- Zapomniałem o tym incydencie i rozmowach ze Służbą Bezpieczeństwa sprzed lat. Przypomniano mi o tym niedawno w gazecie – mówi starosta siemiatycki Jan Zalewski. Z ogólnodostępnych obecnie w internecie dokumentów IPN dowiadujemy się m.in., że Jan Zalewski „W dniu 04.02.1988 zarejestrowany w Sekcji "C" WZO WUSW Łomża pod numerem LO 9957 przez Grupę III RUSW w Wysokiem Mazowieckiem w kategorii kandydat na TW. W dniu 01.03.1988 zmieniono charakter rejestracji na kontakt operacyjny. Zdjęto z ewidencji 26.01.1990. Materiały operacyjne zniszczono we własnym zakresie przez jednostkę, która dokonała tej rejestracji ze względu na brak wartości operacyjnej”. - W roku 1984, będąc już nauczycielem w ZSR Ostrożany, wyjechałem zarobkowo do Belgii – opowiada Jan Zalewski. – Rok później, po powrocie wezwano mnie do oddania paszportu. Wypytywano mnie wtedy na komendzie milicji w Siemiatyczach, czy miałem kontakty z kimś z biura „Solidarności” w Brukseli, pytano o różne nazwiska, m.in. chyba o Milewskiego i Przybylskiego. Nie wiem dlaczego akurat mnie, bo w Belgii zajmowałem się głównie pracą, jako pomocnik w restauracji. Wtedy też zaproponowano stałą współpracę ze Służbą Bezpieczeństwa, której odmówiłem. Rozmowa się zakończyła i na jakiś czas zapomniałem o tym.
Jan Zalewski po powrocie z Belgii pracował w Zespole Ekonomiczno Administracyjnym Szkół w Perlejewie, później został dyrektorem szkoły podstawowej w Borzymach. Wtedy Służba Bezpieczeństwa wezwała go ponownie. Stawił się w RUSW w Wysokim Mazowieckiem. - Był to rok 1988. Wtedy zaproponowano mi ponownie współpracę, próbowano nawet zaszantażować, że niby wiedzą co ja tam robiłem w Belgii – mówi starosta. – Odmówiłem ponownie. Nie mieli wobec mnie argumentów „przekonywania”, bo byłem już po studiach, po wojsku, gdyby zwolniono mnie ze stanowiska dyrektora, mógłbym pracować jako nauczyciel, a z powodu wyjazdu do Belgii byłem też nieco lepiej sytuowany finansowo. No i przecież wtedy system już się chwiał, łatwiej było powiedzieć „nie”. Więcej kontaktów z SB nie miałem. Po wyborach w 1989 roku, ponownie wyjechałem do Belgii do pracy.
Przy okazji tej historii warto zwrócić uwagę na jeden jej aspekt. W dokumentach stworzonych przez służby bezpieczeństwa nie znajdziemy członków egzekutyw PZPR, odznaczonych medalami ORMO itp., oni bowiem tworzyli jeden, wspólny z SB, aparat inwigilacji i represji, więc nikt nie musiał ich namawiać do współpracy, ani tworzyć dokumentów na ich temat. Łatwo natomiast znaleźć zwykłych ludzi, którzy po prostu żyli w tych czasach i którzy w zasadzie nie mieli wpływu na to, co na ich temat zostało zapisane w teczkach SB. Inną kategorią byli ci, którzy regularnie i długotrwale, za pieniądze czy inne pożądane wówczas profity, spotykali się z funkcjonariuszami SB, by opowiadać o życiu i poglądach kolegów, znajomych, sąsiadów, współpracowników. Wszystko wskazuje na to, że starosta Zalewski do takich nie należał.
Komentarze