Reklama

Producent laureat - Siekierki

22/03/2009 20:04
27 lutego poznaliśmy wyniki V edycji Konkursu - Plebiscytu na Producenta i Hodowcę Trzody Chlewnej w 2008 r., organizowanego przez redakcję miesięcznika "Trzoda Chlewna". Wśród laureatów obu kategorii znalazło się po 6 gospodarstw w kraju, a w kategorii "Producent" wyróżnione zostało gospodarstwo pana Wiesława Kamińskiego, mieszkańca wsi Siekierki w gminie Drohiczyn.
          Nagrody dla zwycięzców wręczono na Uniwersytecie Przyrodniczym w Poznaniu. Wcześniej na łamach "Trzody Chlewnej" prezentowane były sylwetki nominowanych 48 producentów i 25 hodowców świń w kraju. Z panem Wiesławem Kamińskim rozmawiamy o hodowli trzody, konkursie, planach na przyszłość.
          - Jak zaczął się udział w konkursie?
          - Wytypował nas ODR w Siemiatyczach. Najpierw zaproponowali udział, potem zbierali dane o naszym gospodarstwie, które posłużyły do prezentacji w "Trzodzie Chlewnej". To było latem ubiegłego roku. Przez drugie półrocze 2008 r. trwała prezentacja uczestników i weryfikacja oraz selekcja ze strony organizatorów. O tym, że nasze gospodarstwo znalazło się w finale dowiedzieliśmy się od redaktora naczelnego "Trzody Chlewnej". Zadzwonił do nas, pogratulował i powiedział, że zostaliśmy laureatami konkursu, zapraszając też na galę, podczas której zostaną wręczone nagrody. Jak usłyszałem, że będzie to aż w Poznaniu, od razu zasugerowałem, że to dla nas za daleko. Odpowiedział, że jestem pierwszym z laureatów, który być może nie przyjedzie po nagrody. Ale był wyrozumiały. Ostatecznie syn pojechał na wręczanie nagród.
          - To pana pierwszy konkurs?
          - Kilka lat temu brałem udział w Podlaskiej Agrolidze, otrzymując wyróżnienia na szczeblu województwa. Wtedy pod uwagę było brane gospodarstwo jako całość, nie tylko hodowla.
          - Przejdźmy do spraw związanych z produkcją trzody. Podstawowym celem jest odchów i sprzedaż?
          - Podstawowy cel to wychowanie prosiąt do wagi ok. 110 kg. Trwa to średnio pół roku. Po tym czasie trzoda zostaje sprzedana na ubój.
          - Co liczy się najbardziej w hodowli i produkcji trzody?
          - Efektywność. Podstawowym parametrem tej efektywności jest mięsność sztuki. Aby efekt był duży, mięsność musi być na odpowiednim poziomie, a więc sztuka powinna posiadać pewien poziom tłuszczu, a dodam, że w tym przypadku jest lepiej, gdy tego tłuszczu występuje mniej. Mięsność ocenia się poubojowo w zakładzie mięsnym. W przypadku mojego gospodarstwa mięsność trzody utrzymuje się na poziomie 59 procent. Na efektywność hodowli wpływa sposób żywienia oraz genetyka. Na system żywienia składają się: zboże, premiksy i komponenty białkowe. Jeśli chodzi o genetykę, to ważne jest pochodzenia zarówno matki, jak i ojca.
          - Jak więc uzyskuje pan tę efektywność i dobrą genetykę?
          - W większości przypadków sam rozmnażam stado. Przede wszystkim to wynik doświadczenia w pracy w gospodarstwie. Musiałem również przejść odpowiednie szkolenie. Zakupuję nasienie i samodzielnie inseminuję maciory. Do tego oczywiście dochodzi odpowiednie żywienie.
          - Dlaczego wybrał pan hodowlę i produkcję świń?
          - Hodowlą trzody chlewnej zajmuję się od 15 lat. Wcześniej trzymałem krowy. Jakieś 15 lat temu postanowiłem przestawić się na inną produkcję. Dlaczego? Żeby było inaczej i wygodniej. Pracy przy trzodzie chlewnej jest mniej, niż przy stadzie krów. Teraz wszystko mamy w gospodarstwie zaplanowane z dużym wyprzedzeniem, bo dosyć łatwo można sporządzić kalendarzy przy tego typu produkcji. Dokładnie wiemy, kiedy będą narodziny, kiedy inseminacja, ile czasu będzie trwał chów prosiąt, kiedy będą one przeznaczone już do sprzedaży. To o wiele wygodniejsze, niż w przypadku hodowli bydła.
          - Opłaca się taka produkcja?
          - Finansowo nie jest gorzej, może nawet i lepiej niż w przypadku bydła. Najważniejsze, że na razie jest na to zbyt.
          - Co zaliczyłby pan do wad i zalet produkcji trzody?
          - Ważne są tak zwane "górki" i "dołki" świńskie. Co to oznacza? Kiedy mamy świńską "górkę", to wtedy jest spory zbyt na mięso, więc cena niska. Z kolei zaletą jest świński "dołek", a więc okres, kiedy zapotrzebowanie na mięso jest spore, a ofert sprzedaży mało i wtedy cena mięsa może być wysoka.
          - Gospodarstwo jest samowystarczalne?
          - Mam 64 hektary ziemi. Uprawiam kukurydzę, pszenżyto i jęczmień. Kupuję premiksy, komponenty białkowe, również trochę zboża.
          - Ile ma pan teraz sztuk świń i jaka jest skala produkcji?
          - Ponad sto macior. Rocznie produkuję ponad dwa tysiące sztuk trzody.
          - Jakie są najważniejsze warunki hodowli, te od strony infrastruktury?
          - Posiadam dwie tuczarnie, jedną oborę zaadaptowałem na porodówkę, mam mieszalnię pasz i zbiorniki na zboże. Np. porodówka składa się z 20 specjalnych stanowisk wyposażonych w ruszta, co ułatwia ich oczyszczanie i dezynfekcję. To takie minimum, aby zacząć hodowlę lub produkcję trzody.
          - A coś z nowinek technicznych?
          - Dużą wygodą jest zautomatyzowany system podawania żywienia. Służy temu w pełni zmechanizowany paszociąg znajdujący się u mnie w obu chlewniach. To linia zasilająca automaty paszowe, czyli powiedzmy dawniejsze korytka. W zasadzie zbiornik, z którego paszociąg pobiera żywność można napełniać raz na tydzień. Jak zabraknie pożywienia w automatach, to czujniki powodują, że linia dosypuje mieszanki.
          - Opieka weterynaryjna?
          - Jest konieczna. Trzoda znajduje się pod stałą opieką weterynaryjną. Ważne jest podanie w odpowiednim czasie szczepionek. Na przykład maciory szczepimy dwa tygodnie przed porodem. W sumie matki otrzymują cztery szczepionki, prosięta dwie. Łącznie są to szczepionki przeciw siedmiu chorobom.
          - A czy skorzystał pan z pomocy unijnej?
          - Owszem. Oprócz dopłat obszarowych skorzystałem z pomocy w zakresie budowy płyty obornikowej i szamb.
          - Czy wyróżnienie w tym konkursie dało panu satysfakcję, czy coś jeszcze, oczywiście oprócz nagród?
          - Również mobilizację do dalszej pracy.
          - Plany na przyszłość?
          - Są związane z rozwojem gospodarstwa i produkcji, bo jest ktoś, kto chce ode mnie przejąć gospodarstwo. To mój syn. Tak więc na pewno w najbliższym czasie nie zakończymy produkcji.

          Jak zwykle w gminie Drohiczyn, oprócz pucharów, nagród rzeczowych i dyplomów wręczonych przez organizatorów i sponsorów konkursu, pan Wiesław otrzymał również dyplom i podziękowanie od burmistrza Drohiczyna za swój udział w promocji gminy.

          Cezary Klimaszewski, Tygodnik Głos Siemiatycz, fot. CK
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama