Sobota, 15 grudnia, kilkanaście minut po godz. 12.00. Dyżurny powiatowego stanowiska kierowania w siemiatyckiej straży otrzymuje zgłoszenie o pożarze domu w Bacikach Bliższych. Od razu wysyła wóz. Wyjeżdża czterech strażaków. Wóz strażacki mknie ulicą Górną i skręca na Baciki. Na sygnale przejeżdża przez wieś. We wsi jednak cisza. Ludzie wychodzą na drogę sprawdzić, co się stało.
Strażacy pytają o pożar. Nikt nic nie wie. Jadą więc dalej, w stronę Kajanki. Może chodziło o jeden z domów za Bacikami – przed Kajanką? Ich obowiązkiem jest sprawdzić wszelkie możliwe miejsca. Tuż za wsią, po lewej stronie widać dym. Pali się murowany dom, wyglądający na opuszczony, w brzozowym młodniaku, kilkadziesiąt metrów od szosy.
Strażacy rozwijają węże, dwóch zakłada sprzęt ODO – ochrony dróg oddechowych, czyli butlę z tlenem, maskę. W okolicy domu czeka grupka ludzi, w tym Adam Ryżko, mieszkający obok, który mówi że w środku może ktoś być. Strażacy zagęszczają więc ruchy – mł. ogniomistrz Eugeniusz Tokajuk i st. sekcyjny Łukasz Uścijaniuk biegną w stronę domu. Wokoło już sporo dymu, z tyłu domu ogień. Wchodzą do środka – z butlami z tlenem na plecach i w maskach. Czarny dym kotłuje przez okna i drzwi. W środku zero widoczności.
Za chwilę obaj strażacy pojawiają się przy oknie. Coś krzyczą. Okazuje się, że znaleźli w środku dwóch mężczyzn. Jeszcze nie wiedzą - czy przytomnych, czy żywych. W dymie niewiele widać. Do okna, znajdującego się na wysokości ponad metra, podbiega Adam Ryżko. Strażak Tokajuk próbuje podnieść jednego mężczyznę i podać go panu Adamowi. Bezskutecznie. Mężczyzna jest za ciężki. Strażak Uścijaniuk przeszukuje w tym czasie inne pomieszczenia, pozostali strażacy szykują linię i sprzęt oddymiający. Tokajukowi udaje się nieco wyżej podnieść poszkodowanego. Na zewnątrz przejmują go Ryżko i dowódca zastępu – aspirant Tomasz Jaszczuk. Odnoszą go w bezpieczne miejsce. Jest przytomny, czarny od dymu, okopcony. Któraś ze stojących nieopodal młodych dziewczyn mówi, że jedzie już karetka. Dowódca potwierdza to.
Strażak Tokajuk próbuje w taki sam sposób poradzić sobie z drugim mężczyzną. Nie udaje mu się. Ten jest za ciężki. Poza tym daje o sobie znać ciężki sprzęt ODO na plecach oraz wysiłek podczas dźwigania pierwszego poszkodowanego. Przez okno do domu wchodzi Adam Ryżko. Ryzykuje własne zdrowie, bo w środku nadal jest mnóstwo czarnego duszącego dymu. Pomaga strażakowi dźwignąć mężczyznę do okna. Udaje się. Drugiego poszkodowanego przejmują pozostali strażacy. Jest prawdopodobnie nieprzytomny, również okopcony, ma poparzenia na twarzy. Na miejsce dociera ogniomistrz Tomasz Borysiuk, nie będący na służbie, mieszkający w okolicy. Pomaga nieść poszkodowanego – od razu do pogotowia, bo przed chwilą dojechało. Mężczyzną zajmują się ratownicy medyczni w karetce, drugim zaś poszkodowanym – wyniesionym jako pierwszym – strażacy. Ma już podłączony tlen do oddychania, jest okryty, nadal przytomny. Strażacy po raz kolejny pytają go, ile osób było w domu. Do góry unosi dwa palce. Za chwilę zabiera go druga karetka. Strażacy po raz kolejny przeszukują dom. Na szczęście nikogo już nie znajdują.
- W ostatniej chwili. W samą porę. Jeszcze chwila i nie byłoby do czego jechać – tak podsumował akcję Łukasz Uścijaniuk z siemiatyckiej Jednostki Ratowniczo – Gaśniczej.
Dom nie był na stałe zamieszkały. Stanowił miejsce okresowego pobytu dla trzech mężczyzn nadużywających alkoholu. Kiedy wybuchł pożar w środku było dwóch. Nie mogli samodzielnie wyjść nie tylko przez duszący dym, ale również dlatego że byli nietrzeźwi. Trzeci poszedł w tym czasie do sklepu po „zapasy”. Kto wie, może to uratowało mu życie. Zaś dwaj zabrani do szpitala żyją – poparzeni, z podrażnionymi drogami oddechowymi, trzeźwi.
Akcji w Bacikach doświadczył, jak również brał udział w akcji ratunkowej - Cezary Klimaszewski, Kurier Podlaski - Głos Siemiatycz , fot. CK
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze