Tofiłowce to mała wieś w gminie Dubicze Cerkiewne. Świetlica jest, a jakże. Wyremontowana w ubiegłym roku, jeszcze pachnąca świeżością. W tej świetlicy kobiety z Tofiłowców upiekły kibiny z mięsem i ciasta, zrobiły kanapki. Okazja niecodzienna, bo 5 września w świetlicy w Tofiłowcach wystąpiły prawdziwe aktorki, w prawdziwej sztuce. Na dodatek granej też prawdziwie, bo po swojomu.
Na scenie tylko dwie aktorki - Julianna Dorosz i Joanna Troc. Młode, zdolne, piękne i… mówiące po swojomu.
- To je spekl tahoho teatru, kotory ne maje swoho miścia w sensie budynku teatralnoho, bo Julianna na szto deń pracuje w teatrowi w Poznaniu, ja żywu w Bielsku i pracuju w Hajnouci, w Białowieży, w Bilśku i Biłostoku, tam de można – mówi Joanna Troc, która wystąpiła w roli starej baby. – Nazywajem sie Teatr Czrevo. Choczem hrati po swojomu.
- U mene bat’ki howorat po swojomu, zainteresowanie gwarą zupełnie normalne. Ja z Bielska – stwierdza Julianna Dorosz, grająca młodą kobietę. - Mnie na studiach pytali, czy się nie wstydzę rozmawiać z mamą przez telefon po swojemu. Czego mam się wstydzić? Nasza gwara to perełka.
„PustaJa” to spektakl o zawiłym kobiecym seksualizmie, o macierzyństwie i o zawiści kobiet. Oparty na hiszpańskim dramacie Federico Garcii Lorki „Yerma" oraz „Księdze cudów przed ikoną Matki Bożej w Starym Korninie dokonanych”, z dawnymi pieśniami pięknie wykonanymi przez Juliannę Dorosz.
Gdzie Hiszpania, a gdzie Podlasie? Daleko, ale jak widać, bardzo blisko. Pan Jan Maksimiuk jest tłumaczem i dziennikarzem, pracuje w Pradze. Od lat zbiera słownictwo, informacje, chce zachować tutejszą gwarę podlaską. To on zrobił przekład z hiszpańskiego.
- Żeby bliżej podejść do naszej kultury, wykorzystaliśmy nasze tradycyjne pieśni oraz scenografię – opowiada Joanna Troc. - Mam nadzieję, że to, co tu jest, trochę przypominało naszą atmosferę, nasz klimat, nasze chaty i nasze kobiety, które mogły tak ze sobą rozmawiać, gdy nie ma mężczyzn, jak „baba z baboju”. Przy tym spektaklu pomagał nam prof. Akademii Teatralnej, który sam jest z Hajnówki, teraz mieszka w Olsztynie, nazywa się Bohdan Głuszczak. To nasz opiekun artystyczny, reżyser. Ten spektakl powstał dwa lata temu. Od czasu do czasu przyjeżdżamy z nim tam, gdzie nas zaproszą, albo sami decydujemy gdzie pojedziemy. Założyliśmy fundację Teatr Czrewo, żeby można było dostawać granty, pisać projekty. Napisaliśmy grant na granie w różnych miejscach. Tutaj, do Tofiłowców trafiliśmy w ten sposób, że na początku wymyśliliśmy inną miejscowość, ale potem zgłosiliśmy się do Natalii Gierasimiuk. Pani Natalia i fundacja Oni to My pomogli, zorganizowali tutaj scenę, w świetlicy. Dziękuję wszystkim, bo obsługa profesjonalna.
Scenografię zbudował mąż Joanny, Michał Troc, który zadbał także o światło. Mama Michała pochodzi z Grabowca, a tato z Redut, czyli sami swoi.
- Scenografia jest użytkowa, a nie artystyczna. Oprócz maski – wyjaśnia Joanna Troc. - Maskę robiła nam nasza koleżanka, która jest asystentką w Akademii Teatralnej na wydziale sztuki lalkarskiej, pracuje w teatrze lalek, ale zajmuje się też scenografią i budową lalek. To ona, Łucja Grzeszczyk, zrobiła nam maskę z lateksu. Skarpety zrobiła moja babcia. Buty są oryginalne, to buty babci Julki.
Ciekawy temat, bo o namiętności kobiet nadal niewiele wiadomo, ale jeszcze ciekawszy język. Tym bardziej, że przedstawiony przez profesjonalistów. Tak się składa, że znam język podlaski. Powiem więcej, jestem dumna, że umiem mówić po swojomu.
Krystyna Kościewicz, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot KK
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze