Reklama

Notatnik historyczny 1943. Sprawa Konstantego Szczygła

W chwili wejścia Niemców do Siemiatycz 23 czerwca 1941r. miał 29 lat. Jako jeden z bardzo niewielu miejscowych znał dobrze język niemiecki, więc służył Niemcom jako tłumacz i choćby z tego powodu miał z nimi kontakty lepsze i bliższe niż inni.

       W opublikowanym niedawno w „Kurierze” artykule o uratowaniu przed Niemcami w 1943r. dzwonów kościoła pod wezwaniem NMP w Siemiatyczach wspomnieliśmy o policji pomocniczej składającej się z miejscowych Polaków, działającej w okresie okupacji niemieckiej i głównym bohaterze tamtej historii – Konstantym Szczygle, pochodzącym z Miłkowic Janek, który był jej komendantem (przed wojną pracował w jednej z siemiatyckich kaflarni).

       W chwili wejścia Niemców do Siemiatycz 23 czerwca 1941r. miał 29 lat. Jako jeden z bardzo niewielu miejscowych znał dobrze język niemiecki, więc służył Niemcom jako tłumacz i choćby z tego powodu miał z nimi kontakty lepsze i bliższe niż inni. Szczególnie dobre relacje ponoć łączyły go z komendantem stacjonującej obok żandarmerii innej niemieckiej formacji policyjnej Schutzpolizei (Policja Prewencyjna) pochodzącym z Saksonii Hermanem Reschke, z którym – jak twierdzili niektórzy świadkowie - często „popijał” a niektórzy miejscowi uważali go nawet za jego prawą rękę. Policja pomocnicza wykonywała wtedy typowe zadania policyjne: miała chronić porządek, zapobiegać wykroczeniom i przestępstwom, ścigać przestępców, chronić ludność przed partyzantami. 

Reklama

    Siedzibą Schitzpolizei i policji pomocniczej był sięgający jeszcze czasów carskich dom żydowskiej rodziny Muzykantów u zbiegu ulic Pałacowej i Zaszkolnej, w którym przed wojną mieścił się posterunek polskiej policji państwowej a za Sowietów miała swoją siedzibę placówka NKWD.

     Dostęp do akt IPN Oddział w Białymstoku (IPN Bi 404/155) umożliwił nam nie tylko bliższe poznanie prawdy o okupacyjnym losie kościelnych dzwonów ale również o procesie karnym, jaki po wojnie Urząd Bezpieczeństwa Publicznego i prokuratura, w ramach ścigania hitlerowskich kolaborantów, wytoczyły Szczygłowi, po jego aresztowaniu 28 lipca 1947r. (daleko od rodzinnych stron, na Ziemiach Odzyskanych; wcześniej - na początku lipca 1944r. z nieustalonych powodów był wywieziony na przymusowe roboty, z których uciekł, ujęty przez żandarmerię niemiecką umieszczony w obozie w Sztutthof; wrócił do domu 9 maja 1945r.) z zarzutem zbrodni na podstawie tzw. dekretu  sierpniowego (dekret PKWN z 31 sierpnia 1944r. o wymiarze kary dla faszystowsko-hitlerowskich zbrodniarzy winnych zabójstw i znęcania się nad ludnością cywilną i jeńcami oraz dla zdrajców Narodu Polskiego), które według oskarżenia miały polegać na tym, że od 1941r. do 1944r. w Siemiatyczach „idąc  na rękę władzy państwa niemieckiego pobił bez żadnej przyczyny szereg bliżej nieustalonych z nazwiska osób  oraz brał udział w bezprawnych rewizjach w poszukiwaniu produktów żywnościowych”.

Reklama

      W procesie, który rozpoczął się w styczniu 1948r przed Sądem Okręgowym w Białymstoku większość świadków generalnie broniła oskarżonego. Twierdzili m.in., że zdarzało się, iż potajemnie uprzedzał mieszkańców o niemieckich zamiarach rewizji, łapanek we wsiach na roboty przymusowe i do niemieckiej organizacji TODT (zajmującej się budową obiektów wojskowych). Uczestniczył głównie jako tłumacz dla niemieckich policjantów w rewizjach w mieście i w okolicznych wsiach w poszukiwaniu mięsa z nielegalnego uboju oraz samogonu.

     Konstanty Szczygieł przed sądem nie przyznawał się, wskazując, że po wejściu Niemców został wyznaczony do pełnienia służby policyjnej przez miejscowy tymczasowy zarząd miasta. Starał się pomagać w miarę możliwości, ostrzegał np., aby świnie do uboju wywozić poza miasto, dalej od Niemców. Potwierdził, że uprosił Niemców o zwolnienie aresztowanego przez nich, zaangażowanego w konspiracji siemiatyckiego księdza wikariusza Justyna Kruhlińskiego; pomagał w różnych przypadkach miejscowym Polakom, którzy znaleźli się w kłopotach nawet w drobnych sprawach, np. gdy po odebraniu przez Niemców roweru załatwił poszkodowanemu inny albo gdy trzeba było złagodzić reakcję Niemców na ujawnienie nielegalnego wypieku w piekarni.

Reklama

     Jeden ze świadków przypomniał sobie taki incydent: „ Pewnego razu w nocy o pół do pierwszej, wracałem do domu z [A.S.] Obaj byliśmy podpici. Na ulicy koło posterunku zatrzymał nas niemiecki policjant, który dyżurował razem ze Szczygłem. S. uciekł, a ja zacząłem się szamotać z niemieckim policjantem, który w końcu mnie zatrzymał i osadził na posterunku. Z rana policjant ten mówił komendantowi policji Reschke, że ja go uderzyłem, gdyż czapka mu spadła, a Szczygieł mówił, że nie uderzyłem policjanta ,a czapka spadła mu od popchnięcia. (…) Reschke wierzył Szczygłowi, z którym był wtedy zżyty i wówczas zapłaciłem tylko 10 marek kary i zostałem z aresztu zwolniony.”

      Jednym z istotnych wątków procesu sądowego był zarzut bicia ludzi zgromadzonych w styczniu 1943 roku przy wyprzedaży przez Niemców mienia pożydowskiego na placu przed szkołą przy ul. Drohiczyńskiej. Jeden z pobitych podobno po tygodniu zmarł. Konstanty Szczygieł przyznał, że bił. Bronił się jednak twierdząc, że on i inni policjanci musieli w jakiś sposób zaprowadzić porządek wśród niemiłosiernie napierającego tłumu setek ludzi, którzy zjechali się z okolicznych wsi, chcąc tanio kupić czy dostać coś z pierzyn czy ubrań wyselekcjonowanych do wyprzedaży (lepsze wysyłano do Rzeszy) z przejętych przez Niemców po Żydach wywiezionych dwa miesiące wcześniej z getta do Treblinki.

Reklama

      Zadaniem policji pomocniczej było nie dopuścić do kompletnego chaosu i wzajemnego tratowania się tłumu. Potwierdził to świadek, siemiatycki aptekarz: „ w celu kupna tych rzeczy zjechało się kilka tysięcy ludzi ze wsi. Był straszny tłok i nieporządek i wówczas przy robieniu porządku ludzi prawdopodobnie bito. (…)” Wydarzenie to znane jest z fotografii zrobionych wtedy z ukrycia przez Antoniego Nowickiego. /fot powyżej/

       Sąd – w obliczu wyjątkowo słabych dowodów obciążających i nawet w specyficznych realiach tamtego czasu i  karania za wszelkie, rzeczywiste i czy wyimaginowane, przejawy wojennej kolaboracji z Niemcami - 25 maja 1948r. wydał wyrok uniewinniający Szczygła i zarządził zwolnienie go z więzienia.

Reklama

       Marek Antoni Nowicki, współpraca: Eleni Kryńska

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 05/09/2024 19:18
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    jurand spod spy - niezalogowany 2019-10-26 05:53:16

    wszystkim w brukseli powtarzam, ze zawsze powinno sie znać jezyk swojego wroga, dlatego rozmawiam po niemiecku i rosyjsku

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama