Reklama

Na scenie i na ekranie

28/02/2008 19:48
Monika Buchowiec - urodziła się 30 października 1982 roku w Siemiatyczach. Zawód - aktorka kinowa, teatralna i telewizyjna. Grała w takich filmach jak "Podróż" i "Mistrz", za udział w którym otrzymała wyróżnienie na Ogólnopolskim Festiwalu Sztuki Filmowej "Prowincjonalia" we Wrześni. Co tydzień w niedzielę możemy ją oglądać w serialu "Egzamin z życia" w TVP2. Na co dzień pracuje w teatrach.
          - Jak wspominasz dzieciństwo i naukę w szkole w Siemiatyczach?
          - Trochę żałuję, że tyle energii traciłam tylko po to, by mieć czerwony pasek na świadectwie, ale prawdopodobnie wyszło mi to na dobre. Największym atutem szkoły podstawowej było to, że miałam ją kilka kroków od domu i mogłam sobie dłużej pospać - mówi Monika Buchowiec. - Potrafiłam wstać o 7.55 i o 8.00 być już na lekcji. Dzisiaj potrzebuję co najmniej pół godziny, by znaleźć się w rzeczywistości następnego dnia. Miałam taż bardzo blisko boisko szkolne, z którego raczej nie korzystałam, bo w wolnych chwilach pisałam wiersze, albo rozwiązywałam zadania z matematyki.
          - Jednak szkołę średnią ukończyłaś w Białymstoku?
          - Razem z moją przyjaciółką Anką Koczuk (oczywiście bez wiedzy rodziców, wolałyśmy postawić ich przed faktem dokonanym) pojechałyśmy do Białegostoku, zrobiłyśmy wizję lokalną i wybrałyśmy szkołę, w której dalej chciałybyśmy się uczyć. Rodzice trochę zszokowani, na szczęście zaakceptowali nasz pomysł i takim sposobem liceum skończyłam w Białymstoku. Tam zetknęłam się z teatrem amatorskim KLAPS, który zaraził mnie teatrem.
          - Kiedy zaczęłaś myśleć mniej lub bardziej poważnie o aktorstwie?
          - Chyba dopiero na studiach, wcześniej miałam zupełnie niepoważne podejście do tego zawodu.
          - Od samego początku chciałaś studiować na PWSFTviT w Łodzi?
          - Musiałam się zdecydować tylko na jedną szkołę aktorską, bo szkoda mi było odpisów świadectw maturalnych. Wolałam mieć alternatywę w postaci informatyki. A w PWSFTviT spodobała mi się atmosfera, wszyscy mieli taki luz i dystans do siebie, kompletnie inaczej niż w Akademii Teatralnej w Warszawie. Poza tym o klimacie Łódzkiej Szkoły Filmowej pisano książki. To jest miejsce kultowe, naprawdę warto się z nią zetknąć.
          - Interesują cię bardziej role filmowe czy teatralne?
          - Lubię film za to, że ma możliwość pokazania takich minimalnych niuansów w grze aktora, które wyrażają więcej niż całe wypowiedziane monologi. Ale plan zdjęciowy to wielka machina, w której aktor to mały trybik i ma niewielki wpływ na efekt końcowy. W teatrze najważniejszy jest aktor i to on wpływa na to, czy przedstawienie jest słabsze, czy gorsze danego dnia.
          - W jakich teatrach można obecnie Ciebie oglądać?
          - W sztukach w Teatrze Śląskim w Katowicach i Teatrze Nowym w Łodzi.
          - Masz jakąś swoją wymarzoną rolę teatralną i filmową?
          - Marzę jak większość aktorek o roli kostiumowej, takiej w stylu „Niebezpiecznych związków”, ale w Polsce filmów z tej epoki praktycznie się nie robi. Nigdy nie myślałam o konkretnej postaci. Chciałabym po prostu grać role dobrze napisane.
          - Wkrótce znów będzie można Ciebie zobaczyć w serialu "Egzamin z życia" w TVP2?
          - Tak. W tajemnicy zdradzę, że serialowa Magda padnie ofiarą spisku swojej przełożonej Agnieszki.
          - Jakie masz najbliższe plany zawodowe?
          - Teraz pracuję nad dalszymi odcinakami „Egzaminu z życia” i nową wersją filmu „Z miłości” Leszka Wosiewicza.
          - Podobno grałaś nawet rolę Prosiaczka z „Kubusia Puchatka” w trakcie studiowania na PWST?
          - Grałam postać z cechami charakterologicznymi prosiaczka z „Kubusia Puchatka”. Była to bardzo nieśmiała dziewczyna o dobrym sercu, która wszystkim chciałaby pomóc, ale nie miała odwagi. Poza tym mówiła zbyt cicho, by ktoś mógł usłyszeć jej dobre intencje. Przy tym nieszczęśliwie kochała się w Puchatku. Trochę zawiła wariacja, ale była to jedna z moich ukochanych ról w szkole teatralnej.
          - W jaki sposób rozładowujesz stres? Jako kobieta masz słabość do...?
          - Hm… Jeszcze nie opanowałam idealnej metody i mam z tym mały problem. A jako kobieta mam właśnie słabość do zbytniej nerwowości i panikowania.
          - Polscy i zagraniczni aktorzy, reżyserzy, których twórczość sobie najbardziej cenisz?
          - Cenię aktorów, którzy mają w sobie prawdę „człowieka z ulicy”, którzy pojawiają się na ekranie i są całkowicie przesiąknięci kreowaną przez siebie postacią. Którzy dotykają tej cienkiej granicy pomiędzy grą a „byciem”. A reżyserów takich, którzy potrafią tę prawdę nam pokazać. W Polsce takim zjawiskiem był ostatnio „Pitbull” Patryka Vegi. Z zagranicznych cenię Mike’a Lee, Ken’a Loacha, Wong Kar Waia, N. Michałkowa za genialny film „Spaleni słońcem” i kilku innych.
          - Często przyjeżdżasz do Siemiatycz?
          - Jak tylko mam trochę więcej wolnego, oczywiście odwiedzam rodziców. Lubię siemiatyckie drewniane chatki, których jest coraz mniej, albo są dewastowane przez „dostosowywanie do standartów życia” jak obijanie sajdingiem. Kiedyś chodziłam po pozostałościach starej kaflarni przy Górnej, teraz niestety nie da się tam wejść. Fascynuje mnie wszystko, co pozostało z przedwojennych Siemiatycz. Smutno mi, kiedy widzę jak to wszystko popada w ruinę i ten ogrom szyldów reklamowych w centrum, które niszczą urok naszego miasta.
          - Myślisz, że Twoi rodzice są zadowoleni z tego, co robisz zawodowo?
          - Nigdy z nimi o tym nie rozmawiałam. Ale zawsze dawali mi wolną rękę w podejmowaniu życiowych decyzji i myślę, że cieszą się z konsekwencji moich wyborów. Chociaż wcześniej pewnie mieli jeszcze nadzieję, że będę zdawała na medycynę. W szkole średniej wybrałam ambitnie profil biologiczno - chemiczny i wszystkim robiłam nadzieję, że będą mieli znajomego lekarza.
          - Co chciałabyś na koniec wywiadu powiedzieć mieszkańcom rodzinnych Siemiatycz?
          - Do miłego zobaczenia w naszym mieście.

          Marek Malinowski, Tygodnik Głos Siemiatycz, fot. Kuba Skorża
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama