Powierzchnia - ok. 197 km kw., 32 sołectwa, ok. 5.300 mieszkańców, 30 procent powierzchni gminy to lasy, ok. 250 zakładów, większość to sklepy lub firmy jednoosobowe, 12 milionów budżetu - takie podstawowe dane cechują gminę Sarnaki.
O gminie Sarnaki rozmawiamy z wójtem Marianem Waszczukiem. - Panie wójcie, proszę na początek krótko scharakteryzować gminę. - Sarnaki, mimo że są wsią, uważane są za miasteczko. Były bowiem miastem 250 lat temu. Mają ok. 1.300 mieszkańców. Sporo ludzi w gminie zameldowanych jest czasowo, głównie na terenach nadbużańskich. Mają na stałe działki lub gospodarstwa, np. po rodzicach. Niestety notujemy coroczny spadek urodzeń. - W gminie jest sporo sadów. Czy w związku z tym dominuje rolnictwo? - Owszem, sporo mieszkańców żyje z sadów w: Klimczycach, Chlebczynie, Sarnakach. Są to przeważnie sady jabłoniowe, chociaż w ostatnich latach przybywa upraw aronii i czarnej porzeczki. Sporo mamy też rolników, którzy hodują bydło mleczne. Około stu rolników trzyma też trzodę chlewną, ale ostatnio widać regres w tym kierunku. Intensywnie na naszym terenie zaczyna się rozwijać pieczarkarstwo. Łosice to obecnie największe zagłębie produkcji pieczarek w Polsce i nasza gmina też to odczuwa. Obecnie w Horoszkach Dużych, koło Sarnak, budowana jest duża pieczarkarnia. Ma tam być zatrudnionych sporo ludzi. Prawdopodobnie będą to dziesiątki ton dziennej produkcji pieczarek. - Co z turystyką? Południowa część terenów nadbużańskich jest bardziej rozwinięta, jeśli chodzi o infrastrukturę turystyczną. - W naszej gminie jest ponad 20 dobrze działających gospodarstw agroturystycznych, mamy zarejestrowanych ok. 700 domków letniskowych. Działa też kilka ośrodków wczasowych, których właściciele żyją wyłącznie z turystki. Z kolei mieszkańcy takich wsi jak: Serpelice, Mierzwice, Kózki, ostatnio Borsuki, często żyją z pracy w tych ośrodkach. Latem zainteresowanie naszą gminą jest duże. Bywają okresy, kiedy brakuje miejsc na turnusy. Są to turyści, którzy przyjechali do nas po raz pierwszy, jak również ci, którzy wyjechali dawniej, a teraz wracają. Gmina widzi swoją przyszłość w turystyce - nasz plan zagospodarowania przestrzennego jest na to nastawiony. Próbujemy stworzyć tereny pod zabudowę wyłącznie rekreacyjną. Jesteśmy też uwarunkowani przepisami parku krajobrazowego "Podlaski Przełom Bugu", którego powierzchnia zajmuje blisko 3/4 gminy wraz z otulinami. Ubolewać można jedynie nad tym, że Bug jest zanieczyszczony, ale to już nie nasza wina. - Przetłocznia gazu w Hołowczycach to podobno spore źródło dochodu dla gminy. - Owszem. Zatrudnia ok. 100 osób, daje do gminy ok. miliona złotych podatków rocznie. Mamy spore dochody własne, więc gmina nie dostaje subwencji wyrównawczej. Minusem takiego stanu rzeczy jest to, że mamy trudności w ściąganiu należności od podatników. Na dzień dzisiejszy podatnicy indywidualni są nam winni ok. 600 tysięcy złotych. W przypadku subwencji pieniądze byłyby w jednej transzy i w sporej wysokości, a ściągnąć taką samą sumę od podatników to już problem. - Czy gmina jest zadłużona? - Jesteśmy zadłużeni na ok. 2 miliony złotych. Dlatego, że pod koniec ubiegłego roku zakończyliśmy dużą inwestycję unijną za 8,5 miliona złotych, związaną z budową kanalizacji. - Przejdźmy więc do infrastruktury. Czego brakuje pod tym względem najbardziej? - Gmina jest w stu procentach zwodociągowana. To ponad 120 km sieci wodociągowej. Na dziś wykonujmy przyłącza na koloniach. Po wykonaniu wodociągów zajęliśmy się kanalizacją - na dziś mamy skanalizowanej ok. 45 procent powierzchni gminy, stąd część inwestycji drogowych w zakresie asfaltowania chcemy wykonać po zakończeniu kanalizacji. - Czy kolejnym etapem prac, po skanalizowaniu gminy, będzie budowa następnej oczyszczalni ścieków? - Będą to przydomowe oczyszczalnie oraz jedna większa. Mamy już dwie gminne oczyszczalnie - w Sarnakach od 1993 r. i w Serpelicach oddaną do użytku w ubiegłym roku, w ramach dużej inwestycji unijnej, do czego doszło skanalizowanie czterech miejscowości. Ta w Sarnakach wymaga kapitalnego remontu i taki będziemy robić. Natomiast co do nowej oczyszczalni, przewidujemy ją bliżej Siemiatycz - w Klimczycach i Bindudze. Budowę, z udziałem pieniędzy unijnych, chcemy rozpocząć w 2009 r. Drugi plan to skanalizowanie pozostałych miejscowości przy użyciu oczyszczalni przyzagrodowych. Szykujemy na to duży wniosek unijny wraz z innymi gminami powiatu łosickiego, dołącza do nas gmina Korczew. To będzie wniosek na prawie tysiąc przydomowych oczyszczalni. - Co pan zalicza do największych bolączek gminy? - Gmina zajmuje dosyć duży obszar i to zaliczyłbym do naszych bolączek. Trudniej jest bowiem coś zrobić na większym obszarze niż mniejszym. Poza tym nasze społeczeństwo, powiedziałbym, ma rozbujane aspiracje co do pieniędzy unijnych. Ludzie słyszeli, że gmina na wszystko może pozyskać takie pieniądze i te środki powinny już ruszyć, ale pewne jest, że przynajmniej do połowy tego roku nie ruszą. Z tego względu w naszym przypadku wystąpi roczne opóźnienie co do projektów pod inwestycje, które utracą ważność. Mamy bowiem projekty na kanalizacje, a już dziś połowa z nich nie jest ważna i trzeba je wykonywać od nowa. - Ile jest w gminie dzikich wysypisk śmieci? - Chyba żadnego. Wraz z innym gminami tworzymy Stowarzyszenie "Nieskażone Środowisko". 10 lat temu 5 gmin powiatu łosickiego oraz gmina Korczew dogadały się, czego efektem jest duże wysypisko w Łosicach. To wysypisko jest w stanie przyjąć śmieci z całego powiatu i okolicy. Jest nowoczesne, posiada taśmę segregującą, kompaktor, prasę, kontenery na padłe zwierzęta, budujemy kwaterę na eternit. Spełnia warunki unijne. Myślę, że jego ważność zostanie przedłużona do 2028 r. Ale najważniejsze jest to, że do tej pory śmieci z indywidualnych gospodarstw wywoziliśmy na swój koszt - mieszkańcy nic za to nie płacili. Tym samym raczej nie mamy dzikich wysypisk. Od 1 stycznia będzie odpłatność za wywóz śmieci, ze względów ustawowych. Boimy się nieco, że teraz mogą powstawać takie śmietniska w lasach. Aby tego nie było, proponujemy mieszkańcom segregację odpadów - kto będzie segregował, to dostanie na to worki i nic za wywóz nie zapłaci. Z kolei ci, którzy nie będą segregować, będą płacić. - A śmieci przy drogach, pozostawiane przez przejezdnych? - Tych też jest mało. Latem, na wszystkich drogach, zbierają je pracownicy interwencyjni, zatrudnieni przez gminę. Wydajemy na to rocznie ok. 300 tysięcy złotych. Dodam, że najwięcej śmiecą turyści. Przywożą śmieci i zostawiają wyprodukowane tutaj. - Drogi? - Powiatowe i gminne pozostawiają wiele do życzenia i wymagają remontów. Gminnych mamy ok. 100 km, z tego ok. 80 procent utwardzonych. Ok. 100 km jest dróg gruntowych, własności skarbu państwa, które komunalizujemy. Często prowadzą do terenów rekreacyjnych. Po kanalizacji przejdziemy do dróg. - Czy gmina odczuwa wpływ władz województwa mazowieckiego na swój rozwój? - Jeśli chodzi o finanse województwa mazowieckiego, to owszem, jest to województwo najbogatsze i to odczuwamy. Rządzący województwem stwarzają okoliczności ku temu, aby takie gminy, jak nasza mogły pozyskiwać pieniądze na rozwój, wymyślając specjalne programy pomocowe. Gminy biedniejsze mogą co roku pozyskać od zarządu województwa ok. miliona złotych na: wodociągi, kanalizację, drogi, obiekty szkolne, straż pożarną. To są spore pieniądze. Dobrze więc, że należymy do tego województwa. - Dziękuję za rozmowę. Cezary Klimaszewski, Tygodnik Głos Siemiatycz, fot. CK
Komentarze