Z siemiatycką drogówką, aby przybliżyć Czytelnikom codzienną pracę policjantów, jeździliśmy już kilka razy. Najczęściej wtedy, kiedy dostawali nowy radiowóz. Od niedawna mają nową alfę romeo. Samochód jest doskonale wyposażony w elementy potrzebne do eliminowania z ruchu piratów drogowych. Na wspólny patrol nową alfą, z mł. asp. Mirosławem Stefaniukiem i st. sierż. Radosławem Antoszczukiem, wyruszamy rankiem w czwartek, 14 kwietnia.
Piesi nie muszą czekać Od godz. 7.30 policjanci stoją w okolicy przedszkola przy ul. 11 Listopada. Od kiedy policjanci są tu w godzinach szczytu: przed 8.00 i po 15.00, kierowcy jeżdżą bezpieczniej i ostrożniej. Przynajmniej w tym miejscu. Chętniej przepuszczają matki prowadzące dzieci do przedszkola. Kiedy radiowóz tam stoi, nie zdarza się, aby piesi czekali na przejściu. Trafia się kierowca volkswagena polo na białostockich numerach. Ze względu na stan techniczny volkswagena policjanci zmuszeni są zatrzymać dowód rejestracyjny. Ma popsute pasy i braki w oświetleniu. Ale może jechać dalej. Musi uzupełnić światła i naprawić pasy w ciągu tygodnia. Wtedy po przejściu badania diagnostycznego z odpowiednim zaświadczeniem może zgłosić się po dowód rejestracyjny. Jednak to zabierze mu dużo czasu. Przejęty sytuacją mówi: - Zarabiam tym samochodem. Spieszę się. Będę miał trzy dni z życia wyjęte. Co mam robić? Mł. asp. Stefaniuk: - Niestety nic na to nie poradzę. Wybierając się w drogę zapewne był pan świadomy, że samochód nie jest do końca sprawny. Pasy bezpieczeństwa musi pan mieć sprawne. One gwarantują panu bezpieczeństwo. Mężczyzna bezradnie rozkłada ręce. Czarny passat Minęła godz. 8.00. Przed przedszkolem zrobiło się już luźno, więc wyjeżdżamy. Jedziemy w stronę Łojek i Turny Małej. Cel – nadzór trasy krajowej nr 19. Na tej drodze jest zawsze największe niebezpieczeństwo – duży ruch, pędzące tiry, wyprzedzanie w niedozwolonych miejscach, wypadki, a przede wszystkim znaczne przekraczanie prędkości. Najpierw wjeżdżamy na najdroższy odcinek drogi w powiecie siemiatyckim. Jest jednocześnie jednym z najnowszych, a najdroższy, bo kierowcy osiągają tam największe prędkości, za co najwięcej płacą. To trasa od Weski do Turny Małej. Zaraz za Weską radar umieszczony w radiowozie namierza pędzącego z przeciwka passata. Czarny, nowy model jedzie zaledwie – jak na takie auto - 129 km/h. Ale w tym miejscu obowiązuje 90km/h. Siedzący za kierownicą mł. asp. Stefaniuk hamuje, zjeżdża na pobocze, szybkie spojrzenie po lusterkach – jak wygląda sytuacja za radiowozem, wykonuje nawrót i wciska pedał gazu. I dopiero teraz można poczuć pełnię mocy tego samochodu i poczuć, jak siła przyspieszania wciska nas w fotel. St. sierż. Antoszczuk włącza sygnały świetlne i dźwiękowe, po tym jak monitor pokazał prędkość passata. Kierowca auta nie reaguje. Alfa dogania passata tuż przed rondem na Wesce. Kierowca wciąż nie reaguje. Jedzie dalej, przyspieszając. Po kilku sekundach zauważa radiowóz. Zwalnia i zjeżdża na stację paliw Pater Firmy. Zatrzymuje się. Samochód na poznańskich numerach. Wysiada. Wita policjantów. Już domyśla się przyczyny zatrzymania. Mł. asp. Stefaniuk: - Witam pana. Poproszę o dokumenty. Za chwilę dmuchnie pan w kierunku tego urządzenia. Policjant pokazuje jednocześnie stosowane od niedawna nowe urządzenie pomiarowe, zwane potocznie alkomatem. Teraz nie ma ustników. Wystarczy dmuchnąć w kierunku urządzenia z odległości kilku cm. Wynik – kolorowa lampka. Zielona – ok. Czerwona – już po tobie. W tym przypadku zaświeciła się zielona. Policjanci wracają do radiowozu, a kierowca zostaje poproszony o poczekanie w swoim aucie. Drogą radiową i posługując się kryptonimami pytają dyżurnego, czy kierowca ma coś na koncie lub czy nie jest poszukiwany. Jest czysty. Ale problem pojawia się inny. System pokazuje, że zostały mu cofnięte uprawnienia na kierowanie pojazdami kategorii „A” i „B”. Decyzję taką wydał Prezydent Lublina. Mł. asp. Stefaniuk: - Może dane nie są uaktualnione, ale niestety na chwilę obecną nie może pan prowadzić. Jesteśmy zmuszeni zatrzymać prawo jazdy. Sprawę będzie musiał pan wyjaśnić. Jeśli przedstawi pan dokumenty potwierdzające, że wszystko jest w porządku – prawo jazdy będzie do odbioru. Prawo jazdy zostało mu cofnięte 3 lata temu. Mężczyzna tłumaczy, że owszem – prawko miał zabrane ze względów zdrowotnych, ale odzyskał je, a cała ta sprawa to wynik braku uaktualnienia. Jednak dalej nie może jechać. Jest z Lublina. Będzie więc musiał kogoś stamtąd ściągnąć, by go zawiózł do celu podróży lub przywiózł do domu. St. sierż. Antoszczuk: - Kiedy zawracaliśmy za tym passatem, wzorowo zachował się kierowca cinquecento. Pewnie myślał, że to chodzi o niego i od razu zatrzymał się na poboczu. Dużo na naszych drogach jest jeszcze kierowców, którzy nie w porę reagują, by przepuścić pojazd uprzywilejowany. Pustaków nie wiezie, tylko ludzi Zjeżdżamy do Siemiatycz. Cel – kontrola autobusu, który ma wieźć młodzież z Zespołu Szkół do Warszawy. Nauczyciele zgłosili wyjazd na policję, by ta sprawdziła stan techniczny autobusu i trzeźwość kierowcy. Autobus czeka już pod szkołą. Obok zniecierpliwiona grupka młodzieży. Najpierw policjanci proszę kierowcę o dmuchanie. Ten dmucha uśmiechnięty: - Panowie… - mówi. – Gdzież w taką drogę po piwie czy czymś innym? Kolejny etap kontroli to stan techniczny. Sprawdzane są: ogumienie, hamulce, gaśnice, światła. Wszystko w porządku. Kierowca nadal uśmiechnięty mówi, że pracuje w solidnej firmie i nie pozwoli sobie na wyjazd niesprawnym autobusem. Jest z Sokołowa Podlaskiego. Kolej na tachograf i tarczki. Tarczki są liczone, sprawdzany jest czas jazdy i postoju. Prawie się zgadza. Nieścisłość dotyczy kilkunastu minut. Sprawdzanie tarczek przedłuża się. Przechodzący obok pan Janek, siemiatyczanin, rzuca pod nosem: - Porządek musi być. Autobus ma być sprawny, a kierowca trzeźwy. Przecież pustaków nie wiezie, tylko ludzi. Kontrola zabiera już prawie pół godziny. Uczniowie i nauczyciele zaczynają się denerwować. Mł. asp. Stefaniuk: - Panie kierowco, protokół stanu technicznego pojazdu ważny jest miesiąc. Proszę czytelny podpis, o tutaj, z lewej strony. Kierowca: - Dziękuję i życzę miłej służby. Był bardzo uprzejmy – komentują policjanci zachowanie kierowcy już po odjeździe z miejsca kontroli. Mówią, że tak uprzejmych jest bardzo mało. Coraz więcej mamy za kierownicą cwaniaków. Zdarza się, że pyskują i stawiają się. Jak wiedzą, że mają zapłacić mandat, to od razu chcą odreagować na funkcjonariuszu. Czułem, że zaraz coś wpadnie Jedziemy ulicą Kościuszki. Zjeżdżamy z ronda na Zamościu w ulicę Słowiczyńską. Mamy czwartek, więc na mieście ruch. Na parkingu koło pizzerii samochód koło samochodu, aż trudno przejść, a na ulicy z włączonymi światłami awaryjnymi stoi landrover. Młody kierowca siedzi w środku. Auto zajmuje część pasa jezdni. Mł. asp. Stefaniuk zatrzymuje alfę i nakazuje kierowcy, aby odjechał. Ten pośpiesznie odjeżdża. Jedziemy koło zalewu. Następnie ulicą Głowackiego w kierunku „19”. Mł. asp. Stafaniuk: - Czułem, że zaraz coś wpadnie. To komentarz na widok jadącego ul. Głowackiego peugeota. Radar zarejestrował prędkość 77 km/h na dozwolone 50 km/k w mieście. Wynik od razu został wyświetlony na monitorze. Kierowca zauważa policyjną alfę będąc dopiero na kilkanaście metrów przed radiowozem. Hamuje. Jest zupełnie zaskoczony. Zjeżdża na bok i zatrzymuje się. St. sierż. Antoszczuk: - Gdyby jechał 60 km/h, to na pewno pojechalibyśmy dalej. A tak – niestety. To znaczne przekroczenie prędkości. Kierowca jest trzeźwy. Po sprawdzeniu jego danych w systemach okazuje się, że nie ma punktów karnych. St. sierż. Antoszczuk: - 200 zł i 6 punktów. Jaka pana decyzja? Przyjmuje pan mandat? Kierowca kręci głową, ale mówi, że tak. Pyta tylko, jak policjanci łapią prędkość? St. sierż. Antoszczuk: - Nie łapiemy. To radar dokonuje pomiaru prędkości. Zjeżdżamy na „19”. Na skrzyżowaniu do Czartajewa, koło Orlenu, na krajówkę wjeżdża renaultem młoda kobieta. Nie ma zapiętych pasów. Plan był taki, żeby skręcić w stronę Dziadkowic, ale jest zmiana. Alfa podąża za renaultem. Kierująca posłusznie zjeżdża na Orlen. Wynik – mandat 100 zł i 2 pkt. Za dużo na liczniku Teraz można już zjechać na „19”. Jak długo będziemy jechać, nie zatrzymując kogoś za przekroczenie prędkości? Policjanci odpowiadają, że pewnie tylko chwilę. Przecież nie każdy ma radio CB. Nie każdy z kierowców zostanie ostrzeżony o radiowozie. Na krajowej „19” dozwolona prędkość dla osobówek to 90 km/h. Dla tirów – 70 km/h. Koszmar. Szczególnie dla tych, którzy mają szybkie auta i ciężką nogę. Drogówka jednak nie podchodzi do tego zbyt represyjnie. Zatrzymują głównie tych, którzy jadą ponad 120, chociaż i taki czasami przemknie. No, ale jak ktoś jedzie ponad 130 na tym odcinku, to nie przepuszczą. To zdecydowanie za szybko. Mijają 3 minuty. Za Leszczką z naprzeciwka mknie jakieś czarne auto. Sygnał dźwiękowy w systemie mierzącym prędkość nie milknie. Pika, jak radar namierzy za szybko jadący samochód. Gdy auto zbliża się, widać, że to nissan quasqkai. Na warszawskich numerach. Na monitorze wyświetliło się 138 km/h. Kierowca w porę zauważa alfę na sygnałach i zjeżdża na pobocze. Efekt szybkiej jazdy – 400 zł i 8 pkt. Policjanci spisują jego dane, sprawdzają w systemach. Nie ma pkt i nie jest poszukiwany. Wychodzi z auta na papierosa i śmieje się. Wracamy do ruchu. Jedziemy w stronę Dziadkowic. Jeszcze przed Żurobicami trafia się ciężarowe volvo. Radar pokazuje, że tir miał 91 km/h. Trochę za dużo. Zaskoczony zatrzymaniem kierowca tłumaczy, że u niego licznik pokazywał mniej. St. sierż. Antoszczuk: - Różnie kierowcy tłumaczą przekroczenie prędkości. Najczęściej mówią, że przycisnęli tylko akurat w tym miejscu, a cały czas jechali prawidłowo. A jeden to ostatnio tłumaczył mi, że musiał przyspieszyć, bo wyprzedzał rowerzystę. Kierowca tira dostaje 200 zł i 6pkt. Mł. asp. Stefaniuk: - Może będzie jechał wolniej? Przy takiej rozpędzonej masie pojazdu, żaden inny uczestnik ruchu nie ma szans. Wniosek do sądu Jedziemy w stronę Piotrowa. Koło tej wsi trafia się vectra na siedleckich numerach. Za przekroczenie prędkości o 30 km/h kierowca będzie musiał zapłacić 200 zł. Jego konto powiększy się też o 4 pkt. Wracamy do Dziadkowic. Przed Dziadkowicami robimy nawrót, bo mija nas ciężarówka. Jest tak obładowana dłużycami, że nie wiadomo jak one się trzymają. Mł. asp. Stefaniuk: - Zobaczymy, czy zatrzyma go inspekcja. Jak nie, to zatrzymamy. Inspekcja Transportu Drogowego stoi na parkingu między Piotrowem a Dziadkowicami. „Krokodyle” z daleka zauważają tira. Nakazują zjechać. Raptem mija nas mercedes, klasy ML, model 200. Czarny. Monitor pokazał 130 km/h. Alfa nawraca. Mł. asp. Stefaniuk znowu gwałtownie wciska pedał gazu. Przyspieszenie robi wrażenie. St. sierż. Antoszczuk włącza „koguty”. Za chwilę mamy już 170 km/h. Tuż przed Dziadkowicami doganiamy mercedesa. Kierowca zjeżdża na parking. Wychodzi. Ma na sobie… sutannę. Po sprawdzeniu jego danych w systemach padają słowa: - 400 zł i 8 pkt. - Nie przyjmuję mandatu – mówi ksiądz. Mł. asp. Stefaniuk: - W takim razie sporządzimy wniosek o ukaranie do sądu. Proszę poczekać. Zaraz wypiszemy dokumenty. Po kilku minutach kierowca odjeżdża. Wyraźnie niezadowolony. Poprosił też o nazwiska policjantów. St. asp. Antoszczuk: - Dziwią mnie odmowy. Często kierowcy również straszą nas zwalnianiem z pracy, gdy wypisujemy mandaty. Wolniej Wracamy do Siemiatycz. Po zatrzymaniu octavii koło Żurobic i wypisaniu mandatu na 400 zł za prędkość 138km/h, wjeżdżamy na Ciechanowiecką. Z naprzeciwka jedzie dostawczy peugeot na belgijskich numerach. Radar pokazuje 80 km/h. O 30 za dużo. To znaczne przekroczenie. Kolejny nawrót i już na sygnałach doganiamy go koło Orlenu. Kierowca zjeżdża na Głowackiego. Tak, jak inni – kręci głową. Może po cichu również klnie. Jest trzeźwy. St. sierż. Antoszczuk: - Gdyby był nietrzeźwy, już by nie siedział za kierownicą. Kierowca tłumaczy, że ma jeszcze długą drogę. Auto na belgijskich numerach, a nie jest z Siemiatycz. Jedzie z Warszawy przez Lublin, do Białegostoku, a potem gdzieś dalej. Przyjmuje mandat. Widać, że nie jest pocieszony, ale to chyba za słabe słowo, aby wyrazić jego minę. Jest totalnie wkurzony, bo miał pecha. Ile to razy dziennie widzimy takich, którzy jadą setką tam, gdzie można 50? I wtedy policji tam nie ma. Uchodzi to takim kierowcom na sucho. A on miał pecha. Dlatego na odchodne rzuca do siebie: - Pop…. kraj. Wystarczy. Ile jeszcze tego dnia ten patrol wypisał mandatów – niech pozostanie tajemnicą policjantów. Nie denerwujmy kierowców. Zamiast tego lepsza będzie porada – wolniej! Warto jeszcze dodać, że zatrzymany ksiądz, kierujący mercedesem, przyjechał do siemiatyckiej komendy i wyraził skruchę prosząc o anulowanie wniosku do sądu w zamian za zapłacenie tego mandatu.
Cezary Klimaszewski, tygodnik Głos Siemiatycz,. fot. CK
Komentarze