Warunki, w jakich żyje Feliks Pisarek są fatalne. Zwłaszcza teraz, gdy temperatura dużo poniżej zera, a w domu nie ma właściwego ogrzewania.
Zgłosił się do nas Zdzisław Wysocki, mieszkaniec Nurca Stacji, który opowiedział o swoich przejściach. Jeden z jego znajomych, Feliks Pisarek, znajduje się w dość trudnej sytuacji życiowej. Dlatego w miarę swoich możliwości Wysocki starał się mu pomagać. Doszedł jednak do wniosku, że ta pomoc jest niewystarczająca i dlatego zaczął ubiegać się o zainteresowanie GOPS. Twierdzi, że już od dawna zgłaszał do Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Nurcu konieczność zainteresowania się Pisarkiem, ale reakcje ze strony tej instytucji były znikome. Książki i gazety Pan Feliks jest człowiekiem niepełnosprawnym, ma kłopoty ze słuchem i mową. Najłatwiej się z nim porozumieć pisząc. Mieszka sam. Nie ma żadnej bliskiej rodziny. Są jedynie jacyś dalecy krewni. Mieszka w drewnianym domu, choć to chyba za dużo powiedziane. Budynek jest stary, w wielu miejscach dziurawy, powybijane szyby w niektórych oknach zastawione blachą czy tekturą, tak jak gospodarz domu był w stanie sobie sam z tym poradzić. Pan Feliks, jako człowiek starszy (ma blisko 70 lat) i niepełnosprawny, ma niestety swoje przyzwyczajenia i nawyki. Przez wiele lat znosił do mieszkania różne rzeczy, w tym ogromną ilość gazet, książek. Większość z nich przeczytał. Nikt jednak tam od lat nie sprzątał, nie mył, nie czyścił, więc można sobie tylko wyobrazić, jakie wewnątrz panują warunki. „Zapach” i sterty niepotrzebnych rzeczy to nie wszystko. Brak bieżącej wody (wodę w butelkach raz na jakiś czas przynosi od Wysockiego, idzie po nią około 2 km), brak łazienki, w niektórych pomieszczeniach nie elektryczności. W domu Dwa pokoje, kuchnia i bardzo wąski korytarz. Gospodarz właściwie korzysta tylko z jednego, bardzo ciasnego pokoju, który jest dla niego wszystkim: kuchnią, sypialnią, łazienką, pokojem dziennym. „Łóżko”, obok stół zastawiony w całości produktami spożywczymi, słoikami, butelkami. Za stołem jeszcze jedno łóżko założone niepotrzebnymi rzeczami. Brudne ściany, mnóstwo śmieci na podłodze, w tym wszystkim gdzieś jakieś przybory do golenia. Przy samych drzwiach mały piecyk, który niemal dotyka do ścian i wszystkiego co dookoła. Rura odprowadzająca dym. Wolnego miejsca - około pół metra kwadratowego. Wszystko jest w zasięgu ręki. O nieszczęście nie trudno. To, co nazywa się kuchnią, jest nią tylko dlatego, że stoi tam kaflowy piec z fajerkami - widać, że wieki nieużywany. Całe pomieszczenie zawalone jest słomą, zabite blachą okno i ten sam „zapach”. Jak mówi Wysocki, choć sam już nie jest pierwszej młodości, na tyle, na ile może stara się pomagać. - Kiedyś, za młodości, pomagał mi się budować, był uczynny. Nie mogę teraz patrzeć, jak ten człowiek zostawiony jest sam sobie i żyje w takich warunkach. Zacząłem więc prosić o pomoc opiekę (GOPS – przyp. red.). Kilka razy prosiłem, dzwoniłem, ale nie było żadnego odzewu. Dopiero jak włamali się Feliksowi do mieszkania, ktoś się zainteresował. Zgłosiłem sprawę na policję, a ta dopiero spowodowała, że opieka zaczęła coś robić. Poszedłem razem z pracowniczkami opieki do Feliksa, bo on nikomu innemu nie otworzy. Ale panie nawet nie weszły do środka, by zobaczyć jak on żyje. Ja wiem, że ten zapach jest nie do wytrzymania, ale przecież na tym polega ich praca. Ich wizyta na progu domu zakończyła się tylko tym, że Feliks podpisał dokument, w którym zobowiązywano go do uprzątnięcia swojego domu. Podpisać, podpisał, ale nikt potem nie pojawił się, by sprawdzić, by to wyegzekwować. W końcu sprowadzono dwa kontenery firmy zajmującej się wywozem śmieci, po to, by opróżnić mieszkanie Felka z niepotrzebnych rzeczy. Panowie z firmy ładowali na zmiany i co chwila robili przerwy na powietrzu, bo w mieszkaniu nie sposób było wytrzymać z powodu tego wszystkiego, co się tam działo. Załadowano dwa kontenery. To proszę sobie wyobrazić ile tego wszystkiego tam było, jeśli wywieziono dwa kontenery, a tu wciąż jest tak, jak pani widzi. Człowiek upośledzony, schorowany, ale nigdy po nic ręki nie wyciągał. Ma swoją rentę i jakoś sobie radzi. To pewnie dlatego za ten wywóz śmieci obciążono go kwotą prawie 3.000 zł. Ludzie, to przecież rozbój w biały dzień. Dlaczego te śmieci pojechały aż gdzieś do Hajnówki? Nie można było tego wywieźć na nasz śmietnik? Jak śmieci z cmentarza, to choć wysypisko było już zamknięte, można było wywieźć w Nurcu? A tu człowieka wymagającego pomocy tak się potraktowało? Przecież on mógłby załadować to sam, albo znaleźlibyśmy kogoś do pomocy. Kiedyś raz organizowałem mu takie wywożenie – znalazł się gospodarz z furą, który wziął za to 80 zł, a nie 3.000 zł. Napisałem różne pisma, powysyłałem je i czekam na jakieś odpowiedzi. Ale póki co stałem się nagle wrogiem, bo zacząłem się domagać pomocy dla pokrzywdzonego przez los człowieka. Mówią, że go buntuję i dlatego nie otwiera nikomu, że traktuję go jak parobka do różnych zajęć. Żeby to był ktoś inny, to bym sobie nie zawracał głowy. Do domu starców on nie pójdzie. Ale czy naprawdę nic innego nie można zrobić? – pyta Wysocki. Pan Feliks ma swoje dochody. Renta w zupełności wystarcza na jego potrzeby. Ale w tym wieku i z tą ułomnością nie poradzi sobie sam ze wszystkim. Dlatego należałoby mu jakoś pomóc. GOPS komentuje O skomentowanie tej sprawy poprosiliśmy panią kierownik nurzeckiego Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej, Bożenę Szyszko. Jak zwykle otrzymaliśmy rzeczowe, rzetelne wyjaśnienia, które pokazały, że problem wcale nie jest taki prosty do rozwiązania. Otrzymaliśmy również pismo, które GOPS skierował do Wysockiego, by wyjaśnić wszelkie jego wątpliwości. - 15 marca 2010 roku, po rozmowie z panem Feliksem, dokonaliśmy uzgodnień, że w związku z zaistniałą sytuacją i brakiem możliwości samodzielnego uprzątnięcia mieszkania, nieczystości wywiezie zamówiona przez nas firma. Pan Feliks się na to zgodził, podpisał zresztą stosowne oświadczenie. Ponieważ od 1 stycznia 2010 r. gminne wysypisko jest zamknięte, zwróciliśmy się z prośbą o wykonanie tej usługi do firmy z Hajnówki – mówi Bożena Szyszko, kierownik GOPS.
To wolny człowiek 29 marca pojawili się pracownicy firmy, którzy uprzątnęli mieszkanie z zalegających nieczystości. Pani kierownik wyjaśniła również, że wysokość opłaty za wykonaną usługę ustaliło przedsiębiorstwo. Faktura za wywiezienie tych nieczystości została wystawiona na łączną kwotę 2.696,40 zł. Została rozłożona na 9 rat, miesięcznie po 299,60 zł. Pan Feliks wyraził zgodę na jej zapłacenie, 8 rat już zapłacił, 9 miała być uregulowana w grudniu. - Ten pan ma 69 lat, od dzieciństwa jest niepełnosprawny w stopniu umiarkowanym (niedosłuch, niewyraźna mowa). I choć jest życiowo niezaradny, to jednak jest osobą samodzielną, sprawną fizycznie, nieubezwłasnowolnioną sądownie i sam o sobie stanowi. Prowadzi samodzielnie gospodarstwo. Ma wprawdzie manię kolekcjonowania gazet i różnych innych rzeczy, ale tego przecież nie możemy mu zabronić. Poza tym nie jest on całkowicie samotny, ma siostrę cioteczną, która wie o całej sprawie, była również świadkiem wywożenia tych nieczystości. Pan Feliks jest z nami w ciągłym kontakcie. Po uprzątnięciu tych nieczystości zorganizowaliśmy mu od Sióstr Urszulanek czystą pościel, odzież, obuwie oraz przygotowaliśmy miejsce do spania, bo wcześniej spał na stertach gazet i innych rzeczy. W listopadzie po kontroli stwierdziliśmy brak tych podarowanych mu przedmiotów oraz wciąż trwające trudne warunki mieszkaniowe (częściowo zniszczony dach domu, brak odpowiedniego ogrzewania, uszkodzona instalacja elektryczna). Wiele razy podejmowaliśmy też działania, by umieścić go w Domu Pomocy Społecznej, ale podopieczny nie wyraził na to zgody. 5 listopada pan Wysocki zgłosił nam, że zainteresowany znów gromadzi różne rzeczy. Wezwaliśmy go na rozmowę i wyznaczyliśmy 2 tygodnie na sprzątnięcie. Po upływie tego czasu podopieczny sam się do nas zgłosił, by termin przedłużyć. Ze zobowiązań jednak nie wywiązał się do chwili obecnej. W trakcie kolejnej rozmowy z panem Feliksem, poinformowaliśmy, że jeśli pilnie nie wykona zleconych zadań, to podjęte zostaną niezbędne czynności z urzędu w celu umieszczenia go w domu pomocy społecznej – wyjaśnia kierownik Bożena Szyszko. W ubiegłym tygodniu pracownicy socjalni znów zorganizowali Pisarkowi najpotrzebniejsze rzeczy. - Dlaczego dopiero teraz? Jak prosiłem już dawno, a tu przyszła kolejna zima i człowiek dalej żyje w takich warunkach? – pyta Wysocki. Jak pomóc? Z relacji Bożeny Szyszko wynika, że GOPS wciąż podejmuje różne starania w tym kierunku, aby pomóc Feliksowi Pisarkowi przetrwać okres zimowy i szuka każdego pozytywnego rozwiązania istniejącego problemu. Na pewno umieszczenie sądowe w domu opieki, jeśli sam zainteresowany nie wyraża zgody, nie będzie dla niego niczym dobrym. To starszy człowiek, przywiązał się do tego miejsca i tu chciałby zostać. Czy można mu pomóc w jakiś inny sposób? Może stałe wizyty opiekunki? Tej pan Pisarek też podobno nie chce. Może na czas zimy jakimś rozwiązaniem byłoby mieszkanie socjalne? Wiosną należałoby zadbać o naprawę dachu i stworzenie choćby w stopniu minimalnym warunków do życia w jego rodzinnym domu. A może ktoś z naszych Czytelników zechce pomóc panu Feliksowi, choćby w naprawieniu okien, ścian czy oświetlenia?
Komentarze