałem kontakty z kimś z biura „Solidarności” w Brukseli, pytano o różne nazwiska, m.in. chyba o Milewskiego i Przybylskiego. Nie wiem dlaczego akurat mnie, bo w Belgii zajmowałem się głównie pracą, jako pomocnik w restauracji. Wtedy też zaproponowano stałą współpracę ze Służbą Bezpieczeństwa, której odmówiłem. Rozmowa się zakończyła i na jakiś czas zapomniałem o tym.

          Jan Zalewski po powrocie z Belgii pracował w Zespole Ekonomiczno Administracyjnym Szkół w Perlejewie, później został dyrektorem szkoły podstawowej w Borzymach. Wtedy Służba Bezpieczeństwa wezwała go ponownie. Stawił się w RUSW w Wysokim Mazowieckiem.
          - Był to rok 1988. Wtedy zaproponowano mi ponownie współpracę, próbowano nawet zaszantażować, że niby wiedzą co ja tam robiłem w Belgii – mówi starosta. – Odmówiłem ponownie. Nie mieli wobec mnie argumentów „przekonywania”, bo byłem już po studiach, po wojsku, gdyby zwolniono mnie ze stanowiska dyrektora, mógłbym pracować jako nauczyciel, a z powodu wyjazdu do Belgii byłem też nieco lepiej sytuowany finansowo. No i przecież wtedy system już się chwiał, łatwiej było powiedzieć „nie”. Więcej kontaktów z SB nie miałem. Po wyborach w 1989 roku, ponownie wyjechałem do Belgii do pracy.

          Przy okazji tej historii warto zwrócić uwagę na jeden jej aspekt. W dokumentach stworzonych przez służby bezpieczeństwa nie znajdziemy członków egzekutyw PZPR, odznaczonych medalami ORMO itp., oni bowiem tworzyli jeden, wspólny z SB, aparat inwigilacji i represji, więc nikt nie musiał ich namawiać do współpracy, ani tworzyć dokumentów na ich temat. Łatwo natomiast znaleźć zwykłych ludzi, którzy po prostu żyli w tych czasach i którzy w zasadzie nie mieli wpływu na to, co na ich temat zostało zapisane w teczkach SB.
          Inną kategorią byli ci, którzy regularnie i długotrwale, za pieniądze czy inne pożądane wówczas profity, spotykali się z funkcjonariuszami SB, by opowiadać o życiu i poglądach kolegów, znajomych, sąsiadów, współpracowników.
          Wszystko wskazuje na to, że starosta Zalewski do takich nie należał.

          Jerzy Nowicki, Tygodnik Głos Siemiatycz, fot, MM
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama