Dwie porażki w ciągu czterech dni poniosła Cresovia Siemiatycze. 29 marca w Pucharze Polski przegrana z KS Grabówka 1:4, a pierwszego kwietnia 1:3 w ligowym meczu ze Spartą 1951 Szepietowo.
Trochę dziwią rozmiary porażki w meczu pucharowym, gdyż KS gra także w IV lidze i prawie ma tyle samo punktów co Cresovia. Niemniej mecz ten można odpuścić, co było zauważalne wśród rozmów na stadionie. Odpadnięcie z tych rozgrywek pozwoli na oszczędność finansową, wydatki potrzebne będąy na organizację następnych meczów w PP. Jednak mecz ligowy to już inna bajka, tym bardziej, że Cresovii w obecnym okresie wisi widmo spadku do klasy okręgowej. 1 kwietnia nie udało się zdobyć punktów z dobrze grającą w tym sezonie Spartą. Pewnym usprawiedliwieniem był brak kilku kluczowych piłkarzy w składzie, choćby Michała Nowickiego i Miłosza Kowalczuka. Trener Wojciech Moczulski wystawił więc tych których akurat miał pod ręką, mając krótką ławkę rezerwową. Trzeba dodać że mecz był dobrze prowadzony przez głównego sędziego Marcina Jakubowskiego któremu pomagały Magdalena Ostrowska i Karolina Markiewicz.
Tylko momentami gospodarze potrafili zagrozić obronie szepietowian. Rafał Karolczuk z kolei musiał wykazać się dobrym refleksem. Nie udało się, już w 8 minucie Jakub Karpiński wypuszczony w uliczkę minął Karolczuka i zaliczył celne trafienie. Potem było trochę gry wyrównanej do 24 minuty, gdy Konachowicz, po krótkim rajdzie, strzelił nad poprzeczką. Zazuliński miał dobrą okazję w 32 minucie, ale piłka przeszła koło słupka. 10 minut później bramkarz Cresovii wyszedł obronną ręką z sytuacji sam na sam. Michał Czarnecki mógł podwyższyć wynik. I to było na tyle w I połowie. Druga to już wieksza skuteczność gości. W 65 minucie znowu refleksem wykazał się Karolczuk przenosząc piłkę nad poprzeczką po bombie Czarneckiego. Ale już 71 minuta i wykorzystanie skuteczne Sparty w ataku trzech na dwóch, ostatnim był Kamil Łapiński który zmienił wynik na 0:2. Gdyby nie ofiarna interwencja Krasowskiego to dwie minuty później w sytuacji tym razem czterech na dwóch padła by kolejna bramka. Topór nadal wisiał nad Cresovią, spadł w 89 minucie gdy Karpiński z Ganiewiczem pobawili się z bramkarzem siemiatyckim i ten ostatni zaliczył trafienie. Konachowicz po samotnym rajdzie w doliczonym czasie ładnym strzałem z dystansu zmniejszył rozmiary porażki na 1:3. Tak bardzo potrzebne Cresovii punkty odjechały do Szepietowa. Nieliczni kibice nie mieli wesołych min wychodząc ze stadionu.
Cresovia Siemiatycze: Rafał Karolczuk, Adam Barwiejuk (c), Krzysztof Krasowski, Marek Konachowicz, Jakub Czmut (27 Filip Samojluk), Hubert Łempicki, Mateusz Dawidziuk, Jakub Jeleszuk, Krystian Łopaciuk, Kamil Tomczyk, Kacper Zazuliński. Rez.: Karol Koc, Norbert Boguszewski. Trener Wojciech Moczulski, kierownik Wojciech Łopaciuk, opieka medyczna Wiesława Piotrowska.
Sparta 1951 Szepietowo: Damian Makowski, Kamil Łapiński, Szymon Baliwcki (32 Dominik Ciereszko), Oskar Dziermański, Mateusz Sawicki, Karol Chrzanowski (32 Kamil Yamaguchi), Dominik Betko (c), Gleb Płotnikow, Michał Czarnecki, Patryk Margol, Jakub Karpiński. Rez.: Łukasz Wiśniewski, Damian Wysocki, Grzegorz Makal. Trener Krzysztof Pawłowski.
Jacek Piotrowski, fot. JP
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze