Temat bezpańskich zwierząt często gości na naszych łamach. Odwiedzają nas też Czytelnicy, którzy mieli wątpliwą przyjemność zobaczenia tego, co się dzieje w przechowalni (bo trudno budynek przy wysypisku śmieci nazwać schroniskiem). W ubiegłym tygodniu dostaliśmy list od pani Grażyny Szczurowskiej:
Jeżeli nikt nie wie, gdzie odbywa się powolna wykańczalnia psów, polecam widok na wysypisku śmieci. Schowany budynek za nową sortownią wypełniony jest dziesiątkami psów. Nielegalnie stworzone miejsce, które nie ma żadnego statusu prawnego. Widok jest szokujący! Fetor unoszący się w powietrzu już z daleka zabija świeże powietrze, przenika ubrania. Psy stoją we własnych odchodach usuwanych niedokładnie. Belka słomy, która pojawiła się na placu latem ubiegłego roku przeleżała ostatnie dwie fale mrozów. Psy z przymarzniętymi łapkami błagalnie patrzą w oczy. W ciasnych nieprzystosowanych pomieszczeniach znajdują się husky, doberman, wilczury, suki z małymi i inne, które niegdyś miały właścicieli. Obróżki na szyjach same mówią za siebie. Czyżby znudziły się? Teren jest zamknięty. Jest zakaz wstępu. Czyżby ten widok był komuś nie na rękę? Pozostawione są same sobie. Zapchlone, zarobaczone, brudne, z chorobami, pogryzione bo często walczą między sobą... i ciągle czekające! Niektóre nawet nie oglądają światła dziennego, nie mówiąc o elektryczności, której nigdy tam nie było. Woda zamarznięta. Na naszych oczach pada pies, zresztą nie pierwszy! Pytanie nasuwa się samo: z głodu, tęsknoty za panem czy z braku specjalistycznej opieki weterynaryjnej? Stałej, a przecież taka mogłaby być! Łzy same napływają do oczu! Pseudoopiekę sprawują ludzie, którzy tam stróżują i robią to, bo muszą. Często boją się podejść do chorych zwierząt. Nikt im za to nie płaci, a ponadto narażani są na wszelkiego rodzaju choroby. Tak się dba o pracownika. Jednym słowem - obraz z piekła rodem. Na taki stan rzeczy w Gospodarce Komunalnej ktoś przymrużył oko. Ale dzięki zmianom na stanowiskach mam nadzieję, że sytuacja bezbronnych zwierząt i wykorzystywanych ludzi zmieni się stanowczo. Za kwotę, którą przeznacza miasto można zatrudnić weterynarza, osobę do zajmowania się zwierzętami, poprawić ich skandaliczne warunki. Ludzi informować o możliwości adopcji, bądź powolnej socjalizacji ze zwierzęciem, aby potem móc je stamtąd zabrać. Ja osobiście pragnę zaapelować do wszystkich mieszkańców chcących współpracować, pozyskiwać potrzebne środki, a którym nie jest obojętny los tych, którzy gdyby umieli mówić, to by powiedzieli, że najlepszym przyjacielem człowieka jest pies. Zgłaszajcie się.
Poprosiliśmy o komentarz nowego prezesa spółki PK, pod którą podlega przechowalnia, Janusza Żocha: - Jestem już po rozmowach telefonicznych z paniami co do spotkania w przyszłym tygodniu w przedmiotowej sprawie. Spotkanie poświęcone będzie sposobom wyjścia z zaistniałej i trudnej sytuacji bezdomnych zwierząt znajdujących się w „schronisku”. Na dzień dzisiejszy mogę zapewnić, że podejście do tego tematu zmieniło się. Nie chciałbym uprzedzać faktów przed planowanym spotkaniem, ale jestem dobrej myśli co do dalszych losów zwierząt małych i dużych przebywających w owym miejscu. Więcej informacji udzielę już po spotkaniu z osobami zainteresowanymi, chociaż mniemam, że wszystkich nas sprawa ta bardzo interesuje. W podobnym tonie wypowiada się burmistrz Siniakowicz: - Znam sytuację odłowionych psów z terenu Siemiatycz. Na chwilę obecną w punkcie przetrzymywania znajdują się 33 psy. Rozmawiałem kilkakrotnie z osobami, którym los bezpańskich zwierząt nie jest obcy. Na dzień dzisiejszy wiem, że pan Janusz Żoch zajął się tą sprawą i z pewnością warunki, w jakich żyją psy w najbliższym czasie znacznie się polepszą. Tym bardziej, że koszt utrzymania psów w roku 2010 wyniósł 73.161,29 zł. Jest to wysoki wydatek i należy go zweryfikować. Środki były przeznaczane między innymi na odłów psów, sterylizację, doraźne leczenie, karmę. Nowy prezes PK i zainteresowane panie mają spotkać się w tym tygodniu. O efektach poinformujemy.
Komentarze