W środę, 23 maja, przed godz. 17.00. przechodnie na placy Jana Pawła byli świadkami interwencji policji. Zaczęło się przed wjazdem na Plac Jana Pawła II, kiedy patrol policji zauważył znajome auto i znaną twarz za kierownicą. Kierowca ów ma orzeczony przez sąd zakaz prowadzenia pojazdów. Znany jest też policji z tego, że już dwukrotnie odmówił poddania się kontroli drogowej.
Ostatni raz cztery dni wcześniej na krajowej "19" koło Wojeńca. Został zatrzymany przez policję, ale tylko na chwilę, bo... zamknął się w samochodzie i odjechał w kierunku Bielska Podlaskiego. Podjęto więc pościg. Wspólnie z bielską policją passata zatrzymano na terenie powiatu bielskiego. Po wyjaśnieniach mężczyzna ten został zwolniony. Oczywiście nadal nie mógł prowadzić. Jednak prowadził i został zauważony przez policjantów dzień później w Siemiatyczach. Stąd też wywiązał się mały pościg za nim po rondzie i użycie wobec niego siły. Ponownie nie chciał poddać się kontroli i nie zatrzymał się na wyraźne wezwanie. Zrobił to dopiero wtedy, kiedy jego auto zostało zablokowane. Mężczyzna jednak nie chciał wysiąść i wraz z pasażerką próbował zmusić policjantów do odstąpienia od czynności służbowych. Wobec tego siłą został zabrany do radiowozu, tak samo jak jego pasażerka, która przeszkadzała policji w czynnościach. Oboje trafili do aresztu. Dzień później mężczyzna był sądzony w trybie przyspieszonym. Wyrok - kara pozbawienia wolności na pół roku w zawieszeniu na 2 lata oraz grzywna. Akcja na rondzie trwała kilka minut. Wokół tego miejsca zebrało się sporo ludzi. Niektórzy byli zbulwersowani działaniem policji. Zdaniem policji zaś nie było innego wyjścia - trzeba było wyciągnąć go siłą, jak również interweniować wobec kobiety, która szarpała funkcjonariuszy i próbowała zmusić ich do odstąpienia od czynności. Cezary Klimaszewski, Tygodnik Głos Siemiatycz, fot. JN
Komentarze