Reklama

Nurzec Stacja, Mielnik - Dach nad głową

23/01/2014 18:41

Stowarzyszenie Pomocy Bliźniemu "Purmia" działa od jesieni 2012 roku. Prowadzi trzy ośrodki w powiecie siemiatyckim dla osób zagrożonych wykluczeniem społecznym - bezdomnych, bez stałego zameldowania, inwalidów, jak również zameldowanych, mających rodziny, alkoholików.

W Radziwiłłówce (gm. Mielnik) to były dom "Wackowej" - mieszkającej w tej wsi przed lat. W Żerczycach to budynek po barze "Boguś". W Nurcu Stacji dom prywatny przy ul. Tartacznej. Czy takich miejsc będzie więcej?

- Niewykluczone - mówi Cezary Pursa, prezes Stowarzyszenia Pomocy Bliźniemu "Purmia". - Do tego zmierzamy. Mamy takie trzy ośrodki w powiecie siemiatyckim, szykujemy kolejne, nie tylko na Podlasiu. Bo potrzeby na takie placówki są duże.

Reklama

Budynki te wynajmuje Stowarzyszenie Pomocy Bliźniemu "Purmia". Prawie codziennie każdą placówkę odwiedza prezes. W każdym ośrodku jest kierownik - stróż od porządku, pilnowania zasad, taki administrator. Łącznie w tych trzech ośrodkach przebywa ponad 20 osób.

Zagrożeni wykluczeniem społecznym

Z prezesem Cezarym Pursą rozmawiamy o krótkiej historii stowarzyszenia, celach, współpracy z podmiotami, podopiecznych.

- Pomysł założenia stowarzyszenia zrodził się w 2010 r. - mówi prezes. - Większość z nas, grupy założycielskiej pracowała wcześniej w podobnych ośrodkach, m.in. Monaru, byli przede wszystkim kierownikami tych miejsc. Z całym szacunkiem do Monaru oraz panujących tam zasad i całej tej działalności, ale chcieliśmy założyć stowarzyszenie kierowane nieco inaczej, na zasadach bardziej demokratycznych, otwartych wobec przebywających u nas. Dlatego teraz w sprawach dotyczących przede wszystkim podopiecznych konsultujemy się właśnie z nimi. Poza tym grupa założycielska miała jeszcze jedną ważną kwestię, można powiedzieć przetargową, czyli motywującą do założenia własnego stowarzyszenia - doświadczenie w pracy w takich ośrodkach. Zarówno ja, jak i kierownicy naszych placówek, to osoby pracujące z: bezdomnymi, niepełnosprawnymi, osobami zagrożonymi wykluczeniem społecznym. To bardzo przydatna wiedza. A jeśli chodzi o funkcję prezesa, padło właśnie na mnie.

Reklama

Oprócz wymienionych ośrodków stowarzyszenie ma takie w świętokrzyskim i mazowieckim, w podlaskim - poza powiatem siemiatyckim też.

- Jeśli nasze sprawy ułożą się pomyślnie, pod koniec tego roku będziemy mieli dziesięć ośrodków w kraju. Obecnie jesteśmy na etapie podpisywania umowy na funkcjonowanie kolejnego ośrodka, w Knyszynie, na sto osób. W Radziwiłłówce, Nurcu Stacji i Żerczycach jesteśmy od ubiegłego roku. Jeszcze rok temu na Podlasiu pod względem takich miejsc było pustkowie, poza monarowskim ośrodkiem dla samotnych matek z dziećmi. Tutaj też przez pierwsze miesiące było pusto. Wiedzieliśmy jednak, że potrzeby są. Efekt - zapełnione wszystkie nasze ośrodki.

Reklama

Przebywający mają dach nad głową, trzy posiłki dziennie, ciepło, niezłe warunki sanitarno - higieniczne. Warunek - zero alkoholu.

- Pomaga nam szereg instytucji, sklepów, firm, osób prywatnych. Przykładowo pieczywo mamy z piekarni "Basia" w Siemiatyczach Stacji, pomaga nam masarnia "Nowiccy" z Lewek koło Bielska Podlaskiego, następnie "Suempol", "Hoop", "MarcPol". W jaja zaopatruje nas ferma drobiu z Siemiatycz. Poza tym instytucje, tj. urzędy gmin, a przede wszystkim ośrodki pomocy społecznej. Nie zdarzyło się, żeby jakakolwiek instytucja kiedykolwiek odmówiła pomocy. No i policja - mamy stały kontakt. Policjanci przywożą do nas osoby potrzebujące dachu nad głową, szczególnie teraz, zimą. Nie wszystko można dostać, więc część potrzebnych rzeczy trzeba kupić - np. opał, który mamy po cenie zakupu. Wszystkie budynki wynajmujemy. Przykładowo te w powiecie siemiatyckim za - nazwijmy to - śmieszne pieniądze, co jest dobrą wolą ich właścicieli. Muszę też wymienić Caritas z parafii św. A. Boboli w Siemiatyczach, skąd dostajemy odzież, jak również coś oddajemy tam, bo zdarza się, że mamy nadmiar różnych rzeczy od sponsorów.

Reklama

Trzeba być wyzerowanym

Stowarzyszenie przyjmuje osoby ze stałym meldunkiem, jak i bez niego.

- Nawet jak ktoś nie ma meldunku, to miał go kiedyś. Dlatego po jakimś okresie pobytu takiej osoby jednym z etapów naszego funkcjonowania są wnioski do ośrodków pomocy społecznej o pokrycie kosztów tego pobytu. Jesteśmy organizacją nie nastawioną na zysk. Wynik finansowy w 2013 r. zamknęliśmy zyskiem w wysokości 132 zł. Roczne obroty to ok. 45 tysięcy zł. Dzieląc to na kilkadziesiąt osób łatwo można wyliczyć, że nie są to duże pieniądze.

Reklama

Najwięcej osób przybywa zimą. Duże obłożenie jest do kwietnia. Potem robi się luźniej. Część osób wraca do mieszkania pod chmurką, na dworcach, bo tak wolą. Część może coś wynajmie, bo niektórzy mają renty, są inwalidami.

- Wspomniałem o naszym wymogu, trzeba być trzeźwym. A na dworcu lub pod chmurką już nie. Zdarza się, że ktoś z naszych podopiecznych, nawet zimą, powie, że wychodzi na 2-3 dni, po czym wraca. I szanujemy to. A po co wymyka się? Wiadomo, chce popić.

Jak trafia się do ośrodka?

- Ludzi kierują ośrodki pomocy społecznej, przywozi ich policja, trafiają z innych podobnych ośrodków. Można zgłosić się samemu. Przyjmiemy każdego nawet wtedy, kiedy będzie duży ścisk. Nasze ośrodki są otwarte przez 24 godziny na dobę.

Reklama

Większość obecnie przebywających w tych trzech placówkach to mężczyźni. Najmłodszy ma 31 lat, najstarszy 72. Część z nich pochodzi z powiatu siemiatyckiego. Wszyscy są po przejściach - rodzinnych, z pracą, alkoholem, zdrowotnych. Część swoim postępowaniem zapracowała na ten los.

- Np. w Radzwiłłówce mamy niewidomego pana. Rodzina zwyczajnie pozbyła się go.

Higiena i czystość

Warunki?

- W Radziwiłłówce do dyspozycji są trzy pokoje, dwie łazienki, kuchnia, jest centralne ogrzewanie i piec kaflowy. W Żerczycach - cztery pokoje, trzy łazienki, kuchnia, kominek. W Nurcu Stacji - trzy pokoje, kuchnia, łazienka. Stawiamy na higienę i czystość. Nie tylko we wszystkich pomieszczeniach, przede wszystkim osobistą, bo dodam, że ludzie trafiają do nas w różnym stanie. Często poza zwykłym myciem ubranie takiej osoby trzeba po prostu spalić.

Reklama

Wolny czas?

- Po prostu siedzą. Ze względu na zimę, również wiek. Dzielą się obowiązkami - jedni sprzątają, ktoś zmywa, odśnieża, inny pali w piecu. Są gazety, telewizja, radio. Meble też - przynajmniej te standardowe - łóżka, stoły, krzesła, półki, lodówki, pralki. Ukłon należy się siostrom z Betanii w Nurcu Stacji, od których mamy kilka używanych telewizorów. Również duże podziękowania kieruję do pracowników biblioteki w Nurcu Stacji, gdzie przez długie godziny mogę korzystać z komputera.

Czego potrzeba najbardziej?

Reklama

- Właśnie komputera. Przydałaby się lodówka lub zamrażarka. Kołder mamy sporo, ale mało koców. Może ktoś ma na zbyciu telewizor, może być mały, oczywiście używany. To najpilniejsze potrzeby.

Okoliczni mieszkańcy?

Pan Grzegorz, kierownik ośrodka w Radziwiłłówce: - Rewelacyjnie. Poza ciszą i spokojem najbliżsi sąsiedzi podchodzą do tych miejsc i ludzi bardzo pozytywnie. Zapytają o coś, porozmawiają, mówimy sobie dzień dobry. Życzliwość i pomoc. Zdarza się, że poproszę o jakieś narzędzie, np. łopatę, szpadel. Nie ma z tym problemu.

Reklama

Z mojej winy

Marian, 70 lat, pochodzi z powiatu piotrkowskiego. Do Radziwiłłówki trafił latem ubiegłego roku. Mówi:

- Ostatnie miejsce mojego zameldowania to Łomża. Może dlatego trafiłem na Podlasie? Przyjechałem tutaj, bo znałem się z prezesem. Mam rodzinę. Daleko w Polsce. Syna, lat 47, córkę 46 lat. Mają swoje rodziny, dzieci. Wykształceni, po studiach. Nie utrzymuję z nimi kontaktu. Ale chciałbym przynajmniej ich zobaczyć. Jednak najgorszy jest ten pierwszy krok. Nie wiedzą gdzie jestem. Taki zgotowałem sobie los. Jestem po dużych przejściach. Z mojej winy. Już przyzwyczaiłem się do takiego życia, tułania się po ośrodkach. Nie wiem, czy umiałbym żyć inaczej. Tutaj mam dach nad głową, ciepły posiłek. A i jakieś zajęcie jest - sprzątanie, odśnieżanie. Więcej nie dam rady robić, młody już nie jestem.

Reklama

Anna, 35 lat, z Makowa. Do ośrodka trafiła na początku stycznia.

- Z ośrodka dla bezdomnych. A tułam się po tych ośrodkach, bo rodzina mnie wyrzuciła. Nie mam z nią kontaktu. Raczej nie chcę już mieć. W takich ośrodkach mi dobrze. Takie życie wybrałam - mówi.

Mirosław, 50 lat, z Siemiatycz.

- Jestem tu od paru dni. Policja mnie przywiozła, jak błąkałem się po Siemiatyczach. Zimno było, to wzięli i przywieźli. Rodzinę mam w okolicy. Jestem z żoną po rozwodzie. Zaczęło się od utraty pracy. Jak nie ma pracy, to i dochodu. Dochodzą długi, niezrealizowane potrzeby, emocje, konflikty, alkohol. Wszystko się wali. A tu mam spokój. Na razie, bo nie wiem jak będzie później. Byłem na pracach interwencyjnych i zraniłem się w rękę. Miałem zabieg. Na dwa - trzy miesiące jest nieczynna. Potem zobaczę. Będzie już wiosna. Spróbuję poszukać pracy - mówi.

W Radziwiłłówce jest obecnie 11 osób, na przełomie listopada i grudnia było 7. W Żerczycach 8 osób, przed dwoma miesiącami były 4. Ośrodek w Nurcu Stacji działa kilka tygodni, są tam 4 osoby. Wszyscy przebywający muszą być zarejestrowani w urzędzie pracy. Może znajdzie się dla nich jakaś praca? To też kwestia ubezpieczenia zdrowotnego. Zarząd stowarzyszenia ma plan utworzenia spółdzielni socjalnej, niektórzy podopieczni mają pewne kwalifikacje. Może uda się zarobić. Poza tym praca motywuje do życia i działania. A wtedy zanika postawa czekania na pomoc.

Cezary Klimaszewski, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot. CK

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama