Z tabliczki wynika, że pochowane są tam dwie żydowskie rodziny - Monczerów i Cukiertów, które zostały rozstrzelane w tym miejscu w 1943 r. przez hitlerowców. Pan Jan Kożuchowski, jeden z najstarszych mieszkańców Moszczony Królewskiej, może już jako jedyny, zna miejsca zbiorowych mogił pochodzących z okresu II wojny światowej.
Toczka "Toczka" to lokalny punkt oporu, często umocnienie budowane z drewna. Według opowieści pana Jana w okolicy Moszczony Królewskiej znajdowały się trzy takie "toczki". Jedna zaś skrywała smutną historię wojenną. "Toczka", o której opowiada nasz rozmówca znajduje się około 200 metrów od drogi prowadzącej z Moszczony K. do Szerszeń. Pan Jan Kożuchowski mówi: - Z tego co wiem, to koło tej największej "Toczki" podczas wojny zostało pochowanych 16 żołnierzy. Sowietów. Niemcy ich pobili w okolicy. Żołnierze ich połapali i wykonali na nich wyrok. Potem inni Sowieci przyszli i pochowali tych pobitych. A już po wojnie, kiedy przeprowadzano ekshumacje, te szczątki odkopano i powieziono do Rosji. Ludzie mówili wtedy, że ci zabici to byli sami oficerowie. Pamiętam tamte czasy. Wtedy akurat wróciłem do Moszczony. Nie można było podchodzić blisko do tego miejsca, gdzie Sowieci prowadzili ekshumacje. Dziś już nie da się wyodrębnić tego miejsca wśród leśnych równin i dołów.
Jama koło drogi na Końskie Góry Druga historia i druga zbiorowa mogiła znajdowała się nieco dalej od Moszczony Królewskiej, przy drodze prowadzącej do Końskich Gór. Pan Jan mówi: - To był zbiorowy grób żołnierzy, też sowieckich - duża jama pomiędzy polami, do której zwozili zabitych z całej okolicy. Niemców, jak gdzieś leżeli, Sowieci nie brali, tylko swoich. Nie wiem, ile ciał tam zostało wrzuconych, ale na pewno dużo. Widziałem tę jamę. Potem Sowieci wyrównali ziemię tak, że znaku nie było widać. Po wojnie podobno część tych żołnierzy ekshumowano. Ludzie mówili też, że mimo wszystko część tych szczątków została, tak więc i zbiorowa mogiła została. Pan Jan, wspominając wojenne czasy, zdobywa się na refleksję: - Ludzie mówią teraz, że płacz i lament jak ktoś młody umrze. A wtedy - za wojny jak było? Nikt nie lamentował, jak młodzi ludzie do grobu szli.
Mogiła żydowska Najbardziej wzruszająca jest trzecia historia. Jej dzisiejsze ślady to mogiła znajdująca się wśród drzew, niedaleko "toczki" z pierwszej opowieści. Mogiła jest tam od 1943 r. Pan Kożuchowski mówi: - W jednym z bunkrów w lesie, opuszczonych przez Sowietów, schronili się Żydzi. To była cała rodzina - ojciec, matka i kilkoro dzieci. Jakoś Niemcy dowiedzieli się o tych Żydach. Była wtedy zima. Niemcy przyszli pod bunkier z Radziwiłłówki, bo tam była ich żandarmeria, ubrani na biało, i kazali wszystkim wychodzić z bunkra. Ludzie potem mówili, że dwie osoby nie wyszły z bunkra. Ci, co wyszli, to od razu zostali rozstrzelani, nawet małe dzieci. Ci, co nie wyszli, to zostali wyciągnięci i też zastrzeleni.
Rodzina ta pochodziła z Siemiatycz Stacji. Jan Kożuchowski: - Ludzie zaraz pochowali Żydów. Ale ta rodzina miała jeszcze jednego syna, dorosłego, który w tym czasie był w wojsku sowieckim w Rosji. Jak dotarła do niego wieść o śmierci rodziny, to starał się on jak najszybciej dostać w rodzinne strony. Jak przyjechał, od razu odnalazł miejsce, gdzie wszystkich pochowano i ogrodził je. Jakiś czas był w tych stronach, potem już częściej przebywał w Rosji, ale od czasu do czasu przyjeżdżał tutaj. Szanował mogiłę rodzinną. Prosił nawet mieszkańców Moszczony o nadzór nad tym miejscem oraz nauczycieli, żeby dzieciom przypominali o tym miejscu i opiekowali się grobem.
Z tabliczki, która znajduje się na mogile wynika, że pochowane są tam dwie rodziny Monczerów i Cukiertów, które zostały rozstrzelane w tym miejscu w 1943 r. przez hitlerowców. Z Monczerów zginęli: Moszko, Szejna, Malus oraz jeszcze jedna osoba, której imię jest już nieczytelne, zaś z Cukiertów: Szymon, Tema i Mina. Blaszana tabliczka pochodzi prawdopodobnie z czasów powojennych, gdyż, według opowieści pana Jana, syn pochowanych tutaj rodziców przez lata opiekował się mogiłą. Pan Jan niestety nie pamięta imienia tego mężczyzny, nie wie, czy jeszcze on żyje. Ale historia przetrwała do dziś.
Cezary Klimaszewski, Tygodnik Głos Siemiatycz, fot. CK
Komentarze