Hodowca z Siemiatycz strzelał do psów, które zaatakowały stado jego owiec. Dwa psy zastrzelił, trzeci uciekł. Na pastwisku pozostało 13 rozszarpanych i 10 okaleczonych owieczek.
Hodowca, pan Kazimierz Marszałkowski z Siemiatycz, jest także myśliwym i strażnikiem łowieckim. Do zdarzenia doszło na posesji przy ul. Ciechanowieckiej w Siemiatyczach, w poniedziałek, 8 grudnia. Kiedy zobaczył, że trzy duże psy zagryzają jego owce, postanowił strzelać. Dwa psy zastrzelił. Trzeci uciekł. Okaleczonymi owcami zajął się weterynarz. Pan Marszałkowski oszacował straty na 5.000 zł. 13 owiec rasy "Wrzosówka" - będącej pod ochroną, zostało zagryzionych, a kolejne 10 dotkliwie poranionych. Dzień później padniętych było już 18 owieczek, nie wszystkie okaleczone zdołały przeżyć. Sprawę wyjaśniają policjanci z Siemiatycz. - Wszystko zaczęło się po godzinie dziewiątej. Zadzwonił do mnie znajomy i powiedział, że coś dzieje się na moim podwórku, coś niedobrego. Ja pytam - co? A on, że chyba psy ganiają owce i gryzą je. No to ja w samochód. Dobrze, że wziąłem ze sobą broń - opowiada pan Marszałkowski. Kiedy zajechał na miejsce, część owiec już leżała. - Patrzę, a tam psy szaleją. To był jakiś amok, szał. Nie wiem, co w te psy wstąpiło. Tak wściekłych psów jeszcze nie widziałem. Były tak zajadłe, że żeby nie dubeltówka, to bardzo prawdopodobne, że i mnie by pogryzły! - mówi. Na cztery strzały trzy były celne. Tylko z tym strzelaniem nie było tak łatwo, bo po pierwsze - psy początkowo znajdowały się w stadzie owiec, więc wtedy strzelanie odpadało, by nie trafić owcy, po drugie - trzeba było psy zagonić w północną część zagrody, by nie strzelać w stronę ulicy Ciechanowieckiej, bo tamtędy jeżdżą samochody i chodzą ludzie. Po kilku próbach udało się agresywne psy zagonić w ustronne miejsce i zastrzelić. - Dwa z nich to były wilczury - pies i suka. Trzeci uciekł. Ale jak uciekł. Szedł po siatce jak kot. Jak on przeskoczył ponad półtora metra siatki? - nie wiem. Tak samo nie wiem, jak one weszły do zagrody Chyba też siatkę musiał przeskoczyć - opowiada. Ten pies, który uciekł był sporych rozmiarów. Kudłaty. - Był koloru jak wiewiórka. Miał dosyć długą sierść. Kawałek sierści zostawił na siatce, jak się przez nią przedzierał. Policja wzięła tę sierść do woreczka, żeby mieć do porównania z sierścią innych podobnych psów - mówi. Hodowca twierdzi też, że te psy nie należały do bezpańskich, tzn. nie mających właścicieli w mieście lub poza miastem. Były zadbane, brakowało śladów smyczy lub łańcucha. - Musiały być trzymane w kojcu. Uciekły i narobiły tej roboty - mówi. Dodaje też, że to nie pierwszy taki przypadek. Wcześniej też psy zagryzły mu kilka owiec i kaczek w Bacikach w gminie Siemiatycze. Ale ten przypadek jest bardzo drastyczny, bo - jak twierdzi - psy nie zadowoliły się jedną czy dwoma sztukami owiec i nie jadły ich, lecz zagryzały kolejne. - Nawet malutkie jagnięcia padły od ich zębów. Do tego kilka owiec wkrótce miało mieć młode. Niektórym owcom to aż całe miednice powyrywały. Bestie! - dodaje. Sąsiedzi hodowcy mówią, że przez kilka dni nocami było w tym miejscu słychać ujadanie psów. Natomiast przed bramą na tę posesję znajdowało się mnóstwo odciśniętych na piasku śladów psich łap. Widocznie od jakiegoś czasu próbowały tam wejść, aż wreszcie się udało. Jeszcze w ubiegłym tygodniu policja ustaliła właściciela tego psa, który umknął spod lufy. Sprawa jest w toku.
Cezary Klimaszewski, Tygodnik Głos Siemiatycz, fot. CK
Psy nadal będą się wałęsać? Burmistrz, wójt i radni nie potrafią znaleźć pieniędzy i sposobu na bezpańskie psy. Czekają - aż pies zagryzie dziecko? W tym roku policja kilka razy wnioskowała do wójta gminy i burmistrza Siemiatycz o zajęcie się sprawą bezpańskich, nieraz agresywnych, psów. W pismach policja podkreśla, że sfory bezpańskich psów stanowią realne zagrożenie dla ludzi. Zdarzały się przypadki pogryzień, głównie w mieście. Poza tym takie psy często kręcą się w okolicach szkół, dlatego zawsze możliwy jest przypadek, że głodne zwierzęta rzucą się na dziecko trzymające kanapkę w ręku. Policja otrzymywała mnóstwo skarg od mieszkańców w tym zakresie. Efekty? Na razie ich nie widać. Burmistrz w jednej z odpowiedzi pisze m.in.: "(...) odłowem bezpańskich psów oraz ich czasowym przetrzymywaniem zajmuje się Przedsiębiorstwo Komunalne (...), ze względu na ograniczone możliwości finansowe oraz brak wolnych miejsc w okolicznych schroniskach skuteczne wyeliminowanie problemu bezpańskich psów nie jest możliwe". Z kolei gmina Siemiatycze odpowiada: "Wszystkie przypadki związane z tym problemem zgłasza się do urzędu gminy w godz. 7.30 - 15.30. Każde takie zgłoszenie jest sprawdzane i podejmowane są stosowne kroki zmierzające do ustalenia właściciela zwierzęcia, bądź jego odłowienie. Po godzinach pracy i w dni wolne od pracy przypadki konieczności odłowienia bezdomnych zwierząt należy zgłaszać sołtysowi wsi". Przypominamy, że zgodnie z art. 11 ustawy o ochronie zwierząt zapewnienie opieki bezdomnym zwierzętom oraz ich wyłapywanie należy do zadań własnych gmin. Na co czekają wójtowie i burmistrzowie? Na zagryzienie jakiegoś dziecka?
Cezary Klimaszewski, Jacek Stanisław Wasilewski, Tygodnik Głos Siemiatycz
Komentarze