Czwartkowe popołudnie. Na jedno ze stanowisk siemiatyckiego dworca PKS podstawia się autobus relacji Siemiatycze – Wólka Nurzecka. Do autobusu wsiadają kolejni pasażerowie. Na samym końcu wsiada dwóch wyrostków.
Stwierdzenie, że byli pod wpływem alkoholu byłoby zbyt delikatne. Ich zachowanie wyraźnie wskazuje na upojenie alkoholowe.
Oczywiście kupują bilety i rzucając na prawo i lewo słownictwem tzw. „podwórkowej łaciny” przedostają się na koniec autobusu. Pojazd rusza. Po kilku minutach drogi rozkrzyczany i z trudem poruszający się „duecik” przemieszcza się na przód autobusu i siada na pierwszym siedzeniu. Po co? Wszelkimi dostępnymi sobie sposobami, z wielkim trudem artykułując i gestykulując, „duecik” próbuje przekonać kierowcę, by ten zatrzymał się w miejscowości, przez którą za chwilę autobus będzie przejeżdżał - w Kajance. Dodajmy, że podczas kiedy jeden dręczy kierowcę, drugi w prymitywny sposób zaczepia pasażerów.
Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że pijani panowie kupili bilety do Nurca. W Kajance autobus miał się zatrzymać tylko po to, by spragnieni mogli zaspokoić swoją niecierpiącą zwłoki potrzebę wypicia kolejnego piwa. Nie trzeba też dodawać, że spragnieni domagali się oczywiście, by kierowca zaczekał na nich. „Dwadzieścia sekund nie zbawi” – argumentował jeden z wyrostków, zataczając się nad kierowcą.
Początkowo wyglądało na to, że prowadzącemu autobus nawet nie w głowie spełnianie prośby pijanego towarzystwa. Nagle jednak, ku wielkiemu zdziwieniu i konsternacji pozostałych pasażerów, autobus zatrzymuje się pod wskazanym sklepem. „Wysadzi pijaków i pojedzie dalej” – pomyślał niejeden podróżujący. Ku jeszcze większemu zaskoczeniu kierowca czeka na uciążliwą parę. Trzeba przyznać, że jak na swój stan, to wyjątkowo szybko udało się „duecikowi” dokonać zakupu. Po niespełna minucie wracają. Pierwszy młodociany dzierży w dłoni dwie puszki piwa. Jedną z nich, ukradkiem mało „ukradkowym” wręcza kierowcy. Drugi, sądząc po ilości zakupionego towaru, jeszcze bardziej spragniony, niesie trzy puszki piwa. Jedną z nich, znów usiłuje wręczyć kierowcy. Kierowca mówiąc „już mam”, początkowo nie chce przyjąć drugiego podarku, ale szybko ulega pokusie. W końcu to za darmo...
Autobus rusza. Nagle do kierowcy podchodzi jedna z pasażerek dotąd cierpliwie obserwująca całe zajście. Nie kryje swojego zdenerwowania i oburzenia. „- Nie powinien był pan ich ze sobą w ogóle zabierać, a nie jeszcze spełniać ich życzenia i przyjmować piwo. Tu są dzieci a oni przechadzają się tam i z powrotem i rzucają bluzgami. Płacę i czegoś wymagam. Za pół godziny jestem w domu i o wszystkim dowie się pański przełożony”! – krzyczy zbulwersowana kobieta i wraca na miejsce.
Kierowca nieco zmieszany jedzie dalej. Zatrzymuje się w pewnym momencie, udaje się na koniec autobusu, coś mówi do rozbawionych wyrostków, po czym wraca i rusza w dalszą drogę.
Chwilami śmieszne, chwilami smutne, ale prawdziwe. Nie takiego zachowania od kierowcy wymagali podróżujący tym autobusem. Pomińmy już to, że autobus kursuje według ustalonego planu, a nie na życzenie pasażerów, i czasem dla kogoś minuta czy dwie opóźnienia to bardzo dużo. Czy zdecydowane sprzeciwienie się i nie zabieranie ze sobą takich pasażerów wymaga naprawę wielkiego heroizmu? Puszka piwa ważniejsza niż komfort podróżujących? A gdzie dbałość o przepisy, o właściwy wizerunek firmy, a przede wszystkim o swoją godność?
Ewa Magdalena Iwaniak, Tygodnik Głos Siemiatycz
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze