Reklama

Nie wrócę na Ukrainę

05/04/2015 23:34

Jak w każdej wojnie, również tej na Ukrainie, cierpią przede wszystkim cywile. Domy zbombardowane. Ludzie nie mają co jeść, gdzie spać. Według raportu ONZ od kwietnia do końca 2014 r. podczas konfliktu na Ukrainie zginęło prawie 5 tys. ludzi, a walki na wschodzie kraju trwają. Ludzie nadal giną.

Ukraińcy, którym udało się wyrwać ze szponów wojny domowej wyjechali w różne strony. Również do Polski. Przyjechali również do Hajnówki, na zaproszenie pastora Jerzego Szachiewicza. W Kościele Chrześcijan Baptystów opowiedzieli jak jest.

Reklama

Jak to się stało, że pastor zaprosił Ukraińców?

- Oni są baptystami. Byli w Warszawie, Gdańsku, Kętrzynie, Białymstoku. Jeżdżą w różne miejsca, więc my też ich zaprosiliśmy – wyjaśnia hajnowski pastor, Jerzy Szachiewicz.

O tym jak jest na wschodzie Ukrainy opowiedział mi Maksim Slazin.

- Jestem z miasta Pierwomajsk, obwód ługański. Wszyscy, którzy tu przyjechaliśmy, jesteśmy z jednego kościoła chrześcijan baptystów w Pierwomajsku. Tam były dwa kościoły, jeden zrzeszał 300 osób, drugi 100. Jak zaczęła się wojna, zabrałem swoją żonę i małą córeczkę i przeprowadziliśmy się do Gdańska, więc teraz mieszkamy w Polsce. Na początku w ośrodku dla uchodźców, teraz wynajmuję mieszkanie, przyłączyłem się do kościoła baptystów w Gdańsku. Razem z tym kościołem zaczęliśmy pomagać tym, którzy zostali na Ukrainie. Z Mateuszem Wicharym, przewodniczącym kościoła baptystów w Polsce, zrobiliśmy taki projekt, że jeździmy po kościołach i opowiadamy o Ukrainie i o tym, co robimy, bo zajmujemy się pomocą humanitarną.

Reklama

Gdyby pan nie był członkiem tego kościoła, to nie mógłby pan wyjechać?

- Stamtąd wyjeżdżają wszyscy. Miasto liczyło 40 tys. ludzi, teraz zostało może 8 tys. Tam życie jest niemożliwe.

Pokazuje zdjęcia. Straszne, jakby z filmu wojennego. - To jest miasto Pierwomajsk. Od lipca Pierwomajsk jest na linii frontu. Tam życie jest po prostu niemożliwe, bo niemal cały czas ostrzał artylerii. Nie ma gazu, nie ma prądu, wody. Ludzie mieszkają w piwnicach. Wyobraźcie sobie zimą mieszkać w piwnicy... Ale niedaleko tego miasta nasi bracia zostali i zaczęli organizować ośrodki dla uchodźców z miast, gdzie wojna. Pomagają, dają jedzenie, leki, potem ewakuują na bezpieczne tereny. Są dwa takie ośrodki: w Leśniczańsku i w Artiomowsku. W nich około 100 ludzi. Przychodzą na tydzień, potem wysyłamy ich do Charkowa, Kijowa, do zachodniej Ukrainy.

Reklama

Ilu was przyjechało?

- 7 osób. W Polsce mieszkam tylko ja. Oni przyjechali z Ukrainy tylko na 20 dni, bo takie mają wizy, żeby przejechać po Polsce, zebrać pomoc i zawieźć tam, gdzie wojna.

Straszne te zdjęcia. Aż się nie wierzy, że wojna dzieje się tak blisko, w sąsiednim kraju. Widzi pan szansę na pokój?

- Nie.

Dlaczego?

- To polityczne pytania. Więcej pytań niż odpowiedzi. Jeden z głównych ludzi ze strony ukraińskiej jest baptystą, Aleksander Turczynow, dlatego separatyści od samego początku określili baptystów jako wrogów, szpiegów NATO, szpiegów Ameryki, że nas trzeba zniszczyć. Spalili nasz kościół. Ludzie musieli stamtąd wyjechać. Szacuje się, że teraz 80% domów jest zniszczonych. Bywało nawet tak, że strzelali cały czas, nie było nawet możliwości pochować ludzi zabitych. Ci, co zostali, mieszkają w piwnicach. Z dziećmi, chorymi, starymi, a tam wilgoć, mróz. Większości ludzi, którzy zginęli nie było możliwości pochowania na cmentarzu, chowano na podwórkach. W naszym mieście 36 osób zmarło z głodu.

Reklama

W centrum Europy, teraz, w XXI wieku.

- To jest linia frontu, nie można jechać żadnym samochodem, bo od razu zniszczą. Zostali tam, a my, tajemnymi drogami przekazujemy jedzenie. Np. litrowa butelka oleju na 10 ludzi, po kilogramie kaszy. Ludzie o 5 rano zajmowali kolejkę, żeby to dostać o 11.

Skąd to jedzenie?

- Z datków kościołów ukraińskich, ale także polskich. Jako pierwszy był kościół w Gdańsku.

W Gdańsku jest sporo Ukraińców, jeszcze z akcji „Wisła”.

- Teraz nazbierało się uchodźców ukraińskich. Pomagamy jak możemy, bo ludzi trzeba umyć, ubrać, nakarmić, znaleźć jakieś bezpieczne miejsce na Ukrainie i wysłać ich.

Reklama

Widzi pan możliwość powrotu na Ukrainę?

- Nie. Moje miasto jest zniszczone.

Niech pan powie, czy to jest wojna domowa?

- To jest prawdziwa wojna domowa. Oni nazywają to „antyterrorystyczną operacją”. Ale z terrorystami kto może walczyć? Specjalna policja, a oni organizują mobilizację. To prawdziwa wojna domowa. Około 1000 ludzi zginęło w naszym mieście. 36 ludzi zmarło z głodu. Jaka to operacja antyterrorystyczna? Jak tak można powiedzieć? A w Doniecku było milion ludzi i tam też walka non-stop.

Separatyści to tylko Rosjanie?

Reklama

- To polityka, a my nie zajmujemy się polityką. My pomagamy ludziom.

Krystyna Kościewicz, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot KK

/Na zdjęciu od lewej pastor Jerzy Szachiewicz i Maksim Slazin/.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama