Niedługo minie pół roku rządzenia w gminie Mielnik wójta Adama Toboty. Przez te pierwsze miesiące pracy nagromadziło się kilka spraw wymagających szybkiego rozwiązania. Jest też trochę zmian, zdaniem wójta – na lepsze. Pytamy wójta o sprawy najbardziej nurtujące mieszkańców.
- Chyba najważniejszą sprawą do rozwiązania stała opieka medyczna. Nadal brakuje lekarza rodzinnego. Dlaczego? - Proszę mieszkańców gminy jeszcze o dwa miesiące cierpliwości. Nowy lekarz zacznie u nas pracę od sierpnia. Będzie to doświadczona lekarka o specjalności lekarza rodzinnego. Czekamy aż dopnie formalności związane z odejściem z poprzedniej pracy. Niestety sprawy w tym zakresie tak skomplikowały się, że obecnie brakuje tej stałej opieki. Wpłynęło na to wiele czynników. My ze swojej strony robimy wszystko, co możemy. - Dlaczego dopiero od sierpnia? - Udało nam się znaleźć dobrego lekarza rodzinnego po długich poszukiwaniach, ale tę panią obowiązuje umowa. Będzie mogła u nas pracować od sierpnia. - Co mieszkańcy mają robić do sierpnia? - Tak, jak dotychczas pacjentów będzie przyjmowała pani doktor Aleksandra Terpiał. Proszę o cierpliwość. - Mieli też być lekarze specjaliści. - Jestem już po rozmowach i deklaracjach lekarzy specjalistów, którzy są zainteresowani przyjazdami na konsultacje do Mielnika. Sprawa jest w toku. - Niektórzy mieszkańcy uważają, że zmiany personalne, które zaszły w urzędzie i jednostkach są zbyt szerokie. - Kończymy proces związany z reorganizacją pracy urzędu gminy. Powstał nowy schemat organizacyjny, który odpowiada aktualnym potrzebom - usprawnia pracę, pozwala na lepszy kontakt z mieszkańcami. Nabór nowych pracowników wynikał przede wszystkim z konieczności uzupełnienia luk związanych np. ze zwolnieniami lekarskimi bądź urlopami macierzyńskimi. - Mieszkańcy gminy wytykają brak konsekwencji przy obsadzie stanowisk. Mieli to być mieszkańcy gminy Mielnik. - Owszem, pamiętam o tym zobowiązaniu wyborczym. Musiałem przyjąć pracowników spoza naszej gminy zgodnie z rozstrzygnięciami konkursów na pewne stanowiska. Nie zawsze w przypadku takiego konkursu zgłaszali się mieszkańcy naszej gminy, jak również brakowało specjalistów na proponowane stanowiska spośród kandydatów z gminy Mielnik. Mimo wszystko tę obietnicę będę starał się spełniać. - A GOKSIR? Nie za dużo tam etatów? - GOKSiR nadal jest w trakcie reorganizacji. Niedługo pod GOKSiR podlegać będzie Ośrodek Dziejów Ziemi Mielnickiej. Planowane jest też włączenie w jego struktury świetlic. Ośrodek kultury przejął też część zadań związanych z promocją gminy. Poza tym w sezonie letnim wzmożona jest praca przy stadionie, w hotelu i ośrodku domków, a one podlegają pod GOKSiR. Zadań stojących przed ośrodkiem jest więc dużo, a jego pracę będziemy oceniać po zamknięciu sezonu. - Wcześniej często mówił pan o konieczności restrukturyzacji zakładu komunalnego. - To była nasza bolączka na początku kadencji, ale jest coraz lepiej. Zakres prac zleconych dla zakładu jest szeroki. Pracownicy zakładu, zgodnie z wytycznymi, zajmują się pracami na rzecz gminy. Zakład nie stanowi konkurencji dla prywatnych podmiotów. Ma co robić. - PKS. Dodatkowe kursy, czy zakup busów? Obie wersje przewijały się w dyskusjach. - Ta sprawa na jakiś czas pozostanie jeszcze nie rozstrzygnięta, ale stawiam ją sobie jako jedną z priorytetowych do realizacji. Nadal możliwym scenariuszem jest zakup busów, które byłyby wykorzystywane na potrzeby gminy oraz mieszkańców. Ale czekamy na możliwość dofinansowania ich zakupu z urzędu marszałkowskiego lub partycypacji przez ten urząd w kosztach związanych z dodatkowymi kursami PKS. To byłby dla nas najlepszy scenariusz. - A jeśli żaden nie zostanie zrealizowany? - To w przyszłości prawdopodobnie będziemy dopłacać do kursów PKS. - Kolejna sprawa to obiecane oznakowanie gminnych samochodów. - I praktycznie jest to już zrealizowane. W czwartek (rozmawialiśmy w środę – przyp. red.) będą już oznakowane. - Opracowywana jest strategia rozwoju gminy. Widać przy tym otwartość władz wobec mieszkańców, bo mogą oni uczestniczyć w jej tworzeniu. Czy to nie będzie kolejny dokument, który trafi do szuflady? - Rzeczywiście zależy nam na wysłuchaniu głosu społeczności. To mieszkańcy wiedzą najlepiej czego potrzebują. Dlatego zdecydowaliśmy się tworzyć tę strategię w oparciu o szerokie konsultacje społeczne. Dodatkowo powołujemy ekspertów, którzy wspierają nas swoimi opiniami. Druga ważna kwestia to pytanie: co zrobić, by strategia nie była kolejnym dokumentem, który trafi do szuflady? Myślę, że samo zaangażowanie mieszkańców w proces jej tworzenia to gwarancja tego, że dokument nie będzie martwy. Wierzę, że dzięki konsultacjom z mieszkańcami i z ekspertami strategia będzie użyteczna i zaspokoi realne potrzeby naszej gminy w kolejnych latach. Osobiście jestem też przekonany o potrzebie posiadania takich długoterminowych celów i będę dążył do tego, by postulaty fachowców i mieszkańców zawarte w strategii były realizowane. Wierzę też, że zaangażowanie mieszkańców nie skończy się na stworzeniu samego dokumentu. Do tej pory zaangażowanie to jest duże – zespoły robocze spotykały się już łącznie siedem razy. Przypominam, że cały czas można dołączyć. - Urzędnicy są bardzo uprzejmi i coraz więcej mieszkańców to docenia. Przynajmniej tak nam mówią. - Już na początku swojej pracy uczuliłem pracowników na podejście do interesantów. Mieliśmy też wewnętrzne spotkanie, na którym wyjaśniłem, czego oczekuję i jak mają nas odbierać osoby załatwiające sprawy w urzędzie. Myślę, że pracownicy samorządu sumiennie podeszli do moich próśb. Uprzejmość wobec interesanta to jedna z najważniejszych zasad w naszym urzędzie. W moim odczuciu pod tym względem urząd naprawdę się zmienia. Za sumienną pracę chciałbym przy okazji podziękować pracownikom.
Komentarze