Jednym ze stałych punktów w kalendarzu imprez organizowanych przez Gminny Ośrodek Upowszechniania Kultury w Nurcu Stacji jest koncert kolęd i muzyki karnawałowej. W tym roku wydarzenie to odbyło się w niedzielę, 25 stycznia, w nowej hali sportowej.
W programie znalazły się występy rozmaitych wykonawców, jak to zwykle bywa, na bardzo zróżnicowanym poziomie muzycznym. Kolędy, ale nie tylko, grali i śpiewali: schola Betania”, „Niezabudki”, „Tęcza”, Agata Wawrzyniak (reprezentanci Nurca), „Nowina” z Moszczony Królewskiej, „Krynica” z Radziwiłówki, „Ostrowscy Band” z Brańska, zespół mandolinowy oraz „Aura” z Sarnak. Zaprezentowała się również grupa uczniów z Sarnak z przedstawieniem „Herody”.
Z całą pewnością na uwagę zasługiwał występ zespołu mandolinowego, z autentycznym brzmieniem instrumentów, śmiało można powiedzieć współcześnie niemal egzotycznych, oraz „Aury”, która pod względem muzycznym jak zawsze była bezkonkurencyjna.
Przyjemnie brzmiącymi głosami i zdolnościami wodzirejskimi bez problemu publiczność rozruszali Ostrowscy, szkoda tylko, że do gotowych podkładów muzycznych. Niemniej jednak humory wszystkim dopisały, publiczność była zadowolona, śpiewała, tańczyła, a w związku z tym, patrząc z socjologicznego punktu widzenia, imprezę należy zaliczyć do udanych.
Inaczej sprawa wgląda, jeśli przyjrzeć się jej z bardziej profesjonalnej strony. Z pompą otwarta w ubiegłym roku hala pokazała tylko to, co właściwie od momentu, w którym powstał zamiar jej zbudowania było już wiadomo – jest to obiekt sportowy, nie nadający się do wydarzeń kulturalnych, w których podstawową rolę odgrywa dźwięk. Fatalna akustyka uniemożliwia rejestrację dźwięku na jakimś znośnym poziomie. Dlatego nienajlepszym pomysłem było przeniesienie tego koncertu z miejsca, w którym odbywał się w poprzednich latach. Dość licznie przybyła publiczność bez problemu pomieściłaby się również w małej sali gimnastycznej, gdzie zawsze odbywało się to spotkanie. Dodatkowo wypełniona publicznością mała sala gimnastyczna rozwiązałaby jeszcze jeden problem, który pojawił się w nowym miejscu – kilkumetrowa odległość między tzw. „sceną” a widownią sprawdza się na koncertach plenerowych, a i to nie zawsze.
Nasze okolice sportem stoją, bo niemal w każdej większej miejscowości jakaś hala, sala, boisko. A sali widowiskowej z prawdziwego zdarzenia, z dobrą akustyką, prawdziwą widownią i sceną jak nie było, tak nie ma nigdzie. Ciekawe, czy kiedyś któryś samorząd dostrzeże taką potrzebę i skutecznie ją zaspokoi?
Ewa Magdalena Iwaniak, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot. emi
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze