Reklama

Siemiatycze - Warsztat Terapii Zajęciowej Sióstr Karmelitanek

10/07/2013 20:58

Warsztat Terapii Zajęciowej prowadzony przez Siostry Karmelitanki Dzieciątka Jezus w Siemiatyczach to miejsce, które warto odwiedzić. Tworzą go głownie ludzie, którzy pomimo swoich różnych niepełnosprawności tryskają pełnią radości i życzliwości. Tuż przy wejściu do WTZ uczestnicy warsztatów szczerze wyciągają dłoń i witają niebanalnym uśmiechem, takim od ucha do ucha. A co tam robią i czego się uczą?

Zajęcia rozpoczynają się od godzin rannych - wspólną modlitwę. Później spotkanie na placu przed budynkiem i „puszczenie iskierki” - czyli energetyczne przywitanie się ze swoimi kolegami i koleżankami. Jest czas na codzienne ogłoszenia i rozprowadzenie do poszczególnych pracowni, a jest ich 5: muzyczna, plastyczna, rękodzieła sztuki religijnej i artystycznego, komputerowa, gospodarstwa domowego - kuchnia.

Reklama

W każdej z pracowni pięciu uczestników przez miesiąc doskonali swoje umiejętności zawodowe pod okiem jednego z instruktorów terapii zajęciowej. Uczestnicy objęci są również opieką psychologiczną i pedagogiczną, dzięki której rozwijane są ich umiejętności interpersonalne oraz kompetencje społeczne. Podopieczni korzystają także z zabiegów rehabilitacyjnych i fizjoterapii.

- Pierwszy raz jak mama mnie tutaj przywiozła, to miałam wrażenie, że chcą się mnie chyba pozbyć z domu. Normalnie bałam się jechać. Dlatego, że jestem trochę niepełnosprawna to i może niepotrzebna. Później dostrzegłam, że mama przywozi mnie dla mojego dobra i za to teraz jestem jej bardzo wdzięczna - opowiada Monika Konczerewicz. - Teraz wiem, że warsztaty to jest moja bajka. Tutaj mam wielu przyjaciół, bez których trudno byłoby mi już żyć. Moje ulubione zajęcia to muzyczne. Mam taką energię i chęć do śpiewu, że siostry zakonne chyba czasami mają mnie już dość od tego śpiewu. A powiem coś w tajemnicy. Nasze siostry karmelitanki to takie boskie aniołki, które pozytywnie nakręcają nas do życia i twórczego działania. Czasami się z nim odrobinę pokłócimy, ale jest czas na zgodę i znów z wielką radością wracamy na zajęcia. Mam takie swoje skryte marzenie, by spotkać się z Anną Dymną i wystąpić na Festiwalu Zaczarowanej Piosenki im. Marka Grechuty w Krakowie. Jak inni ludzie się nami interesują, to jesteśmy bardziej otwarci na świat.

Reklama

- W kuchni uczymy naszych podopiecznych podstaw gotowania, pomagania w codziennych pracach kuchennych, by później mogli nabyte umiejętności przenieść do rodzinnych domów - mówi Iwona Liana, opiekunka pracowni kuchennej. - Trzeba przyznać, że są bardzo zaangażowani w zajęcia. Codziennie robimy jedno danie dla wszystkich uczestników WTZ. Niektórzy uczą się najprostszych rzeczy: trzymania noża, łyżki, jak utrzeć marchew czy jabłko. Inni zaś mają takie zdolności, że mogą spokojnie mnie zastąpić jako opiekuna grupy. Mistrzem w robieniu kawy, sałatek jest Mirek Pietronowicz, a doskonale przyprawia potrawy Julka Mudel.

W każdym drzemie talent

Reklama

- Obecnie na warsztaty uczęszcza 25 osób. Zajęcia odbywają się od poniedziałku do piątku w godz. 7.30 - 15.30. Są osoby, które mogłyby do nas jeszcze dołączyć, ale liczba miejsc jest ograniczona ze względu na finanse - mówi siostra Jadwiga Kossakowska, kierowniczka WTZ. - Uczymy naszych podopiecznych: gotować, szyć, wykonywać różne przedmioty na zajęciach z rękodzieła, prasować, obsługiwać komputer. Wspomagamy ich w rozwijaniu różnych zdolności. Wiem, że w każdym z wychowanków drzemie jakiś ukryty talent, który należy wydobyć i rozwinąć. W placówce zatrudniamy 12 osób. Mamy młodych i zaangażowanych w życie WTZ pracowników, którzy dla swoich podopiecznych zrobią naprawdę wiele. Pod koniec lipca jak pożegnamy się na miesiąc wakacyjnej przerwy, to w oczach podopiecznych i opiekunów na pewno zakręci się niejedna łza. A czego nam potrzeba? Chyba najbardziej tego, by inni ludzie częściej odwiedzali nasze warsztaty. Nie jesteśmy zamkniętą, odizolowaną grupą. Naszym celem jest branie czynnego udziału w życiu miasta. Dlatego jeśli ktoś ma chęć przyjść, podzielić się radością, dobrym słowem, zobaczyć co robimy, to serdecznie zapraszam.

Faktycznie wystarczy trochę pobyć, by zauważyć, że w arsztaty są bardzo potrzebne. Uczestnicy chętnie biorą udział w zajęciach, korzystając w ten sposób ze swoistej terapii. Dowodem na to są nie tylko własnoręcznie wykonane prace, wyszyte, ulepione, namalowane lub zrobione ciekawe rękodzieła. Również, a może przede wszystkim szczęśliwe twarze podopiecznych przy pracy na zajęciach WTZ.

Reklama

Marek Malinowski, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot. Teofana Ostasiewicz

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama