Ford mondeo z wideoradarem sieje postrach na okolicznych drogach. Żeby się przekonać, jak to jest z tej drugiej, policyjnej, strony, towarzyszyliśmy policjantom w czasie patrolu.
Z "drogówką" spędziliśmy kilka godzin 2 grudnia, od rana do południa. Warto dodać, że policyjny ford mondeo służy przeważnie do zatrzymywania tych kierowców, którzy znacznie przekraczają dozwoloną prędkość. Jest wyposażony w wideorejestrator - urządzenie zapisujące prędkość samochodu przed nim. Jak mówią policjanci - to skuteczny środek do walki z drogowymi piratami. A samochód ten, oprócz wideorejestratora, posiada 180 koni mechanicznych i pojemność silnika 2,5 litra w benzynie. Jest czym jechać. Uczestniczymy w patrolu łączonym - z jednym funkcjonariuszem drogówki i jednym ze Straży Granicznej. Na początek Łojki i Walendziuki Godzina 8.45. Wyjeżdżamy z komendy. Kierujemy się w stronę Łojek. - Spokojnie dziś jeżdżą. Niewielki ruch. Ale wczoraj było kilka wykroczeń. Ruch był spory - mówi prowadzący mondeo, st. sierż. Stefaniuk. Patrolujemy Łojki, Walendziuki i Weskę. To newralgiczny odcinek, bo kierowcy widząc na nim nowy asfalt i prostą drogę często znacznie przekraczają prędkość. W tym miejscu - od ronda na Wesce do Łojek jest ograniczenie prędkości do 60 km/h, ale już na Łojkach obowiązuje nas "pięćdziesiątka". Ruch nadal jest niewielki. Jakoś nie widać zbyt wielu tirów. Może dlatego, że już drugi dzień z kolei na parkingu koło Zajazdu "U Kmicica" stoi Służba Celna czatująca na ciężarówki. Przecież praktycznie wszyscy kierowcy większych samochodów oraz spora część mniejszych posiadają radio CB, więc wieść o tym, że przy wylocie z Siemiatycz na Lublin stoją jacyś w zielonych kamizelkach i zatrzymują ciężarówki, rozchodzi się błyskawicznie. Wątek CB-radia trzeba nieco rozszerzyć i dodać, że nieoznakowane policyjne mondeo też jest wyposażone w radio CB. Z tą różnicą, że policjanci podczas patrolu nie gawędzą sobie z innymi uczestnikami ruchu, lecz prowadzą nasłuch. Słyszą każde ostrzeżenie kierowców o tym, gdzie się znajdują. - Wieść o tym, że jesteśmy w mieście lub poza miastem bardzo szybko idzie w eter. Często bywa, że będąc zaledwie na Drohiczyńskiej słyszymy już, że mondeo wyjechało z Zielonej - mówi st. sierż. Stefaniuk. Wjeżdżamy na podsiemiatycką „autostradę”, czyli najlepszy oraz najdroższy odcinek drogi w naszym powiecie - od Weski do Turny Małej. Dlaczego najlepszy? - bo jest jednym z najnowszych, solidnie wykonany i najszerszy. A dlaczego najdroższy? - bo na tej trasie kierowcy najczęściej przekraczają prędkość, za co płacą mandaty. Jedziemy w stronę Turny Małej. Ruch nadal niewielki. W Turnie zawracamy i kierujemy się w stronę Siemiatycz. Wnet w radio CB słychać: "nieoznakowane mondeo od strony Łosic pojechało". Na twarzach policjanta i strażnika pojawia się uśmiech. - Już myślałem, że nasze radio jest popsute. Dziś sporo czasu minęło, zanim ktoś załapał, że jesteśmy w terenie - mówi st. sierż. Stefaniuk. U was dorogoje sztrafy Raptem wyprzedza nas jakieś auto. Jedzie z taką szybkością, że trudno dostrzec, co to za marka. St. sierż. Stefaniuk w ostatniej chwili zauważył je w lusterku. Szybko oddala się od nas. Następują zatem dwie czynności: redukcja biegu i wciśnięcie pedału gazu. Mondeo błyskawicznie reaguje i czujemy, że jakaś siła wciska nas w fotele. Policyjne auto nabiera prędkości. W ciągu 3 - 4 sekund wskazówka szybkościomierza z prędkości 80 km/h przesuwa się na 140 km/h. Zbliżamy się do pędzącego auta dokładnie na wysokości zakrętu, gdzie obowiązuje ograniczenie prędkości do 80 km/h. Dopiero teraz zauważamy, że to auto z zagranicy, ale nadal nie możemy dostrzec marki, bo tył samochodu jest zabłocony. Patrolujący włączają sygnały - świetlne i dźwiękowy. Kierowca poprzedzającego nas samochodu zauważa to, hamuje i zjeżdża na pobocze. Zatrzymuje się. St. sierż. Stefaniuk zakłada białą czapkę i wraz z pogranicznikiem wychodzą na zewnątrz. Podchodzą do auta. BMW - jakiś nowy model. Na tablicy rejestracyjnej są literki: "LV", co oznacza Łotwę. - Łotysze. Nawet nam od dawna tacy nie trafili się - mówi pogranicznik. - Dzień dobry. Powodem zatrzymania jest przekroczenie prędkości o ponad 50 km/h. Poproszę o dokumenty - mówi st. sierż. Stefaniuk, po uprzednim przedstawieniu się. Kierowca posłusznie wyciąga dokumenty. Wychodzi z samochodu. Proszony jest do mondeo. Policjant pokazuje mu na wideorejestratorze zapis momentu, kiedy jego BMW przekracza prędkość. Kierowca godzi się na przyjęcie mandatu. Wysokość - 300 zł. Z kierowcą podróżuje dwóch pasażerów. Wszyscy młodzi. Pozostali dwaj ubierają kurtki - drogie, ze skóry, i wychodzą na papierosa. Jest więc okazja, aby zamienić z nimi i parę słów. Okazuje się, że jadą z Kijowa do Rygi w sprawach biznesowych. - U was dorogoje sztrafty (czyt. mandaty) - mówi jeden z Łotyszy - Nu..., pierwyj raz, kak w Polszu zatrymała nas palicja. Z obcokrajowcami jest tak, że muszą zapłacić za mandat od razu. Nie otrzymują mandatów kredytowych. Jeśli nie mają przy sobie gotówki, policjanci mogą wskazać najbliższy bankomat. Płacą w złotówkach, nie w euro. Pilotujemy więc Łotyszy do jednego z bankomatów przy ul. Pałacowej w Siemiatyczach. Kierowca posłusznie przynosi trzy setki, wręcza je policjantowi i... odchodzi. - Paczekaj... . Jeszczio kwit - mówi st. sierż. Stefaniuk. Czyżby Łotysz, jeżdżąc po Ukrainie, a może i innych byłych republikach radzieckich, uważał, że to zwykły haracz? Za chwilę odbiera pokwitowanie zapłacenia mandatu, pyta jeszcze o drogę na Białystok i wsiada do swojego auta. - Dosyć często zdarza się zatrzymać obcokrajowca. Prawie wszystkich zatrzymujemy za przekroczenie prędkości. Zazwyczaj sporo przekraczają prędkość, więc sporo płacą - wyjaśnia st. sierż. Stefaniuk. - Z nimi też wiążą się ciekawe sytuacje. Na przykład dobrze pamiętam Węgra, który miał kolizję na moście koło Turny. Zajeżdżam, zaczynam z nim rozmawiać, z tu nic - ni w ząb gadka nie idzie. Mówię mu, żeby dał mi swoje prawo jazdy, a on nic. No to pokazuję mu swoje prawo jazdy, żeby skojarzył o co chodzi, a on próbuje zabrać moje prawo jazdy. Ciężko było, ale jakoś załatwiłem tę kolizję. Dogadaliśmy się, tylko potem aż ręce bolały od tego gadania. 500 zł za prędkość Łotysze załatwieni, można więc ruszać dalej. Teraz kierujemy się w stronę Dziadkowic. W okolicy stacji paliw "Orlen" na nasłuchu CB słychać: "ford mondeo leci w stronę Bielska, uważajcie". Jedziemy dalej. Mijamy Klin Połosy, Leszczkę. Na tym odcinku ruch też niewielki. Dojeżdżamy do Wiercienia Dużego. Na prostej przed Wiercieniem wyprzedza nas czerwona mazda na łosickich numerach. Wideorejestrator wskazał, że kierowca mazdy jechał 142 km/h w miejscu, gdzie obowiązuje ograniczenie prędkości do 90. Przekroczenie prędkości o taką wartość to 500 zł mandat oraz 10 pkt. karnych. St. sierż. Stefaniuk z daleka widział w lusterku tę mazdę. Teraz włącza sygnały świetlne i bez trudu w kilka sekund dogania mazdę. Znowu przez moment można było odczuć wciskanie w fotel. Kierowca mazdy zatrzymuje się na zakręcie naprzeciwko wjazdu do Wiercienia. St. sierż. Stefaniuk nakazuje mu, aby podjechał dalej i tam się zatrzymał, bo to miejsce nie jest zbyt bezpieczne do załatwiania tej sprawy. Kierowca posłusznie rusza i zatrzymuje się na wskazanym miejscu. St. sierż. Stefaniuk podchodzi do niego i wyjaśnia przyczynę zatrzymania. - Za to wykroczenie nakładam na pana mandat karny w wysokości 500 zł oraz 10 punktów karnych. Przysługuje panu odmowa przyjęcia mandatu, wówczas sporządzę odpowiedni wniosek oraz skieruję sprawę do sądu grodzkiego. Czy przyjmuje pan mandat? Czy chce pan obejrzeć zapis na wideorejestratorze? - pyta policjant. - Nie chcę. Wiem, ile jechałem. Przyjmuję mandat - odpowiada kierowca. Kierujący zostaje w swoim aucie, a policjant i strażnik wracają do mondeo wypisać mandat. Jednocześnie, już w aucie, funkcjonariusz SG sprawdza, czy zatrzymany kierowca nie jest osobą poszukiwaną i czy ma na koncie jakieś punkty. Podaje więc przez radio dyżurnemu dane z dowodu osobistego. Okazuje się, że kierowca konto ma czyste. Nie jest poszukiwany. Za chwilę odjeżdża. Na zapłacenie mandatu ma 7 dni. Wniosek do sądu Nadal jesteśmy na "dziewiętnastce" w północnej części powiatu. Jedziemy w okolice Żurobic, po czym zawracamy. Ruch jakby większy, ale nadal mało ciężarówek, więc pewnie koło Weski nadal stoi Służba Celna. W CB słychać, że nieoznakowane mondeo jedzie w stronę Siemiatycz. Dlatego koło baru "Oczko" zawracamy i jedziemy z powrotem w stronę Dziadkowic. Na długim prostym odcinku przed Wiercieniem jest spory ruch. Na zakręcie koło Wiercienia st. sierż. Stefaniuk zauważa, że próbuje nas wyprzedzać mercedes. Nie wyprzedza jednak. Policjant zwalnia, otwiera szybę i lizakiem nakazuje kierowcy zatrzymanie się. Zatrzymujemy się dalej, poza zakrętem. Policjant podchodzi do kierowcy i wyjaśnia, dlaczego go zatrzymał. - Spowodował pan zagrożenie w ruchu drogowym, nie upewniając się, czy może wyprzedzać - mówi st. sierż. Stefaniuk. Za to wykroczenie taryfikator przewiduje 250 zł mandat. - Ale panowie, myślałem, że to skończy się pouczeniem, że podejdziecie po ludzku. Dużego przestępstwa nie popełniłem. Nie przekroczyłem całym samochodem osi jezdni - próbuje tłumaczyć się kierowca. W CB słychać: "mondeo haltuje mercedesa, uwaga!". Kierowca mercedesa odmawia przyjęcia mandatu. Policjant wypisuje więc dokumenty, które będą podstawą przy sprawie sądowej. To sąd teraz rozstrzygnie, kto miał rację. - Będzie pan jeszcze przez nas przesłuchany w tej sprawie i złoży wyjaśnienia. Ale skoro pan się spieszy, to zrobimy to na komendzie w terminie późniejszym. Dostanie pan wezwanie - wyjaśnia policjant. - Poproszę jeszcze pana nazwisko - zastrzega kierowca. Mobil na przystanku Wracamy do Siemiatycz. Znowu w okolicy Wiercienia, lecz tym razem od strony Żurobic, wyprzedza nas zielona vectra na białostockich numerach. Urządzenie rejestrujące prędkość wskazało 135 km/h. O wiele za dużo. Na aucie znajduje się wysoka antena radia CB. Czyżby kierowca zignorował sygnały od innych uczestników ruchu o policyjnym mondeo? A może ma wyłączone radio? - To efekt tego, że często zmieniamy trasę. Kierowcy często są zdezorientowani, gdzie faktycznie jesteśmy - mówi st. sierż. Stefaniuk. Policjant włącza "syrenę" i przyspiesza. Kierowca vectry orientuje się. Zjeżdża do zatoczki autobusowej. Po chwili przyjmuje mandat – 300 zł. Do tego dochodzi 6 pkt. karnych. Tak, jak poprzednicy, nie chce oglądać zapisu wideo. Policjant i strażnik wracają do auta wypisać mandat. Na CB słychać: "uwaga, na sto czterdziestym szóstym mondeo trzyma mobila na przystanku". Trzeba wyjaśnić, że 146 oznacza numer na jednym z pobliskich słupków znajdujących się na poboczu, a mobil to, w żargonie używających CB, samochód. "Ruszyło z przystanku?" - pyta inny kierowca. "Nie, jeszcze trzyma tego samego mobila" - pada odpowiedź. Policjant kończy wypisywanie mandatu. W CB dyskusja w toku: "Faktycznie, jeszcze stoi na przystanku, ma przyciemniane szyby". Policjant i strażnik parskają śmiechem. - A może kuloodporne - dodaje nie mogąc powstrzymać śmiechu st. sierż. Stefaniuk. W Słochach też za szybko Kierujemy się do Siemiatycz. W okolicy Leszczki wyprzedza nas biały ford focus na warszawskich numerach, oklejony jakimiś napisami. Pewnie akwizytor. Kierujący przekroczył prędkość nieznacznie. Przyspieszamy i za chwilę zbliżamy się do focusa. Kierowca spostrzegł, że mondeo błyskawicznie zbliżyło się do niego i być może skojarzył, że nie ma żartów, bo zwolnił. Do Siemiatycz jechał już z dozwoloną prędkością. - Nie chodzi o to, żeby karać. Trzeba jakoś oddziaływać na poczynania kierowców. Jeśli przekroczenie prędkości nie jest znaczne, to wtedy albo nie jedziemy za takim samochodem, albo pokażemy się kierowcy i jeśli zwolni, to oznacza, że nasze oddziaływanie przynosi efekty - wyjaśnia st. sierż. Stefaniuk. Przejeżdżamy przez Siemiatycze i jedziemy w stronę Słoch Annopolskich. "Jak dróżka na Drohiczyn?" - słychać w CB. Nikt nie odpowiada. Przejeżdżamy przez Słochy. Za wsią zawracamy i kierujemy się w stronę Siemiatycz. W tym samym czasie mija nas skoda fabia ze znaczną prędkością. St. sierż. Stefaniuk przyspiesza. Za kilka sekund dogania skodę. Widerejestrator pokazuje, że kierowca jechał przez Słochy prawie 100 km/h. Ponownie do zatrzymania trzeba użyć sygnałów dźwiękowych i świetlnych. Skoda posłusznie zjeżdża na bok. Podczas rozmowy kierowca próbuje tłumaczyć się, ale zdaje sobie sprawę ze znacznego przekroczenia prędkości. Dostaje mandat w wysokości 200 zł i 6 pkt. karnych. Policjant wypisuje mandat. Dyżurny komendy przez radio podaje, że kierowca nie jest poszukiwany oraz nie ma na koncie punktów karnych. Ale okazuje się, że jego samochód nie posiada ważnych badań technicznych. W związku z tym dowód rejestracyjny zostanie zatrzymany. Kierowca będzie musiał zrobić przegląd, wtedy go odzyska. St. sierż. Stefaniuk wyjaśnia kierowcy, jak odzyskać dowód. W tym czasie z okolicznych domów wyszło kilka osób, by zobaczyć co dzieje się na drodze. Wracamy do Siemiatycz, a ludzie ci zostają na chodniku. Pewnie przez jakiś czas będą wnikliwie analizować zdarzenie, którego byli świadkami. Na tym kończymy relacje z patrolu po drogach krajowych naszego powiatu. Podczas ok. 3 godzin patrolujący krajową "dziewiętnastkę" zatrzymali 5 samochodów za znaczne przekroczenie prędkości i zarobili dla budżetu państwa ponad 1.000 zł. Z st. sierż. Mirosławem Stefaniukiem z drogówki oraz sierż. Jarosławem Jaroszukiem ze Straży Granicznej w Mielniku we wspólnym patrolu jeździł Cezary Klimaszewski, Tygodnik Głos Siemiatycz, fot. CK
Komentarze