Reklama

Pomóżmy Emilce

01/08/2009 19:03
O Emilce powiedziała nam Wioletta Stachowiak z Dziadkowic, członkini zespołu Kalina: Poznałyśmy się na majówce w Jasienówce, zorganizowanej przez siemiatycki PDPS. Zjechali się tam pensjonariusze domów pomocy.

          Trudno mi powiedzieć, dlaczego zwróciłam na nią uwagę. Może dlatego, że Emilka jest młodą dziewczyną, ma tylko 27 lat, a pensjonariusze domów społecznych mają zazwyczaj trochę więcej. Porozmawiałyśmy. Jest pełna życia i humoru, radosna i taka normalna, w pełnym tego słowa znaczeniu. Jedynym marzeniem tej dziewczyny był laptop. Tak sobie wymyśliła, że jak będzie go miała, stanie się wartościowszym człowiekiem, będzie mogła napisać o sobie i może uda jej się poznać kogoś, kto nie będzie jej traktował jak „popsutą zabawkę”. Jakiś czas temu dowiedziałam się, że złożyła wniosek do PEFRON, licząc na to, że otrzyma dofinansowanie na zakup komputera. Niestety, otrzymała odpowiedź odmowną, umotywowaną tym, że jej stopień niepełnosprawności jest niewystarczający, by dostać laptopa, że przecież jeszcze ma dwie sprawne kończyny. Pomyślałam sobie, że może za pomocą Głosu Siemiatycz udałoby się zebrać te 2 tysiące na laptop dla Emilki.
          Emilka jest niepełnosprawna, jeździ na wózku i mieszka w Domu Pomocy Społecznej „Rokitnik” w Białowieży. Odwiedziłyśmy ją z Wiolettą Stachowiak. Emilka akurat wróciła z wycieczki do białowieskiego parku.
          Złe dzieciństwo
          Zanim przeszłyśmy do sedna dziewczyna opowiedziała nam swoją historię:
          - Chora jestem od urodzenia. Dziecięce porażenie mózgowe. Gdyby rodzice zajęli się rehabilitacją, pewnie bym chodziła - milknie na chwilę. Nie wiemy jeszcze, że opowie nam o sprawach, które zjeżą włos na głowie, ale opiszemy tylko niektóre.
          Emila pochodzi z Bartoszyc, w Białowieży mieszka pół roku. Ma młodszego brata. Po domach opieki społecznej tuła sie od 8 lat:
          - Miałam 11 lat, kiedy mama nas zostawiła. Wyjechała do Włoch. Ale też od kiedy pamiętam, bardziej była zajęta sobą niż nami. Tak samo ojciec, bardziej dbał o siebie niż o nas.
          Pytamy Emilkę czy ich sytuacją nie interesowała się opieka społeczna, pozostała część rodziny:
          - Bartoszyce to taka większa wieś. Każdy wiedział co u nas się dzieje, ale nikt nie reagował. Pewnie wychodząc z założenia, że własne brudy pierze sie u siebie, a obcym nic do tego. Ojciec potem znalazł sobie nową żonę, z tego co wiem ma dziecko. Teraz myślę, że dobrze, że matka odeszła. Nami zajmowała się rodzina. Tak się plątaliśmy po wujkach, ciotkach. Później trafiłam do domu pomocy prowadzonego przez zakonnice. Ale tam mi się nie podobało. „Rokitnik” to trzeci dom, w którym mieszkam. Mam nadzieję, że już tu zostanę, bo bardzo mi się podoba.
          Też chcę mieć normalna rodzinę
          Naszą uwagę zwraca wiszący na ścianie portret małego dziecka:
          - To ja, w wieku około roku. Mam jeszcze lalkę z dzieciństwa. To jedyna i najcenniejsza dla mnie pamiątka. Czasami jak mam zły dzień to chciałabym wrócić do tego czasu kiedy byłam takim maluszkiem, kiedy nie miałam tego bagażu doświadczeń, który mam. A lalka? Trochę sfatygowana przez psa, ma nieczynne oko. Ale jest taką moją przyjaciółką, niemą powierniczką moich sekretów. To może trochę śmieszne, ale traktuję ją jak swoje dziecko, nawet zakładam jej pampersa.
          Pomimo tak ciężkich doświadczeń Emilka marzy o rodzinie:
          - To, że pochodzę z takiej a nie innej rodziny nie znaczy, że byłabym złą matką, że nie potrafiłabym kochać swego dziecka. Jestem normalną dziewczyną, która chce ładnie wyglądać, ładnie się uczesać, umalować, mieć przyjaciół, znajomych. Niestety, przez wózek jestem trochę ograniczona. W domu opieki są starsi ludzie, na zewnątrz nie wyjadę sama. Mam koleżankę, trochę starszą ode mnie, ale przynajmniej z nią mogę trochę porozmawiać. Umawiamy się na kawę, poplotkujemy. Czasami uda mi się wyjechać na zewnątrz, ale jest trudno. Moja opiekunka oprócz mnie ma pod opieką jeszcze kilku pensjonariuszy, nie może całego czasu poświęcać tylko mnie. Jak zdarzyło mi się wyjechać samej, to bywało, że niestety musiałam czekać aż mi ktoś pomoże przejechać krawężnik, zjechać ze stopnia. Kiedyś upadłam z wózkiem. Wiele ludzi przeszło, zanim znalazł sie młody człowiek, który pomógł mi wstać.
          Ja się nie skarżę na swój los
          - Pewnie, że czasami odczuwam zazdrość, jak widzę jak ktoś biegnie, albo jak widzę kobiety z wózkiem z dzieckiem. Myślę sobie wtedy dlaczego Bóg mnie tak pokarał i za co? Ale wcale nie jest tak, że cały czas narzekam. Owszem mam złe dni, jak każdy człowiek. Zamykam sie wtedy w pokoju, płaczę, żalę sie mojej Kornelci (tak nazywa się lalka Emilii). Emilka mówi też, że gdyby miała córeczkę tak dałaby jej na imię). Jak sie spłaczę zasypiam. Pośpię 2-3 godziny i już jest tak jakby lepiej.
          Emila wyspecjalizowała sie w muffinkach:
          - Jak mam dobry dzień to lubię chodzić na warsztaty kulinarne, które są u nas w domu. Pieczemy ciasta, nawet tort robiliśmy, taki ładnie dekorowany i sami dekorowaliśmy. Gotujemy zupy. Umiem zrobić szczawiową - to moja ulubiona zupa, rosół. Ale wyspecjalizowałam się w muffinkach. Upiekę wam jak przyjedziecie następnym razem.
          - Właśnie taka jest Emilka - mówi Wioletta - Chłonie nowe znajomości. Chciałaby spotykać się z młodszymi ludźmi. To miał jej umożliwić komputer. Wymyśliła sobie, że pozna ludzi w swoim wieku przez internet.
          Komputer - okno na świat
          Emilka złożyła wniosek do PEFRON o dofinansowanie zakupu laptopa. PFRON odmówił dofinansowania, bo Emila nie spełnia wszystkich kryteriów. Składała wniosek w ramach programu Pegaz 2003, obszar B:
          - Rzeczywiście, nie możemy mieć pretensji do PEFRON-u, że odmówił dofinansowania - mówi pracownik socjalny z „Rokitnika” w Białowieży. - Pani Emilka nie powiedziała nam, że chce składać ten wniosek, może byśmy doradziły, pomogły wypełnić. Niemniej jednak cały czas staramy się znaleźć coś odpowiedniego. Staramy się, na ile to możliwe, zapewnić jej kontakt z ludźmi w jej wieku, ale wiadomo, że w tego typu placówkach większością są ludzie starsi. W naszym domu pani Emilka ma trochę starszą koleżankę. Na pewno chciałaby tych znajomych w swoim wieku mieć więcej. Rozumiemy rozżalenie, że tego dofinansowania nie dostała, że wizja posiadania komputera się oddala. Jest dobrą pensjonariuszką, nie stwarza problemów, czy jakichś kłopotów. Jedynie mamy zastrzeżenia, że odmawia uczestniczenia w zajęciach z rehabilitacji ruchowej. A nasi rehabilitanci potrafią zdziałać cuda. Koleżanka pani Emilii przyszła do nas po wypadku, jako osoba leżąca, karmiona. Teraz jeździ już na wózku i mamy nadzieję, że powróci do formy, która umożliwi jej w miarę normalne chodzenie. Pani Emilka być może podłamuje się, nie widząc sensu swojej rehabilitacji...
          Emilka pięknie śpiewa, to jeden z talentów, które skrywa ta drobna postać. Na pożegnanie zaśpiewała nam piosenkę jednej z ulubionych wokalistek, Gosi Andrzejewicz. Jak wymowne były słowa: „Niczym dziś nie załamuj się/ Uwierz mi siłę marzeń masz!/ Pokaż na co Cię stać, ile sam jesteś wart Możesz osiągnąć to, o czym od zawsze marzysz/ Przecież nie jesteś sam, w bliskich oparcie masz/ Jeszcze tyle dobrego w życiu się zdarzy/(...) Uwierz w siebie, a przyjdzie lepszy czas/ Pokonaj swój lęk/ I pokonaj strach/ Siłę marzeń masz/ Wykorzystaj ten dar/ O marzenia walcz”
          Tyle o Emilce... Czytelników, którzy chcieliby pomóc dziewczynie w zakupie komputera prosimy o kontakt z redakcją.

          Anna Kondraciuk, tygodnik Głos Siemiatycz, fot. AK
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama