Reklama

Ograniczenia handlu - debata

17/03/2018 20:34

Hajnowska Fundacja „Oni to my” zorganizowała debatę na temat skutków ograniczenia handlu w niedziele. Dyskusję prowadziła dr Małgorzata Skowrońska z Fundacji „SocLab” Laboratorium Badań i Działań Społecznych z Białegostoku.

Ekspertami debaty byli: Józef Mozolewski - przewodniczący Zarządu Regionu Podlaskiego NSZZ „Solidarność”, przewodniczący Podlaskiej Fundacji Rozwoju Regionalnego, Irena Małyszko - psycholożka, pracująca w Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej w Hajnówce oraz w Poradni Zdrowia Psychicznego SP ZOZ w Hajnówce, Mirosław Popow - przedsiębiorca PHU Mango, właściciel sklepów oraz Jerzy Sirak - burmistrz Hajnówki.

Reklama

- Historia zatoczyła krąg – powiedział Józef Mozolewski. - Rok 1980, słynny 31 sierpnia, podpisanie porozumień sierpniowych. Przedostatni postulat mówił „zagwarantujemy wszystkie wolne soboty”, bo niedziele mieliśmy. Po 37 latach upomnieliśmy się dla części pracowników przynajmniej o ograniczenia ich czasu pracy w niedziele.

Pracownicy nie pracują w każdą niedzielę, a jedną - dwie niedziele w miesiącu - ripostował Mirosław Popow. - Za to mają wolny dzień w tygodniu, wtedy mogą sobie sprawy pozałatwiać. Nie słyszałem, żeby w jakiejś firmie pracownik pracował w każdą niedzielę.

Reklama

Nikt z nas nie lubi zmian, które wynikają nie z jego decyzji, ale z okoliczności. - Taka zmiana powoduje w nas poczucie niezadowolenia, oburzenia, nawet buntu – tłumaczyła Irena Małyszko. – Rodzi się też poczucie odebrania nam pewnej możliwości, pewnych praw. Nie mam tu na myśli prawa do robienia zakupów, ale decydowania o tym, co mam robić. Na szczęście człowiek ma możliwości adaptacyjne i do różnych zmian się po prostu przystosowujemy.

Z punktu widzenia ekonomicznego trudno powiedzieć jakie będą konsekwencje ograniczenia handlu w niedziele, zobaczymy na koniec roku. - Jednak myślę, że ograniczenie handlu będzie miało wpływ na ekonomię, szczególnie w małych sklepach. Nie chodzi tylko o ekspedientki, ale o osoby zatrudnione wokół handlu – mówił Mirosław Popow. -Ekonomicznie, małe sklepy w Białowieży czy Hajnówce, zyskiwały na turystach. W weekendy dużo większe obroty, przez to zyski dla sklepu, dla danego przedsiębiorcy. Zimą czy jesienią takie sklepy w niedziele mogą być nawet zamknięte, ale w okresie wiosennym i letnim przedsiębiorcy stracą.

Reklama

Ile stracimy miejsc pracy? Zamknięcie sklepów w niedziele przy granicy znacząco ograniczy wpływy ze sprzedaży. - Klienci z zagranicy przyjeżdżają na zakupy do polskich przygranicznych miast, a już tych dochodów nie będzie – martwił się Jerzy Sirak. - Najbardziej obawiam się utraty miejsc pracy. Jesteśmy państwem, społeczeństwem na dorobku, a każde społeczeństwo na dorobku musi pracować więcej.

Dyskusja wrzała, mimo iż publiczności było niewiele. Dlaczego przyszli tylko nieliczni? Może dlatego, że nie wierzą w to, że ich głos cokolwiek zmieni? Ingerencja w wolny handel, narzucanie zmiany, czas spędzany w gronie rodziny, negatywne skutki ekonomiczne, marnotrawstwo produktów żywnościowych – to kluczowe aspekty poruszane w debacie. Jak będzie? Czas pokaże. Debata miała miejsce w piątek, 9 marca, w Hajnowskim Domu Kultury. Od tego czasu minęła niedziela ograniczona handlowo. W Hajnówce po raz pierwszy od dawna była to niedziela bez samochodów z białoruskimi rejestracjami.

Reklama

- Plusem jest zyskany przez pracowników czas wolny, który mogą poświęcić życiu rodzinnemu – podsumowywała Małgorzata Skowrońska. – Po środku mamy obszar zmiany, który może być wykorzystany przez społeczeństwo zupełnie różnie, mechanizmy adaptacyjne mogą zadziałać na każdą stronę i mamy skutki ekonomiczne – trudno dziś orzec jakie będą na pewno, ale wszystko wskazuje na zagrożenia utraty dochodu i utraty miejsc pracy.

Krystyna Kościewicz, Kurier Podlaski - Głos Siemiatycz, fot KK

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama