Reklama

Ray Wilson na 25-lecie Przedsiębiorstwa Komunalnego

Siemiatycze Blues-Rock Festiwal już za nami. Czternasta edycja była jednak inne niż dotychczasowe. Imprezę połączono z obchodami 25-lecia powstania Przedsiębiorstwa Komunalnego Spółki z o.o.

     W tym roku organizatorzy festiwalu zrezygnowali z konkursu „O Złoty Kafel”, zamiast tego przed wieczornymi koncertami odbył się EkoPiknik pt. „Segregacja TO JEST TO!!! Zostań EkoBohaterem”. W jego trakcie dzieci mogły uczestniczyć w grach i konkursach o tematyce ekologicznej. Nie można oczywiście zapomnieć o tym, że tereny rekreacyjne przy amfiteatrze były metą corocznej parady motocyklowej.

      W związku z obchodzonym przez Przedsiębiorstwo Komunalne jubileuszem, na scenę główną zaproszono również wszystkich pracowników firmy. Każda z pracujących tam osób została przedstawiona zgromadzonej publiczności. W geście sympatii pracownicy podarowali prezesowi zarządu, Bogusławowi Zduniewiczowi, czapkę kapitańską, odśpiewano również głośne „Sto lat”.

Reklama

     „Bardzo łatwo jest stać na mostku kapitańskim, kiedy ma się taką załogę” - mówił prezes Zduniewicz o swoich pracownikach.

      Na scenie pojawili się również: marszałek województwa podlaskiego, Jerzy Leszczyński; wicemarszałek województwa podlaskiego, Maciej Żywno, starosta powiatu siemiatyckiego, Jan Zalewski i burmistrz Siemiatycz, Piotr Siniakowicz.

     Wieczorem na siemiatyckiej scenie zagościł Ray Wilson, a zaraz po nim zespół Dżem. W tym roku statuetkę „Ambasadora Siemiatycz” i podziękowania od burmistrza Piotra Siniakowicza za promowanie Siemiatycz otrzymała dziennikarka, Joanna Kryńska.

Reklama

      Niekwestionowaną, główną atrakcją imprezy był koncert szkockiego wokalisty Raya Wilsona, który w latach 1996-99 zastąpił Phila Collinsa w zespole Genesis. Ray Wilson w 2010 r. zainicjował projekt pt. Genesis Classic. Od tego czasu podczas swojej trasy koncertowej prezentuje wybrane utwory grupy Genesis, połączone z muzyką klasyczną. Dwa lata temu pojawiły się nowe albumy artysty: „Song for a friend” i „Makes me think of home”. Choć muzyk bardzo często kojarzony jest właśnie z grupą Genesis, działalność artystyczną zaczął już wcześniej, współtworząc zespół „Guaranted Pure” czy będąc członkiem grupy „Stiltskin”. Od kilku lat Wilson mieszka w Polsce. W Poznaniu działa również jego fundacja, która pomaga młodym, zdolnym ludziom.

      Po koncercie, mimo zmęczenia, artysta zgodził się na krótką rozmowę.

Reklama

      Czy myśli Pan, że gdyby zaczynał karierę współcześnie, odniósłby Pan tak duży sukces, jak w latach 90?

       R.W.: Trudno powiedzieć. Jest o wiele więcej artystów, niż wtedy kiedy byłem młody. Nie sądzę, że muzyka jest tak dobra, jak kiedyś. W większości muzyka puszczana w radio jest kiepska. Jednak jest jeszcze parę niezłych zespołów, trudno je dostrzec, bo pojawiają się wciąż nowe. Zatem myślę, że dziś byłoby to trudniejsze.

       Czy jest coś, co chciałby Pan powiedzieć swoim fanom, o muzyce, o życiu?

Reklama

       R.W.: Muzyka wciąż jest ważna. Niesie ze sobą wiadomość o pokoju i miłości, harmonii, przyjaźni. W dzisiejszych czasach potrzebujemy tego o wiele więcej w społeczeństwie. Sposób, w jaki zmienia się świat, nie jest dobry. Myślę, że powinniśmy dzielić się wzajemnie muzyką i miłością, i pozytywnymi uczuciami.

       Czy ma Pan czas na odpoczynek?

       R.W.: Nigdy.

      A czy ma Pan czas, żeby zwiedzać nasz kraj?

      R.W.: Bardzo dużo. Byłem wszędzie.

     Jakie jest Pana ulubione miejsce?

Reklama

     R.W.: Nie wiem, czy mam ulubione. W Polsce macie góry na południu, oprócz tego jeziora, oczywiście Mazury, morze na północy. Myślę, że ludzie we wschodniej części kraju są bardzo mili i ciepli. Lubię różne części kraju z różnych powodów.

     Dziękuję za rozmowę.

   Eleni Kryńska, fot. EK

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama