Reklama

Nurzec Stacja, osiedle wojskowe - Ścieki do lasu...

07/07/2009 17:08
Jak podaje GUS, tylko 60 procent mieszkańców Polski właściwie gospodaruje ściekami, korzystając z oczyszczalni. Oznacza to, że pozostałe 40 procent zanieczyszcza środowisko. Do tych 40 procent niestety należą też mieszkańcy naszego powiatu.

          Zdecydowanie większe rozmiary przybiera ten problem na terenach wiejskich. Nawet jeśli głośno o tym nie mówimy, to nader często stosowane są praktyki wypompowywania szamba do ogrodów, lasów, na pola, najbardziej bezmyślni puszczają ścieki nawet do nieużywanych studni. I wydaje nam się, że problem z głowy. Nic bardziej mylnego. Ścieki to nie jest nawóz, który można wylać na pole czy do lasu z korzyścią dla tego terenu. Ścieki to nie tylko bakterie kałowe, ale także cała masa przeróżnych detergentów, które mogą zawierać trujące związki chemiczne, fosforany i azotany. Substancje te dostają się do gleby i wód gruntowych, powodując ich skażenie. Fakt, że nie widać skutków wylewania ścieków do gruntu przez rok, dwa czy pięć lat nie oznacza wcale, że ich nie będzie. Potrzeba 40-50 lat, by skutki naszej bezmyślności były widoczne, a właściwie odczuwalne przez nasze dzieci.
          Ścieki do Głęboczka
          Duży problem z gospodarką ściekową mają teraz mieszkańcy osiedla po byłej jednostce wojskowej w Nurcu Stacji. Dotąd wszystkie nieczystości płynne z bloków mieszkalnych wspomnianego osiedla spływały taką namiastką dzisiejszej kanalizacji, która powstała wraz z jednostką (lata 60-te). Niedaleko osiedla, w lesie, znajduje się wielki dół, nazwijmy to „szambo”, z którego ścieki siecią studzienek, również znajdujących się w lesie, spływały aż do miejsca pod torami kolejowymi, zwanego lokalnie Głęboczkiem. Na tamte czasy taka sieć była rodzajem przydomowej oczyszczalni, zaopatrzonej w odpowiednie pochłaniacze, osadniki. Ale to było dobre pół wieku temu. Przez ostatnie lata to, co wypływało do rowu melioracyjnego pod torami z pewnością dalekie było od doczyszczonych biologicznie ścieków.
          WIOŚ mówi STOP
          Jak nas poinformował Naczelnik Wydziału Inspekcji Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Białymstoku, Mirosław Michalczuk, wydano zakaz dalszego odprowadzania ścieków z osiedla wojskowego w ten sposób. Proceder ten trwał od lat, nasuwa się więc pytanie, dlaczego dopiero teraz się tym zainteresowano. Mirosław Michalczuk twierdzi, że dopóki istniała jednostka wojskowa, wszystko było na bieżąco kontrolowane, po rozwiązaniu jednostki kontrole zdarzały się rzadziej. Co się zatem stało, że kontrolę przeprowadzono teraz? Do Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska przysłano wiadomość o tym, że ścieki z jednostki wojskowej są odprowadzane bez pozwolenia wodno - prawnego. RDOŚ przekazała sprawę WIOŚ w Białymstoku. Inspekcja pojawiła się na miejscu, zbadała sprawę i wydała zakaz. Czym skutkuje niezastosowanie się do tego zakazu? Podwyższoną opłatą środowiskową, mandatem karnym, a w ostateczności włączeniem do sprawy organów ścigania.
          Mieszkańcy osiedla mają zatem spory dylemat. Żeby istniała możliwość dalszego odprowadzania ścieków tą samą siecią, niezbędne jest pozwolenie wodno - prawne. Uzyskanie pozwolenia jest raczej niemożliwe, tym bardziej, że z punktu widzenia czysto technicznego są możliwości, by ścieków pozbywać się inaczej. W Nurcu jest przecież kanalizacja.
          Problem znany od lat
          Zmienił się wójt, zmieniła się rada, tylko problemy wciąż te same. O konieczności przyłączenia osiedla wojskowego do gminnej kanalizacji wiedziano już za poprzedniej kadencji. Była pani wójt i radni problem widzieli. Trzy lata temu, na sesji rady gminy, 28 kwietnia 2006 r., w dyskusji pojawił się wątek przyłączenia osiedla do kanalizacji. W protokole z sesji czytamy m.in.:
          „Pani Raisa Pachwicewicz – Wójt – poinformowała, że zwróciła się do Gminy Wojskowa Agencja Mieszkaniowa, w imieniu Wspólnoty Mieszkaniowej, z wnioskiem o zezwolenie i podłączenie do kanalizacji osiedla wojskowego w Nurcu-Stacji. Nadmieniła, iż zgodnie z przepisami nie możemy nie wyrazić zgody na podłączenie. Zaproponowaliśmy, że wskażemy możliwość przyłączenia i niech opracowują dokumentację na wykonanie przyłączenia na swój koszt. Po opracowaniu dokumentacji, jeśli będzie taka możliwość, wówczas my wystąpimy z wnioskiem o dofinansowanie do budowy przyłączenia do kanalizacji (...). O dalszym postępowaniu będziemy informować Radę Gminy”.
          Potem jeszcze rozgorzała dyskusja radnych. Dopytywano o to, czy ewentualne przyłącze gmina miałaby zrobić na swój koszt, czy też koszt mieszkańców. Odpowiedź: „na chwilę obecną nie możemy przyłączyć osiedla ze względu na brak funduszy”. Jeden z ówczesnych radnych, Zbigniew Kołtek, powiedział: „bardzo dobrze, że wykonane zostanie przyłączenie osiedla wojskowego do kanalizacji, gdyż zwiększy się ilość ścieków dopływowych do oczyszczalni, co umożliwi przyjęcie większej ilości ścieków dowożonych. Uważam jednak, że przyłączenie nie powinno być wykonywane na koszt gminy”.
          Ówczesny przewodniczący rady gminy, sprawujący to stanowisko także w radzie obecnej kadencji, Zenon Podbielski, powiedział wtedy: „pomimo, że osiedle jest Wojskowej Agencji Mieszkaniowej, to mieszkańcy są nasi i powinniśmy pomóc w wybudowaniu przyłączenia do kanalizacji”.
          I tak pomagali kolejne trzy lata, a w sprawie nic nie drgnęło.
          Stanowisko gminy dziś
          Zdaniem wójta gminy Nurzec, Piotra Jaszczuka, gmina jest oczywiście za tym, by osiedle przyłączyć do gminnej kanalizacji, niestety raczej nie nastąpi to w tym roku z przyczyn obiektywnych. W dalszym ciągu pozostaje bowiem nieuregulowana kwestia własności gruntu, przez który takie przyłącze będzie musiało przejść. Chodzi o ul. Okrężną, która na obecnie należy do Nadleśnictwa Nurzec. Od dłuższego czasu gmina podejmuje działania w kierunku przejęcia tegoż terenu. Nadleśnictwo zgodziło się przekazać gminie drogę w zamian za teren gminny w Żerczycach. Kiedy dojdzie do uregulowania stanu prawnego drogi, wtedy będzie można rozpocząć prace związane z wykonaniem przyłącza. Ponadto wójt dodał, że kanalizacja gminna została wybudowana m.in. z inicjatywy mieszkańców osiedla wojskowego, którzy swego czasu byli przekonani o słuszności tej inwestycji. Z czasem jednak wycofali się z chęci przyłączania do tej sieci, bo wtedy jeszcze funkcjonowała sieć, którą teraz zamknięto.
          Wojsko nie widzi problemu
          Pytania w tej sprawie skierowaliśmy też do Wojskowej Agencji Mieszkaniowej, która w dalszym ciągu jest właścicielem pewnej części mieszkań na osiedlu. Wystawia je do sprzedaży, więc powinna także zająć stanowisko sprawie, a może nawet uczestniczyć w kosztach ewentualnego podłączenia osiedla do sieci kanalizacyjnej. Dyrektor Oddziału Regionalnego „Mazowsze” WAM, Kazimierz Grzyb, poinformował, że:
          „(...) Właścicielem budynków położonych na osiedlu mieszkalnym w Nurcu Stacji jest Wspólnota Mieszkaniowa (...), którą tworzy ogół właścicieli. Wszelkie decyzje dotyczące utrzymania, remontów, sposobu wykorzystania części wspólnych oraz wysokości zaliczek na ich utrzymanie podejmowane są przez ogół właścicieli w formie uchwał (...). (...) Opłaty zaliczkowe na utrzymanie części wspólnej ponoszą właściciele zgodnie z posiadanymi udziałami w nieruchomości wspólnej. WAM jako jeden ze współwłaścicieli nieruchomości (członek Wspólnoty Mieszkaniowej) również wnosi opłaty na konto wspólnoty zgodnie z posiadanym udziałem wynoszącym 40,4 procenta. W tej sytuacji brak jest podstaw prawnych do obciążania Agencji dodatkowymi kosztami związanymi (...) z podłączeniem osiedla do gminnej sieci kanalizacyjnej.
          Nadmieniam, iż do czasu powstania Wspólnoty Mieszkaniowej budynki podłączone były do oczyszczalni ścieków zlokalizowanej na terenach należących do RZI Olsztyn [Rejonowy Zarząd Infrastruktury]”.
          Ponadto Grzyb poinformował, że wspólnotę na zewnątrz reprezentuje zarząd wyłoniony z osób fizycznych, zaś administrowanie zostało powierzone Zespołowi Zarządców Nieruchomości WAM, Oddział Białystok.
          I tak od Annasza do Kajfasza. A mieszkańcy osiedla mają problem nadal. Jedyne w tej chwili wyjście, to tak jak powiedział jeden z mieszkańców, wybudowanie szczelnego szamba, które będzie opróżniane przy pomocy wozów asenizacyjnych, a ścieki będą wywożone do nurzeckiej oczyszczalni. Ale to przecież musi potrwać. A co do tego czasu?
          Ścieki jak rak
          Podobne kontrole należałoby przeprowadzić w wielu gospodarstwach domowych i ukrócić wylewanie ścieków gdzie popadnie. Przy dalszym praktykowaniu takich rozwiązań tylko kwestią czasu jest, kiedy wody podziemne zostaną zanieczyszczone ściekami i zabraknie nam wody pitnej. Taki skutek bardzo trudno sobie wyobrazić, ale wylewanie ścieków do tego nieuchronnie prowadzi. Specjaliści w tej dziedzinie porównują nasze gospodarowanie ściekami do raka, choroby, która przez wiele lat niszczy ciało od wewnątrz, powoli się rozwija, a dopiero po latach się uzewnętrznia i zaczynamy odczuwać skutki. Nie dziwmy się więc, że co chwilę mamy wodę niezdatną do picia.

          Na zdjęciu zaawansowana technologia wojskowa - szambo, oczyszczalnia ścieków, czy silos rakietowy?

          Ewa Magdalena Iwaniak, Tygodnik Głos Siemiatycz, fot. EMI
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama