Plus godzinna przerwa w cenie posiedzenia – tyle trwały obrady IV sesji Rady Gminy Nurzec Stacja, które zwołane zostały 4 lutego w trybie nadzwyczajnym.
Głównym powodem zwołania sesji była konieczność wprowadzenia i przegłosowania zmian w budżecie na 2015 r. W styczniu gmina otrzymała pieniądze w ramach refundacji wydatków poniesionych w 2014 r.: na rozbudowę wodociągu i modernizację hydroforni w Tymiance (kwota 707.705 zł), na rewitalizację parku w Nurcu (191 tys. zł) i modernizacje świetlic w Klukowiczach i Wólce Nurzeckiej. W związku z powyższym urząd miał obowiązek wprowadzenia zmian w budżecie (dotyczyły one tylko dochodów) w przeciągu 7 dni.
Przerwa na skargę
Na początku sesji przewodniczący rady Podbielski zaproponował wprowadzenie do porządku obrad nowego punktu, który dotyczył rozpatrzenia skargi na działalność wójta. Był to ciąg dalszy skargi, której treść radni doskonale znają, bowiem wymiana pism w tej sprawie między skarżącym a urzędem trwa już kilka miesięcy. Skarżącym jest Józef Pleszuk, aktualnie przebywający w zakładzie karnym. Mężczyzna domaga się od gminy przydzielenia mu lokalu socjalnego, ponieważ, jak twierdzi, po wyjściu z zakładu nie będzie miał gdzie zamieszkać. Kolejne pismo skarżącego wpłynęło 9 stycznia. Gmina poinformowała, że zostanie ono rozpatrzone na sesji, pod koniec marca. Dzień przed sesją nadzwyczajną, tj. 3 lutego, w kolejnym piśmie skarżący poinformował, że opuszcza zakład karny 18 lutego, dlatego nie może czekać na rozpatrzenie skargi do końca marca. Stąd konieczność zajęcia się sprawą na sesji nadzwyczajnej.
Po 20 minutach trwania obrad, w trakcie których zrealizowano prawie wszystkie punkty programu, ogłoszona została 20-minutowa przerwa. Na sali słychać było głośne wyrazy niezadowolenia, ale jak wyjaśniał przewodniczący przerwa musi się odbyć, bo w tym czasie spotka się komisja rewizyjna i rozpatrzy skargę. 20 minut na rozpatrzenie skargi i sporządzenie stosownych dokumentów to dużo czy mało? Biorąc pod uwagę fakt, że radni znają sprawę, powinno być to do zrealizowania. Niestety, okazało się jednak, że nie takie to proste. I zamiast 20 minut przerwy, zgromadzonym na sesji zafundowano bezczynne siedzenie całą godzinę, bo tyle czasu komisja rewizyjna rozpatrywała skargę. Po przerwie, przewodniczący komisji Olesiński przeczytał najpierw wniosek skarżącego, potem stanowisko wypracowane w ciągu godziny przez komisję – oczywiście uznające skargę za bezzasadną. Następnie odpowiedzi na 2 interpelacje i wolne wnioski. Po przerwie sesja trwała 17 minut. Razem z 20 minutami przed przerwą – 37 minut całość obrad. Plus godzina bezczynności. Krew burzyła się niejednej osobie biorącej udział w tej sesji. Czy nie można było zwołać radnych z komisji rewizyjnej godzinę przed rozpoczęciem sesji, tak by na spokojnie, bez pośpiechu zajęła się sprawą? To raptem 3 osoby. W moim odczuciu to przejaw zupełnego nieliczenia się z czasem innych ludzi.
I tak źle...
Właściwa sesja trwała 37 minut. Byłaby więc rekordowo krótka. Zaraz pewnie pojawiłyby się głosy „przyszli, posiedzieli pół godziny, wzięli 250 lub 300 zł i poszli do domu”. Gratisowa godzina na zaciśnięcie relacji towarzyskich też się nie podoba. Cóż za wybredne społeczeństwo...
Ewa Magdalena Iwaniak, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze