Tak twierdzi nowy dyrektor placówki i ambitnie planuje dobudowę skrzydła w szpitalu, a nawet… przeszczepy skóry.
12 sierpnia rozstrzygnięto konkurs na stanowisko dyrektora w siemiatyckim szpitalu. Został nim Andrzej Szewczuk, 39 lat, do tej pory związany ze szpitalem w Łosicach, od czerwca p.o. dyrektora po rezygnacji Adama Dębskiego. Absolwent Wydziału Humanistycznego Akademii Podlaskiej w Siedlcach. Ukończył też studia podyplomowe na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym w zakresie „Zarządzania spółką prawa handlowego ochrony zdrowia”.
- Jaki ma pan pomysł na wyjście z długów. Jaki teraz jest dług szpitala?
- Na dzień dzisiejszy wymagalne jest ok. 6 milionów złotych – mówi Andrzej Szewczuk. - Planowany jest kredyt konsolidacyjny, na który rada powiatu wyraziła zgodę jakiś czas temu. Jesteśmy po przetargu na kredyt i oceniamy ofertę banku. Nie chciałbym zdradzać wszystkich pomysłów, ale myślę nad wprowadzeniem innych rozwiązań, które pozwolą nam na pozbycie się kosztów, które dziś ponosimy, z tytułu odsetek, spraw sądowych (związanych z nieterminowymi spłatami należności), kredytów krótkoterminowych. Prowadzimy rozmowy i dochodzimy do porozumienia, by należności rozłożyć na raty, czy spłacać zadłużenie bez odsetek. Nie chcę komentować decyzji moich poprzedników, dywagować, czy jakieś zakupy były trafne czy nietrafione. Wzrósł nam kontrakt z NFZ z 19 do 25 milionów, co daje większe możliwości. Ważnym jest też przeanalizowanie skąd się wziął taki dług, co najbardziej generuje takie wysokie koszty. Moje doświadczenia pozwoliły mi już w czerwcu zmniejszyć miesięczną stratę. Niestety, nadal na minusie, ale już tylko 2300 zł. Musimy wspólnie zacząć liczyć koszty, zmniejszyć np. niepotrzebne zamówienia na cały miesiąc. Zmieniliśmy dostawcę usług pralniczych, będą nowe przetargi na dostawę materiałów medycznych. Nie jesteśmy bogatą niemiecką kliniką, by zamawiać chociażby rękawiczki nitrylowe, dwa razy droższe niż równie dobre lateksowe. Być może trzeba będzie przejrzeć kontrakty lekarzy, renegocjować umowy, a jak będzie trzeba - znaleźć innych specjalistów, nie gorszych.
- Najbliższe działania to tylko spłata zadłużenia czy może jest jakaś wizja rozwoju?
- Oczywiście. Musimy się rozwijać, to w perspektywie naszej dalszej działalności. Musimy też spełniać wymogi kontraktowania, co do wymogów ilości i jakości pomieszczeń, w których świadczymy usługi medyczne. Mam tu na myśli blok operacyjny, ale nie tylko. Chcemy się rozbudować, najpierw zdobyć na to pieniądze z programu współpracy transgranicznej. Planowana jest dobudowa nowego skrzydła szpitala, w której, tak od góry patrząc, powstanie nowy blok operacyjny z dwiema salami operacyjnymi, trzystanowiskowa sala wybudzeń, tzw. pooperacyjna. Niżej sala cięć dla oddziału położniczego, centralna sterylizacja dla potrzeb naszego szpitala, gdzie również będziemy mogli świadczyć usługi sterylizacji dla innych szpitali i gabinetów lekarskich. Kolejne piętro, na wysokości dzisiejszego RTG - tam bym chciał otworzyć pracownię mammograficzną i przygotować odpowiednie pomieszczenia pod rezonans, a jeśli uda się pozyskać takie środk to jeszcze zakupić rezonans magnetyczny. Mielibyśmy całą diagnostykę obrazową w jednym miejscu. Można byłoby też skorzystać z pieniędzy Ministerstwa Zdrowia na badania przesiewowe (profilaktyczne) w kierunku raka piersi, nie robimy tego obecnie w powiecie. Owszem przyjeżdżają mammobusy, ale nie jest to najlepsze rozwiązanie, ponieważ te badania odbywają się cyklicznie i nie gwarantują ciągłej dostępności dla pacjentów naszego powiatu.
- Myśli pan o zatrudnieniem onkologa na stałe?
- Niekoniecznie. W dzisiejszej dobie badania możemy wysyłać do centrum onkologii w Warszawie czy Białymstoku i za chwile otrzymywać wynik. Nie musimy robić tego na miejscu.
- Kilka lat temu opisywaliśmy problem z odczytem holtera. Zapis odczytywano po kilku dniach, bo nie było lekarza, który potrafi to zrobić...
- Teraz zatrudniliśmy czterech nowych kardiologów, którzy będą to robili na bieżąco, będą nakładać aparat, odczytywać wynik i od razu robić opisy. Ale chyba to nie szwankuje w naszym ZOZ-ie. Co do onkologii, to dzisiaj jest tzw. zielona karta - krótka ścieżka onkologiczna. Moim zdaniem nie ma ograniczeń do specjalistów leczących różnego rodzaju choroby nowotworowe. Na poziomie szpitala powiatowego ważne jest prawidłowe badanie, rzetelny opis od lekarza radiologa. I to chcemy osiągnąć, z wykorzystaniem tych samych pracowników, bo nasi są doskonale przygotowani, a jeżeli już, to wystarczy odpowiednie przeszkolenie. Naprawdę uważam, że mamy bardzo dobrą kadrę medyczną i specjalistów.
- A co na samym dole?
- Moim zdaniem w SP ZOZ Siemiatyczach brakuje POZ. I tu chciałbym podjąć starania, by go utworzyć w Siemiatyczach, by nasi pacjenci mieli pełny dostęp do służby zdrowia od lekarza rodzinnego do specjalisty. W strukturach SPZOZ Siemiatycze mamy obecnie jedną przychodnię POZ w Mielniku. Były pytania o SOR, ale czy on tak do końca jest nam potrzebny? Szczerze mówiąc nie, pacjent trafia na izbę przyjęć i stąd kierowany jest na właściwy oddział. Druga sprawa to finansowanie tej usługi. Czy jest na tyle dobre, by w to wchodzić? Ilość pacjentów w naszym szpitalu jest niedoszacowana, bo wielu mamy spoza terenu powiatu siemiatyckiego, a liczba pacjentów jest liczona na powiat.
- Większość noworodków jest z powiatu łosickiego.
- No niestety dla mieszkańców Łosic, nie ma tam oddziału położniczego, mamy mają do wyboru - albo Siedlce, albo Miedzyrzec, a większości wybierają Siemiatycze.
- Odległość w sumie porównywalna.
- I tu punkt dla nas. Mamy dobrych specjalistów lekarzy ginekologów, dobre położne, obsługę. Pacjentki, chociaż w tym wypadku można powiedzieć – klientki - wybierają bezpieczeństwo, chcą dobrze i bezpiecznie urodzić dziecko. To tylko dobrze świadczy o nas.
- Wracamy na parter - czyli na dole poradnie specjalistyczne i POZ.
- Tak, chcę kompleksowo zabezpieczyć pacjenta, od lekarza rodzinnego, od tych najprostszych kwestii, leczenia zachowawczego, wypisanie recepty, zmierzenie ciśnienia, wykonanie ekg itd., po skierowanie na badanie laboratoryjne, czy do specjalisty.
- Czyli przenosimy gabinety z przychodni z 11 Listopada?
- Nie do końca, bo wachlarz poradni jest duży, ale nie mamy jeszcze np. endokrynologa, a warto pokusić się o kontrakt z NFZ, bo istnieje taka potrzeba. Niestety, odczuwamy skutki Czarnobyla, a z tego co mi wiadomo, pacjenci jeżdżą do lekarzy do Łosic czy Białej Podlaskiej. Poza tym naprawdę chciałbym skupić się na profilaktyce. Mamy możliwość dobrej diagnostyki. Ważne jest ewentualne wcześniejsze wykrycie choroby i rozpoczęcie leczenia. W ostatnich czasach częstym nowotworem jest rak jelita grubego. A mamy przecież pracownię endoskopową, mamy odpowiedni sprzęt. Warto zwrócić uwagę na profilaktykę wśród mieszkańców po 50 roku życia. Nie oszukujmy się, w szpitalu powiatowym w Siemiatyczach nie będziemy robili wysoce specjalistycznych zabiegów, choć uważam, że przeszczepy skóry jak najbardziej możemy, mając odpowiedni sprzęt.
- Przeszczepy skóry?
- Możemy to robić w naszych warunkach. A w ten sposób można leczyć np. owrzodzenia, powstałe na skutek zmian miażdżycowych czy cukrzycowych, czy po oparzeniach. Takiego leczenia nie da się załatwić w ciągu jednej wizyty, a ciężko z taką raną jeździć do Białegostoku czy Warszawy. Poza tym to bolesne schorzenie i grozi powikłaniami, z amputacjami włącznie.
- Co ze szpitalnym laboratorium?
- Jak mówił mój poprzednik, idziemy w kierunku outosorcingu. Zakończyliśmy konkurs, zgłosiły się dwie firmy, jesteśmy w trakcie analizy ofert, do 22 sierpnia będzie ogłoszenie wyników. Oczywiście liczy się cena za badanie, ale też jakość tego badania. Konkurs był tak rozpisany, by pracownicy obecnego laboratorium pracowali w nim nadal, na warunkach nie gorszych niż dotychczas i przez okres trwania kontraktu z podwykonawcą, czyli pracownicy są zabezpieczeni. Muszę też powiedzieć ogólnie o pracownikach w naszym szpitalu. Jestem bardzo mile zaskoczony, jeśli chodzi o kompetencje, są to ludzie bardzo dobrze przygotowani do swojej pracy.
- Lotnisko?
- Czekamy. Nasze dokumenty są w ministerstwie, czekamy na decyzje, czy przyznają nam pieniądze. Mamy projekt lotniska, pewne poprawki trzeba nanieść, mam nadzieję, że niebawem przystąpimy do realizacji.
- Tak pan to sobie wyobrażał, pracę w Siemiatyczach?
- Szpital łosicki jest podobny co do wielkości, struktury i poziomu referencyjności. Owszem, szpitale różni trochę aspekt finansowy, ale kadra jest zaangażowana, chce pracować dobrze, nam wszystkim zależy też, by mieć dobrą opinię. Często chodzę po oddziałach porozmawiać z pacjentami. Czasami my na coś nie zwrócimy uwagi, a pacjent podpowie, co można zmienić. Np. taki błahy fakt, że nie ma gdzie powiesić ręcznika czy klapek postawić. Można wyjść z założenia, że szpital to nie hotel, ale dobre warunki pobytu i miła atmosfera mają wpływ na proces leczenia. Czy nawet taka podstawa - zapewnienie intymności, możliwość wykonania podstawowych czynności fizjologicznych, fakt, że jest papier toaletowy, płyn, którym można odkazić deskę sedesową - są różne stopnie wrażliwości na te sprawy. Ja wiem, to podstawy, ale czasami umykają, a chciałbym, by nasz szpital był pozytywnie oceniany przez pacjentów w każdym aspekcie.
- Mówi pan "mój, nasz szpital". Tak trochę na przekór opinii, że kolejny "spadochroniarz", że przyjechał skądś, zarobi ile zaplanował i wyjedzie?
- Skakałem i ze spadochronem. Ale do wszystkiego trzeba się przyłożyć, by dobrze wylądować. Ja jestem stąd. Bardzo często naszymi pacjentami są moi sąsiedzi. Tak samo chcę przekonać moich pracowników - oni są stąd, tu mają pracę, to jest ich miejsce na ziemi. Dlaczego tego nie docenić? Owszem, w zamian za odpowiednie zaangażowanie. A co do konkursu - nie śledziłem tego szczególnie, na pewno miałem jednego kontrkandydata, chyba z Białegostoku. Nie chcę jakoś specjalnie nikogo przekonywać, że spadochroniarzem nie jestem. W łosickim szpitalu miałem naprawdę dobrą pracę, ale rozpiera mnie energia, którą chciałbym spożytkować tutaj. W ciągu 8 lat w szpitalu w Łosicach byłem i kierownikiem działu technicznego i zajmowałem się działem zamówień publicznych, przez pewien czas zastępowałem dyrektora szpitala. Poznałem pełen zakres funkcjonowania szpitala. Całkiem nieźle wynegocjowałem większy kontrakt z NFZ, dostałem zapłatę za nadwykonania w wysokości około miliona złotych. Powiem tak - był czas, że szpital w Łosicach dynamicznie się rozwijał, ten rozwój widać. Jest dobra kadra, dobra infrastruktura. Szpital ma się czym poszczycić i jeszcze troszeczkę im tego zazdroszczę, ale niedługo to samo będzie w Siemiatyczach.
Anna Kondraciuk, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot. AK
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze