Reklama

Słaby materiał, niebezpieczne konary - Nurzec Stacja

05/12/2008 19:27
„Co się stało z drzewami na cmentarzu w Nurcu? Przecież na zdjęciu widać, że były zdrowe! Kto pozwolił na takie barbarzyństwo?” – oburzeniem na zdjęcia wyciętych z nurzeckiego cmentarza dębów, opublikowane w jednym z listopadowych numerów, reagowała Czytelniczka.

          ”Na cmentarzu w Nurcu pochowani są moi najbliżsi, dlatego widok tych leżących drzew , wyglądających na zdrowe, sprawił mi ogromną przykrość. W zasadzie mogę powiedzieć, że rosłam razem z tymi dębami. Pamiętam z dzieciństwa takie powiedzenie dorosłych: "spokój to my będziemy mieli dopiero w dębinkach". Nasz cmentarz, jak każdy inny, to przecież część historii Nurca” – to ciąg dalszy wypowiedzi tej Czytelniczki, mieszkającej za granicą, ale związanej z Nurcem i jego okolicami.
          Autor nadesłanych do nas zdjęć napisał: „Nie tylko w Siemiatyczach los drzew jest w ciągłym zagrożeniu. Niedawno na części cmentarza w Nurcu Stacji wycięto 10 zdrowych i starych dębów. Komu było pilnie potrzebne dębowe drewno?”. Po tej publikacji pojawiły się liczne komentarze, Czytelnicy dzwonili i pisali do nas, by dowiedzieć się, co było powodem wycięcia drzew i dlaczego komuś na to pozwolono. O przyczyny i powody zapytaliśmy tych, od których bezpośrednio lub pośrednio, zależało podjęcie decyzji o usunięciu drzew.
          Decyzja ekspresowa
          Na wycięcie jakiegokolwiek drzewa potrzebne jest zezwolenie wójta, burmistrza lub prezydenta miasta. Zwróciliśmy się zatem do wójta gminy Nurzec z pytaniem, czy na wycinkę cmentarnych drzew zarządca terenu, w tym wypadku proboszcz parafii, posiadał zezwolenie. W rozmowie telefonicznej wójt gminy Nurzec, Piotr Jaszczuk, w obawie przed, jak to określił: „przekręceniem”, odmówił udzielenia informacji na ten temat przez telefon. Pytanie sformułowane było w ten sposób, że wymagało odpowiedzi „tak” – jeśli takie pozwolenie proboszcz uzyskał, lub też „nie” – jeśli pozwolenia nie było. W tej sytuacji trudno sobie nawet wyobrazić, jak można by „przekręcić” odpowiedź w publikacji. Nie uzyskawszy odpowiedzi w rozmowie telefonicznej, wystosowaliśmy oficjalne pismo z ponowną prośbą o udzielenie rzetelnej informacji, dotyczącej interesującego nas problemu. W ciągu niespełna trzech dni otrzymaliśmy odpowiedź, która brzmiała następująco:
          „(...) Na wniosek Parafii Rzymskokatolickiej w Nurcu Stacji z dnia 15.02.2008 została wydana decyzja w dniu 18.02.2008, zezwalająca na wycinkę drzew gatunków: sosna, dąb, klon oraz lipa w łącznej ilości 44 sztuki. W uzasadnieniu wnioskodawca zaznaczył, że teren, na którym rosną w/w drzewa jest terenem przeznaczonym na powiększenie cmentarza, a usunięcie drzew jest konieczne z powodu zagrożenia dla ludzi i mienia w obrębie cmentarza”.
          Zwraca uwagę ekspresowe tempo wydania pozwolenia na wycinkę. Trzeciego dnia po złożeniu wniosku przez proboszcza decyzja była wydana. Żeby tak załatwiano w urzędach sprawy wszystkich petentów...
          Nie-zbędna rada parafialna?
          Tego samego dnia otrzymaliśmy list od jednego z członków nurzeckiej rady parafialnej (nazwisko i adres do wiadomości redakcji), w którym to liście ów parafianin, nawiązując do opublikowanych zdjęć wyciętych drzew, pisał:
          „W pogoni za aferami, z dostępem do telefonów komórkowych z wbudowanymi aparatami fotograficznymi nie trzeba długo czekać, by znalazł się wrażliwy na piękno przyrody, uradowany z kolejnej „wytropionej” afery.
          Drzewa na cmentarzu w Nurcu Stacji zostały usunięte przede wszystkim ze względu na to, że stanowiły zagrożenie dla osób przebywających na terenie cmentarza (usychające konary). Jak również nachylenie ich stanowiło uzasadnione obawy uszkodzenia sąsiadujących nagrobków. W świetle posiadanej przeze mnie wiedzy, wycinki dokonano po uzyskaniu stosownego zezwolenia przy akceptacji Rady Parafialnej. Wystarczyło uczestniczyć we Mszy świętej 01.11.2008 r. i uważnie słuchać ogłoszeń parafialnych, by dowiedzieć się, że drzewa po wycince trafią do zakładu w Romanówce celem przetarcia na potrzeby parafii”.
          Bardzo nas ucieszył ten list, gdyż dzięki niemu zyskaliśmy jakże odmienny punkt widzenia sprawy w porównaniu ze stanowiskiem, które zaprezentował inny parafianin, także członek rady parafialnej. Ten informator, swoje dane również zastrzegł do wiadomości redakcji (co w tym wypadku wydaje się być jak najbardziej uzasadnione, bo któż chciałby ryzykować np. „zatrzymaniem win”), wypowiedział się następująco:
          „My, jako Rada Parafialna, tak naprawdę niewiele mamy do powiedzenia. Nas o zdanie w sprawie wycinania drzew na cmentarzu nikt nie pytał”.
          Warto zaznaczyć, że każdy ma prawo przysyłać do redakcji rozmaite materiały. Jeśli to robi, to nie po to, by „tropić afery” (on nic z tego nie będzie miał), ale po to, by podzielić się tym, co go bulwersuje.
          Słaby i niebezpieczny materiał
          Co na to proboszcz parafii Nurzec, ks. Jerzy Olszewski?
          - O wszystkim powiedziałem na mszy 1 listopada, więc jak ktoś był w kościele i uważnie słuchał, to wie. Wycinane drzewa przeznaczone będą na nowe ławki do kościoła. Do zakładu w Romanówce już zawieźliśmy dwa kursy, ten będzie trzeci. Żeby to drewno właściwie przygotować, wymaga ono odpowiedniego sezonowania, bo jest to bardzo słaby materiał. Poza tym wycinaliśmy te drzewa, które były największym zagrożeniem dla pobliskich pomników, bo były chore i mocno nachylone. Celowo ścięliśmy je wcześniej, żeby leżały przez Wszystkich Świętych, by ludzie zobaczyli, że te drzewa nie były zdrowe. Miały chore konary. Drzewa te trzeba było także usunąć, by przygotować dalszy teren pod pochówki. Specjalnie robimy to dużo wcześniej, żeby nie trzeba było tam dodatkowo nakładów finansowych na wyciąganie korzeni. Z biegiem lat one rozłożą się w naturalny sposób i będzie tam można grzebać zmarłych. Rada parafialna o wszystkim była poinformowana, wyraziła zgodę.
          Były chore w konarach
          Członek rady parafialnej i proboszcz poruszyli ten sam problem – „wystarczyło być w kościele, uważnie słuchać ogłoszeń, by wiedzieć”. Zatem jeśli nie było się w kościele, to już wiedzieć nie można? Można, a nawet trzeba! Prawo do informacji wszyscy mamy takie samo. Inną kwestią jest to, że nie wszyscy spośród tych, którzy zobowiązani są do udzielania informacji, potrafią to zrozumieć. Po publikacji zdjęć pisali do nas nie tylko nurzeccy parafianie, ale także ludzie mieszkający poza parafią Nurzec, a mający jakiś związek z tą miejscowością i parafią. Zatem oni, nie będąc na mszy w Nurcu 1 listopada, nie mogą interesować się tym, kto i dlaczego likwiduje cmentarne dęby?
          Druga rzecz, która zwraca uwagę, to zagrożenie owymi drzewami. Usychające konary? Trzeba być naprawdę szczęściarzem, by zobaczyć jak spada usychający konar i wyrządza krzywdę człowiekowi lub pomnikowi. Owszem zdarzały się takie sytuacje, ale łamały się drzewa wyjątkowo słabe i przy silnych wichurach. Wycięte zostały jednak te drzewa, które rosły od pomników w pewnej odległości, a więc tam, gdzie ludzie raczej nie chodzą, bo nie mają po co. Drzewa, zwłaszcza od strony pnia, wyglądają na zdrowe, ale jak kilkakrotnie podkreślał proboszcz: „były chore w konarach” i dlatego to „bardzo słaby materiał”. Słaby, ale jednak może ławki da się z niego zrobić. Na pytanie dlaczego nie są usuwane drzewa, które istotnie pomnikom zagrażają, bo rosną między mogiłami, ks. Olszewski powiedział, że z czasem one również zostaną wycięte. Byłyby już dawno, ale z wykonania tej pracy zrezygnowały już ponoć dwie firmy, które nie chciały wziąć odpowiedzialności za ewentualne uszkodzenia nagrobków powstałe w czasie usuwania drzew. „Zbyt duże ryzyko, bo pomniki są drogie, a zyski z wycięcia niewielkie” – tłumaczył nurzecki proboszcz.
          Póki co łatwiej i szybciej jest wyciąć proste jak zapałki, wyglądające na przysłowiowe „mocne” dęby. Ławki takie pilne? Tyle lat parafianie siedzieli na tych, które są i jeszcze drugie tyle by na nich posiedzieli. Może miejsce na cmentarzu tak pilnie potrzebne? Żeby zająć to, które jest wolne, potrzebna byłaby co najmniej epidemia dżumy.
          Wszędzie wycinają?
          Daleko nie trzeba szukać przykładów cmentarzy porośniętych drzewami. Wystarczy spojrzeć na cmentarz prawosławny w Żerczycach. Tam to dopiero istnieje ryzyko dostania w głowę suchym konarem. Ale jakoś nikomu nie przyjdzie do głowy, by wycinać drzewa. Dlaczego? Chyba nie dlatego, że w cerkwi wierni stoją, a nie siedzą...

          Ewa Magdalena Iwaniak, Tygodnik Głos Siemiatycz, fot. EMI
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama