Festiwal Kultury Ukraińskiej „Podlaska Jesień” znamy od lat. Jego organizatorem jest Związek Ukraińców Podlasia. Przed publicznością prezentują się soliści, zespoły muzyczne i taneczne z Ukrainy. Ważnym punktem jest także ukraiński teatr. Co prawda adresowany do dzieci, ale jest to zawsze tak dobrze przygotowane przedstawienie, że z przyjemnością oglądają także dorośli. W tym roku Wołyński Teatr Lalek z Łucka pokazał sztukę „Podkowa na szczęście”. Aktorzy z Łucka wystąpili w Orli, Białymstoku, Czeremsze i Bielsku Podlaskim.
O teatrze i aktorach opowiedział Petro Sawosz, który jest menadżerem grupy teatralnej z Łucka.
- Na festiwal „Podlaska Jesień” przyjeżdżacie od lat. Zawsze oglądałam wasze spektakle w Czeremsze, tym razem przyjechałam do Orli.
- Długo by wymieniać wszystkie tytuły, które zagraliśmy w ramach Festiwalu Kultury Ukraińskiej „Podlaska Jesień”, ale w ubiegłym roku byliśmy tu ze sztuką „Zołotowołoska” (Złotowłosa), a teraz „Podkowa na szczęście”.
- Do nas, na Podlasie, przyjechaliście aż z Łucka.
- Bardzo nam przyjemnie przyjeżdżać na wasz festiwal, bo tu wyczuwa się dobrą aurę, a nasze przedstawienia podobają się dzieciom. Zauważyłem, że dzieci rozumieją, co mówią aktorzy, być może nie każde słowo, ale z pewnością z tekstu wyławiają sens.
- Co roku podziwiam scenografię waszych spektakli. Tym razem jeden wóz drabiniasty, piękne pacynki i ta podkowa, która jest i podkową, i słońcem, i księżycem, i tęczą.
- Scenografię zrobiła młoda artystka z naszego teatru.
- Kto jest autorem bajki „Podkowa na szczęście”?
- Iwan Franko. To ukraiński pisarz i poeta. Obok Tarasa Szewczenki, uważany za jednego z najlepszych literatów ziemi ukraińskiej.
- Na scenie wystąpiło tylko troje aktorów. Zagrali znakomicie.
- Babcią była Swietłana Stasiuk, osła zagrał Oleksiej Kryworuczko, a dziadka Walery Semeniuk. To aktorzy zawodowi Wołyńskiego Akademickiego Teatr Lalek z Łucka.
- Ile lat istnieje wasz teatr?
- Już 47. Ja też byłem aktorem w naszym teatrze, a teraz jestem menadżerem grupy teatralnej.
- Teraz, gdy trwa wojna, jeździcie z przedstawieniami po Ukrainie?
- Nie, nie jeździmy, ale gramy w naszym teatrze, dzieci przychodzą na spektakle. Jednak liczba widzów musi być ograniczona do liczby miejsc w schronie przeciwbombowym. Rozumie pani, żeby dzieci mogły się schować, gdy Rosjanie bombardują. Dlatego do teatru możemy wpuścić tylko 80 ludzi.
- Wasz teatr ma schron? Dobrze zrozumiałam?
- Tak, mamy schron. Wojna to taki ból, taka zła siła. Żyliśmy normalnie, a teraz... Co zrobić...
- Wam, dorosłym, tak bardzo smutno, straszno, a dzieci trzeba rozweselać.
- Trzeba, chociaż w duszy bardzo ciężko.
- Dziękuję bardzo za rozmowę i życzę dużo sił.
KK, fot. KK
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze