Reklama

Siemiatycze - Rodzinne szachy

09/07/2014 10:19

Rzadko bywa, że w jednej rodzinie prawie wszyscy mają tę samą pasję. W rodzinie państwa Lachowiczów z Siemiatycz królują szachy. To pasja głowy rodziny, pana Arkadiusza oraz jego dzieci. Grają w tę grę z powodzeniem, bo wyróżnień i nagród jest coraz więcej. Z Arkadiuszem Lachowiczem rozmawiamy o początkach rodzinnych szachów, osiągnięciach, itp.

- Grają 18-letni syn Łukasz, 14-letnia córka Kasia, 9-letni Maciej i ja - mówi Arkadiusz Lachowicz. - Nie w sposób w tym miejscu nie wspomnieć o mojej małżonce Celinie, która jest naszym menadżerem - szuka w internecie turniejów w okolicy i często przypomina nam - "jutro gracie turniej" albo w dzień zawodów "wstawajcie, bo nie zdążycie dojechać na zawody". Przydaje się taki menadżer.

Reklama

- Dlaczego akurat ta pasja?

- Odkąd pamiętam w szachy grał mój ojciec Witold, najpierw w trzecioligowej Zatoce Braniewo, potem w klubie w Nidzicy, gdzie się urodziłem. Nauczył mnie i moich trzech braci od podstaw po triki. A ode mnie zainteresowanie to przeszło na dzieci. W Siemiatyczach zaczęliśmy brać udział w rodzinnych turniejach organizowanych u pana Mariusza Trochimiaka, gdzie grałem w duecie z Łukaszem, ściągaliśmy też dziadka Witolda do pary dla Kasi. I tak się rozkręcaliśmy. Kiedy w SOK-u zaczął prowadzić zajęcia Józef Flaziński z Sokołowa Podlaskiego jeszcze bardziej zaczęło to nas kręcić. Łukasz gra od 2007 r., Kasia od 2010 r. Maciej zaczął w ubiegłym roku. Tak więc śmiało powiedzieć, że to dziedziczne i chciałbym, żeby moje dzieciaki nauczyły kiedyś grać w szachy swoje dzieci.

Reklama

- Osiągnięcia?

- Najważniejszym jest otrzymanie norm na - w miarę wysokie - już kategorie szachowe. Starszy syn, córka i ja mamy drugie kategorie, czym dorównaliśmy dziadkowi. Z ostatnich sukcesów to przede wszystkim zwycięstwo niejako rodzinne, bo Łukasz i Kasia wygrali w swoich kategoriach wiekowych tegoroczną diecezjalną ligę szachową. Na ten sukces zapracowali przez ostatnie lata, bo początkowo zajmowali w turniejach odległe miejsca, potem nieco wyższe, wyższe, następnie plasowali się w czołówce i teraz wygrana.

Reklama

- Kto najczęściej startuje w zawodach? Czy zawsze razem?

- Różnie. Raz w roku gramy w duecie z synem na turnieju rodzinnym. Kiedy są turnieje o mistrzostwo diecezji, puchary burmistrzów i inne open w szerokiej okolicy - jeździmy razem, ale startujemy indywidualnie. Kiedy starsze dzieci były młodsze i szkoliły się w szachach, graliśmy częściej.

- Jak często gracie w domu?

- Gra w domu to nie turniej, gramy dla relaksu, z pasji i dla podtrzymania formy, ćwicząc pewne elementy. Na poważnie gramy wtedy, gdy zdarza nam się usiąść na przeciwko siebie w zawodach.

Reklama

- Wystarcza miejsca na trofea?

- Na dyplomy każdy ma swój segregator, medale nie zajmują dużo miejsca, gorzej jest pucharami - głównie syna i córki, bo już zaczyna brakować miejsca na ich ustawianie.

- Czy szachy mocno prężą umysł?

- Siedem czy dziewięć partii rozgrywanych w pełnej koncentracji na zawodach to niezły wycisk umysłowy. Uczą koncentracji, logicznego myślenia, szacunku dla przeciwnika, przewidywania ruchów, co na przykład przydaje się kierowcom w drodze. To doskonała forma nie tylko relaksu, ale i pomoc w nauce koncentracji dla dzieci.

Reklama

- Ciekawostka z życia szachowego?

- Kilka lat temu podczas kolędy ksiądz chciał rozegrać partię szachów z synem, no ale niestety zabrakło mu trochę ogrania turniejowego.

- Dziękuję za rozmowę.

Cezary Klimaszewski, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot CK

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama