Niesforny, a dla innych niepokorny, Krzysztof Chendoszka stanął przed sądem w Siemiatyczach. Stało się tak, gdyż akt oskarżenia przeciwko niemu skierował do sądu Sylwester Zgierun. Pierwszy twierdzi, że jest niesłusznie oskarżony, a drugi, że przez niego pomówiony. Obaj po raz kolejny spotkali się na sali sądowej w środę, 26 listopada.
Wymysły Chendoszki? Oskarżyciel prywatny Sylwester Zgierun w piśmie do Sądu Grodzkiego w Siemiatyczach pisze: "Akt oskarżenia przeciwko Krzysztofowi Czesławowi Chendoszce, oskarżonemu o popełnienie przestępstwa z art. 212 par. 1 Kodeksu Karnego to jest o to, że pismem z dnia 5 lutego 2008 roku skierowanym do Okręgowego Rzecznika Dyscyplinarnego PZŁ w Białymstoku oraz R i M Klepackich z Putkowic Nagórnych pomówił oskarżyciela prywatnego Sylwestra Zgieruna, o takie postępowanie, które poniżyło go w opinii publicznej i naraziło na utratę zaufania potrzebnego do zajmowania stanowisk poprzez stwierdzenie, że "Sylwester Zgierun w sobotę 9 stycznia 2008 roku na łowisku w obrębie wsi Putkowice Nagórne, zastrzelił lisa, którego pozostawił na łące, a następnie odjechał". Takie stwierdzenie jest absolutną nieprawdą, wymysłem Krzysztofa Chendoszki, który nie miał żadnych dowodów na pisanie takich oskarżeń. Żądam ukarania sprawcy tych oskarżeń". Utrata zaufania W uzasadnieniu aktu oskarżenia można dodatkowo przeczytać: "Podobne zdarzenie opisywane przez Krzysztofa Chendoszkę miało miejsca 2 lutego 2008 roku z udziałem myśliwych Sławomira Mięsaka, Jacka Zgieruna i Tadeusza Witkowskiego, którzy wracając z polowania na łące państwa Klepackich zauważyli lisa, do którego ze sztucera strzał oddał Sławomir Mięsak. Ze względu na fakt, iż myśliwi nie posiadali pojemnika na zapakowanie lisa (tusza była zakrwawiona), pozostawili go w miejscu strzelenia na jakiś czas, aby zabrać go innym samochodem. Sylwester Zgierun nie był obecny z wyżej wymienionymi osobami na tym polowaniu. Z racji, iż oskarżyciel prywatny nie miał możliwości popełnić tego czynu, oszczercze zarzuty podnoszone przez oskarżonego Krzysztofa Chendoszkę narażają oskarżyciela na utratę zaufania potrzebnego do zajmowania stanowiska w Urzędzie Miejskim w Drohiczynie przez Sylwestra Zgieruna, który jest jednocześnie prezesem koła łowieckiego "Cyranka" w Drohiczynie". Komentarze stron - Mam już dość różnego rodzaju bezpodstawnych oskarżeń i pomówień o różne rzeczy ze strony Krzysztofa Chendoszki - mówił przed rozprawą Sylwester Zgierun. - Pisma z pomówieniami są wysyłane do różnych instytucji. Rozumiem, że można kogoś oskarżać, jeśli są dowody i świadkowie. Natomiast pan Chendoszka pomawia mnie, nie mając dowodów. Nie mogę pozwolić, by ktoś tak postępował. Dlatego zdecydowałem się skierować sprawę do sądu. - Czuję się niewinny. Będę nadal walczył z pseudomyśliwymi. Spokojnie czekam na werdykt sądu w tej sprawie - komentował Krzysztof Chendoszka. - Obawiam się tylko, że w przypadku ewentualnego skazania, mogę mieć problem z udziałem w wyborach samorządowych. Jednak nikt nie będzie zamykał mi ust i możliwości wypowiadania się na różne społeczne tematy. Podkreślę raz jeszcze, że jestem niewinny. Sędzia Dariusz Śnieżko kolejny termin rozprawy ustalił na 12 stycznia. Być może podczas tej rozprawy sąd wyda wyrok. Wówczas będzie wiadomo, kto ma rację w tym sporze. Nie jest to pierwsza sprawa sądowa Krzysztofa Chendoszki. Wcześniej odpowiadał za określenie burmistrza Drohiczyna - klęcznikiem. Sprawa zakończyła się ugodą. Wiadomo, że tym razem ugody być już nie może.
Marek Malinowski, Tygodnik Głos Siemiatycz, fot. MM
Komentarze