W roku 1916 w Monachium ukazała książka, będąca relacjami z frontu korespondenta wojennego pt: "Mit der Heersgruppe des Grinzen, Leopold von Bay nach Weissrussland". Znaczna część dotyczy Siemiatycz - bardzo ciekawe obserwacje, życie na gorąco. Poniżej obszerne fragmenty w tłumaczeniu na polski:
"Brudne miasteczko jak wiele innych, które zobaczyliśmy w wyprawie wojennej na wschód, ale jakże dla nas osobliwe. Jest to pierwsza większa miejscowość na wschód od granicy Bugu. Szybkie wejście naszych oddziałów uratowało ją przed podpalającymi Kozakami. Gdy po krótkiej potyczce niemieccy żołnierze wdarli się do miasta, Kozacy byli jeszcze na Rynku. Oblali wtedy kilka sklepów naftą i akurat chcieli podpalić. To byłby niszczący pożar. Kilka celnych niemieckich kul skosiło podpalaczy a przestraszeni kupcy obeszli się tylko zapachem nafty (...)
Przed wycofaniem się Rosjanie popełnili morderstwo. Dwóch żołnierzy celowało w Żyda, żona ochraniając męża rzuciła się przed niego i runęła nieżywa na ziemię z dwiema kulami w piersi. Nazajutrz prowadzono rosyjskich jeńców, a w wśród nich byli obaj mordercy. Postawiono ich przed sądem przysięgłym utworzonym z mieszkańców miasta. Siedmiu świadków zaprzysięgło krwawą winę oskarżonych i sędziowie wydali wyrok śmierci (...)
Po obu stronach miasta widać opuszczone pozycje piechoty. Rosjanie oczekiwali naszych wojsk w dołach strzeleckich po stronie zachodniej. Nasi żołnierze okopali się na przeciw i przepędzili Rosjan ogniem maszynowym. Kilka domów po tej stronie nosi ślady niemieckich kul. Rosjanie cofnęli się na wschód i zajęli nowe pozycje na wzniesieniu. Nasze wojska okopały się na wschodnich peryferiach Siemiatycz i na nowo przegnały wroga. Domy po tej stronie miasta noszą ślady rosyjskich kul.
Prawie codziennie sprowadzano tutaj jeńców, nawet kilka razy dziennie. Mogli oni odpocząć na Rynku przed komendanturą. Dawano im coś do zjedzenia i picia. (przedstawia to scena na oryginalnej fotografii z tego czasu - tu można ją obejrzeć) .(...)
Mieszkamy w wytwornej części miasteczka na ulicy Pałacowej, (fotografia) w której jednopiętrowych pałacykach mieszkają teraz oficerowie, radcy sądu wojennego, wojskowi weterynarze, sprawozdawcy wojenni i inne interesujące osobistości. Niejeden, który znajdował dotychczas w Polsce porządne łóżko, śpi teraz na słomie. My śpimy w pięciu w jednej izbie i jesteśmy szczęśliwi z powodu naszej jedynej miski do mycia. W domu znaleźliśmy rosyjską chorągiew, której kolor niebieski zczerniał. Nasi chłopcy rozpruli trzy pasy płótna i zszyli w innej kolejności i teraz na naszej werandzie powiewa czarno-niebiesko- biało- czerwona chorągiew. Mocno nam jej zazdroszczą. Nasza sława nie pozwoliła spać spokojnie sprzymierzeńcom. Węgierski kolega szukał i znalazł materiał na czerwono- biało- zieloną chorągiew, a sprawozdawca wojenny konstantynopolskiego pisma kazał na czerwone płótno naszyć półksiężyc z gwiazdą. W ten sposób nasz dom stał się osobliwością miasteczka. Młode kobiety podziwiają ten kolorowy przepych za każdym razem na nowo, gdy przechodzą po wodę z pustym lub pełnym wiadrem. (...)
Gdy się spaceruje po Rynku można by pomyśleć, że są tu jedynie Żydzi. Oprócz nosicieli kaftanów mieszkają tutaj katolicy Polacy, ewangelicy Niemco- rosjanie i grecko- katoliccy mieszkańcy. Polacy posiadają kościół i klasztor (fotografia) zakonny, Rosjanie zbudowali na wzniesieniu grecko- ortodoksyjną cerkiew (fotografia), której zielony dach błyszczy się na wszystkie strony. Ruscy mieszkańcy miasta uciekli bez wyjątku, musieli jednak zostawić swoich zmarłych. Ci dostojnicy pochowani są na dziedzińcu cerkwi między dużymi drewnianymi krzyżami. (...)
Na środku Rynku stoi biała kaplica z zielonym dachem (fotografia) , Podwójny krzyż oznacza, że jest prawosławna. Jest to rosyjski pomnik zwycięstwa ku pamięci ujarzmienia jakiegoś polskiego powstania. Niedaleko pomnika stoi teraz urządzenie, które z daleka wygląda jak kuchnia polowa.Wisi na niej kartka z napisem "woda pitna". Jest to urządzenie filtrujące, jakie wożą z sobę nasze wojska (...) Tutejsza woda jest wysoce podejrzana.
Na ogół nie ma tutaj urozmaicenia. Cały dzień spaceruje się. Ogląda się kolumny wojsk, które idą dalej na front i jeńców, którzy przychodzą z frontu. Czyta się najnowsze doniesienia, które przybijane są rano i wieczorem w jednym rogu Rynku, a wieczorem zmęczony lenistwem idzie się wcześnie spać. W środę wieczorem byliśmy dłużej na nogach niż w inne dni. Olbrzymia łuna czerwieniła się na horyzoncie południowo- wschodnim. Tam stał w płomieniach Brześć Litewski. Najchętniej pojechalibyśmy tam od razu, ale nasze życzenie nie miało być spełnione. Za to słynne tury (pewnie autorowi chodziło o żubry - przyp.red) w lasach Białowiezy oczekiwały naszych odwiedzin (...).
Opracował Jerzy Nowicki na podst: Feldman WIlhelm: Mit der Heersgruppe des Grinzen Loeopold von Bay nach Weissrussland; München 1916.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze