Reklama

Niemożliwe nie istnieje – Cresovia zostaje w IV lidze

Cresovia zostaje w IV lidze, rozgrywki zakończyła na 13 miejscu w tabeli. Jak twierdzą niektórzy - stał się cud. Właściwie do ostatniej kolejki, 23 czerwca, drużyna była wśród zagrożonych spadkiem do klasy okręgowej, razem z Promieniem Mońki i Orłem Kolno.

 Mimo kiepskiej jesieni, roszad kadrowych, braku i zmiany trenera Cresovia miała bardzo dobrą rundę wiosenną. Nie przegrała 10 ostatnich meczów. Zdarzyła się mała wpadka z Magnatem Juchnowiec, gdzie na boisko wszedł nieuprawniony zawodnik i ostatecznie, mimo zremisowanego meczu, przyznano walkower dla Juchnowca. Jak twierdzą działacze klubu - takiej passy nie zaliczyła żadna drużyna, nawet awansujący do III ligi Ruch Wysokie Mazowieckie.

 - Stał się cud?

 - To nie cud. Chłopaki ciężką pracą na treningach, walką na boisku wywalczyli sobie pozostanie w lidze - mówi Wojciech Łopaciuk, od kilkunastu lat kierownik drużyny. Jak sam żartuje - przeżył już i kilku trenerów, i kilka zarządów i kilka klubowych zawirowań. - Ogromna w tym zasługa Wojtka Moczulskiego, kapitana drużyny, który po odejściu trenera Marcina Stypułkowskiego poprowadził treningi. Wiedziałem, że się uda. Wojtek ma doskonałe podejście do chłopaków. Organizował trochę mniej treningów niż Marcin, chłopaki nie byli tak obciążeni, na zajęcia przychodzili kompletem. Potem jeszcze doszedł trener Dakowicz. Trzeba też pamiętać, że wiosna ubyło nam kilku zawodników - odeszli Krzysiek Brzeziński, Sebastian Całka, Marcin Wieliczuk i Kacper Waniowski. Doszedł Paweł Radziszewski. Nie robiliśmy wzmocnień. Gramy swoimi zawodnikami. No nie powiem, na początku wiosny było trudno. Zaczęliśmy z 6 punktami.

Reklama

         - A co tym walkowerem z Juchnowcem?

        - Moja wina. Poprzednio pilnował tego Marcin. Kiedy odszedł spadło to na mnie. Nieuwaga, gapiostwo. Wpuściliśmy na boisko zawodnika z czwartą żółta kartką. Powinien pauzować, nie pauzował, no i tyle. Zdarza się, nie tylko w Cresovii.

         - Wszyscy mówili, że Cresa gra dobrze tylko brakuje wyniku...

        - Nawet sędziowie to podkreślali. Że mamy super drużynę, że na pewno się utrzymamy, tylko skuteczności brak.

         - Dlaczego?

        - Nie wiem. Być może trochę zaszkodziły zawirowania z trenerem. Odszedł Marcin, nie mogliśmy znaleźć następcy. Szczerze powiedziawszy, to jeszcze chwilę przed rundą wiosenną zarząd rozważał wycofanie się z rozgrywek. Ja, Wojtek Moczulski, zawodnicy wykluczaliśmy taką możliwość. Wtedy zgodził się z nami pracować Artur Dakowicz. Cały czas treningi prowadził Wojtek Moczulski. Na pewno nie pomogły negatywne komentarze... Tym bardziej dziękuję zarządowi, że zdecydował dać nam szansę.

Reklama

        - Ale pozostali kibice, którzy wierzyli

        - Tak, i im należą się ogromne podziękowania. Mamy taką wierną garstkę, która jest na każdym meczu, jeździ z nami na wyjazdy.

         - Co dalej? Trener Dakowicz zostaje?

        - Tak. Wojtek Moczulski będzie nadal asystentem. A dalej? Walka. Liga rusza w sierpniu. A w czasie ligi czekają nas podwójne derby - z MKS Mielnik, który też się utrzymał w IV lidze i z Turem Bielsk Podlaski, który spadł z III ligi. Są zaplanowane sparingi. Wojtek od lipca wznawia treningi.

Reklama

 

        Wojtek Moczulski mówi, że największa zasługa utrzymania się w lidze leży po stronie zawodników:

        - To trzeba podkreślić. Chłopaki się zmobilizowali. Naprawdę walczyli. Bardzo się cieszę, że mi zaufali, dali mi szansę, że słuchali co im chcę przekazać. Mamy super ekipę, super waleczną drużynę. Ja tylko to jakoś ogarnąłem. Trzeba też przyznać, że wiosną mieliśmy słabszą drużynę. Dodam, że na papierze, bo w rzeczywistości to ambitni chłopcy. Ale odeszli kluczowi, ograni zawodnicy. Próbowaliśmy ich przekonać, by poczekali jeszcze te pół roku. Niestety. Ale też dzięki temu swoja szansę mieli najmłodsi. Cierpliwie czekali, nie obrażali się, że nie wchodzą na boisko. I nawet to, że niektórzy debiutowali dopiero w ostatnim meczu - nie opuszczali treningów, ćwiczyli. Spotykamy się dwa razy w tygodniu i co bardzo ważne - prawie wszyscy. Jest z kim trenować.

Reklama

        Moczulski mówi również o współpracy z trenerem:

        - Jest ok. Współpracujemy, nie przeszkadzamy sobie. Trener ma zaufanie do moich metod, nie przeszkadzał w treningach, nie przejmował inicjatywy na meczach. Na początku była obawa, ale okazało się, że jest ok. Podpowiada jakieś rozwiązania, nie przypisuje sobie wszystkich zasług - dodaje ze śmiechem. - Jest w porządku.

        Po zimowym walnym Cresovii pojawił się pomysł, by Moczulski zdobył uprawienia trenerskie. Wtedy to wykluczał:

        - Wtedy miałem inne priorytety. Ale spodobało mi się to zajęcie, ta adrenalina - mówi. - Od listopada rozpoczynam kurs. Zobaczyłem jak to jest dbać o drużynę. Bo nie chodzi tylko o sam trening fizyczny. Trzeba było poukładać chłopakom w głowach, szczególnie tym młodszym, że zła jesień nie jest najgorsza, że hejt się skończy. Ja na szczęście nie śledziłem komentarzy w internecie, słyszałem tylko ich rozmowy. Trzeba było dotrzeć do nich psychologicznie. I to myślę, że się udało. Stanowimy naprawdę zgrany zespół.

Reklama

        Jak Wojtek Moczulski ocenia wiosenna grę?

        - Myślę, że dobrą taktyką były małe kroczki. Nawet zdobywanie po tym jedynym punkcie. Pewnie, że można było ryzykować i grać na trzy. Ale to było za duże ryzyko w naszej sytuacji. I z perspektywy myślę, że się opłaciło. Bezpiecznie do celu. Wracając do morale chłopaków, to nawet te zremisowane mecze w Szepietowie, z Wissą, wiceliderem tabeli, czy wygrane z Mońkami i Kolnem, na wyjazdach, wysoka wygrana z Biebrzą, dały chłopakom siłę, uwierzyli, że mogą. Zresztą oni cały czas wierzyli. Wszyscy wierzyliśmy. Kiero wierzył. Ogromne podziękowania za ta wiarę i za wsparcie. Naprawdę, moja w tym zasługa niewielka. To drużyna, to chłopaki wybiegali na boisku te utrzymanie. To im ogromne podziękowania.

Reklama

        Początek przygotowań do nowego sezonu Wojtek zapowiada na 16 lipca: - A 11-12 sierpnia pierwsze mecze. Zapraszamy kibiców. Przy okazji też podziękowanie że nie zwątpili do końca.

        Anna Kondraciuk, fot. ak na zdjęciu mecz z Jagiellonią w 2016 roku, i fot jp - mecz z Biebrzą 13 czerwca 2018

 

Miejsce zdarzenia mapa Podlasie - Kurier Podlaski
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama