Reklama

Sądny czwartek burmistrza - Siemiatycze

17/04/2009 22:05
W Wielki Czwartek przed sądem w Bielsku Podlaskim ponownie stanął burmistrz Siemiatycz. Była to druga rozprawa dotycząca sprzedaży miejskich gruntów dla spółki "Pronar".

          Przed sądem zeznawali radni poprzedniej kadencji: Krzysztof Szyszko, Agnieszka Sitarska, Krzysztof Wieczorek, Halina Drabiuk, Zdzisław Warpechowski, Jan Szeweluk, Zdzisław Chodakowski, Mirosław Kobus, Aleksander Jakowiuk.
          - Trudno mi oceniać całą sytuację, czy sprzedaż została przeprowadzona prawidłowo. Jestem instruktorem tańca, a nie ekonomistą lub prawnikiem - mówił Krzysztof Szyszko. - Jako radni mieliśmy nadzieję, że zakład szybko zostanie wybudowany i powstaną kolejne potrzebne miejsca pracy w Siemiatyczach. Dlatego podczas jednej z sesji poprzez głosowanie wyraziliśmy opinię w sprawie sprzedaży tych gruntów. Później mijał czas i słyszeliśmy zapewnienia ze strony burmistrza, że przygotowania do budowy ciągle trwają. Pamiętam, że w pewnym momencie pojechała delegacja z rady do Narwi, by zapytać o tę budowę. Po powrocie radny Wieczorek w nieoficjalnej rozmowie przekazał mi, że Sergiusz Martyniuk powiedział, że powstanie zakładu w Siemiatyczach to fikcja, ma już dość Radomskiego i ciągania się po sesjach. Niestety do dnia dzisiejszego zakład nie powstał. Nie wiem na dziś w jakim stanie jest ta działka i czy są tam prowadzone prace budowlane.

          Decyzja była słuszna
          - Teren po niedoszłej ciepłowni był ciągle dewastowany. Wieczorami przebywała tam liczna grupa młodzieży z pobliskiego osiedla. Szczególnym zagrożeniem był komin, na który wspinały się pewne osoby. Do kolejnych burmistrzów napływały skargi, że źle tam się dzieje. Ilość tych skarg rosła lawinowo - mówił Zdzisław Warpechowski. - Nadszedł więc rok 2004 i chcieliśmy wreszcie jako radni coś z tym zrobić. Wówczas zostały ogłoszone przetargi. Z wielką radością przyjęliśmy informację od burmistrza, że jest chętny kupiec, który zamierza wybudować duży zakład pracy. Okazał się nim pan Sergiusz Martyniuk. Była to dla nas dobra informacja, gdyż powstała perspektywa wielu miejsc pracy. Był to dobry wybór i robiliśmy wszystko, by inwestora nie zrazić. Podczas sesji przedstawił nam wizję powstania zakładu. Zaufaliśmy bezgranicznie, gdyż jest poważnym biznesmenem i praktykiem. Później byłem dwukrotnie w Narwi w zakładzie i zawsze byliśmy miło i sympatycznie przyjmowani przez pana Martyniuka. Zapewniał nas, że zakład będzie wybudowany. Wierzyłem wówczas i wierzę nadal, że powstanie on w Siemiatyczach. Decyzję burmistrza i rady uważam za słuszną.

          Naciski na Martyniuka
          - Rzeczywiście jako radni chcieliśmy teren przekazać pod inwestycję, która dałaby miejsca pracy naszym mieszkańcom. Wiem, że były organizowane przetargi. Byłem tylko zdziwiony, że znalazł się zapis o konieczności stworzenia co najmniej 500 miejsc pracy - mówił Krzysztof Wieczorek. - Nieoficjalnie słyszałem, że byli inni inwestorzy zainteresowani tym terenem, ale wymóg stworzenia tylu miejsc pracy zniechęcał ich do kupna. Podczas przesłuchań przez CBA dowiedziałem się, że ta instytucja podejrzewa, że coś w przekazaniu tej działki było nie w porządku. Z tego co wiem, to jakieś prace inwestor rozpoczął na tej działce, gdy sprawą zainteresowało się CBA. Byłem później z przewodniczącym rady z wizytą w "Pronarze", gdyż zdenerwowanie wśród radnych było coraz większe. Zresztą był pomysł stworzenia szkoły, która mogłaby szkolić młodzież do pracy w tym zakładzie. Z tego co wiem sygnału ze strony "Pronaru" w tej sprawie nie było.
          - Czy pan jako radny - pytał radnego prokurator - był informowany przez burmistrza, że działka zostanie zbyta bez zobowiązania do wybudowania zakładu? Czy podczas wizyty w Narwi Sergiusz Martyniuk powiedział, że zakładu nie wybuduje?
          - Jak dobrze pamiętam, takiej informacji burmistrz radnym nie przekazał. Dowiedziałem się o tym z późniejszych doniesień prasowych. Podczas pobytu w "Pronarze" zadawaliśmy pytania. W pewnym momencie pan Martyniuk bardzo się zdenerwował. Wówczas padły dość ostre słowa. Powiedział żebyśmy nie naciskali, bo jak się zdenerwuje, to nic z tego nie będzie. Powiedział, że miał złożyć obietnicę i to zrobił.
          - Potwierdzi pan słowa radnego Szyszko, że Martyniuk powiedział panu, że budowa zakładu to fikcja - pytał radnego adwokat burmistrza - czy wie pan, że został już wyburzony komin i jaki jest koszt takich prac?
          - Takich słów sobie nie przypominam. Pamiętam, że był bardzo zdenerwowany naszymi pytaniami w tej sprawie. Miał dość naciskania z naszej strony. Skoro pan Martyniuk powiedział, że dla niego wybudowanie hali sportowej to pryszcz, to moim zdaniem koszt wyburzenia komina to też zwykły pryszcz. Pan Martyniuk dawał nam do zrozumienia, że możliwości finansowe ma bardzo duże. Kupujący przecież dobrze wiedział jaką działkę nabywa. Według nas procedury związane z budową trwają zbyt długo. Ciągle mamy pytania od mieszkańców co z tą sprawą dalej będzie. Mam nadzieję, że "Pronar" wywiąże się z obietnicy danej nie tylko nam radnym, ale wszystkim mieszkańcom miasta.

          Podczas kolejnej rozprawy jako świadkowie zostaną wysłuchani pracownicy Urzędu Miasta Siemiatycze.

          Marek Malinowski, Tygodnik Głos Siemiatycz, fot. MM
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama