Grupa mieszkańców Mielnika zażarcie broniła swojej rzeki. Nad rzecznym przekopem stanęli murem i zablokowali drogę koparce, która pojawiła się, by go zasypać.
O stanie Bugu i katastrofie ekologicznej pisaliśmy w poprzednich numerach. Dziś ciąg dalszy i kolejna odsłona. Tym razem z nieco innej strony. Bijący od rzeki fetor, spowodowany rzekomo naturalnym procesem gnilnym w rzece i brakiem tlenu, miejscami jest już lżejszy, choć nadal się utrzymuje mimo upływu czasu. W dalszym ciągu są takie odcinki rzeki, gdzie jak twierdzą mieszkańcy zrywa na wymioty i nie da się normalnie oddychać. Taki stan utrzymuje się m.in. na ponadkilometrowym odcinku starorzecza, które swego czasu zostało odcięte od rzeki. Teraz woda, która stoi w starorzeczu i rozkładające się tam śnięte ryby powodują niemożliwy do zniesienia fetor. Widok brunatnej wody, gęsto pokrytej rzęsą i rzecznym szlamem – co najmniej przykry, zapach obrzydliwy. Ale mieszkańcy znaleźli prosty, chciałoby się nawet powiedzieć banalny sposób, na to, by tę sytuację przynajmniej częściowo naprawić. Niestety, jak pokazały ostatnie wydarzenia, znowu mają z tego powodu tylko same problemy. - Nie potrzeba tu wielkiej filozofii ani żadnego prawa. Przecież to jest logiczne. Jak skiśnie nam woda w przydomowym oczku wodnym, to co trzeba zrobić? Dolać świeżej. Tak samo i tutaj, trzeba po prostu umożliwić ruch tej wody, niech ona nie stoi w miejscu i nie kiśnie. Trzeba przywrócić stan pierwotny tego miejsca. Tym bardziej, że nas to nic nie kosztuje. Wystarczy zrobić przekop – tłumaczyli zebrani nad rzeką, zbulwersowani całą sytuacją, mieszkający najbliżej tego miejsca mielniczanie. Najpierw tak, a potem nie Jak mówi Marek Mirowski, jeden z członków mielnickiego koła PZW, początkowo było odgórne pozwolenie na zrobienie tego wykopu i przywrócenie ruchu wody w tym miejscu. Dyrektor biura PZW w Białymstoku powiedział, że należy natychmiast higienicznie oczyścić ten odcinek starorzecza, co Mirowski, wspólnie z grupą mieszkańców uczynił. Sprowadzono odpowiedni sprzęt i wykopano rów, umożliwiając tym samym przepływ wody. Szybko jednak, w ciągu zaledwie dwóch dni, okazało się, że uczyniono to rzekomo niezgodnie z wszelkim prawem i ten sam dyrektor, który wcześniej wydał decyzję o oczyszczeniu, teraz nakazał zakopanie przepływu. Zrobił to, bo jak mówią zebrani nad rzeką ktoś doniósł o sprawie odpowiednim władzom, a strach przed konsekwencjami był silniejszy. Ludzie kontra maszyny Mirowski, chcąc nie chcąc, sprowadził znowu sprzęt, by zakopać przepływ, ale tym razem niestety mieszkańcy nie byli już tak zgodni. Stanęli murem nad rowem i zablokowali drogę koparce, która miała go usunąć. - Całe życie tu mieszkam i odkąd pamiętam zawsze był w tym miejscu przepływ. Oni bezprawnie go kiedyś zakopali, nie pytając nikogo o zdanie. Teraz nie da się tu wytrzymać. Każdego dnia jest taki smród, że zrywa człowieka na wymioty, o wietrzeniu mieszkań nie ma mowy. Przyjechała córka z zięciem na urlop i po dwóch dniach mówią, że chcą wracać z powrotem, bo tutaj nie ma życia przez ten smród. Teraz, kiedy udało się przywrócić ten przekop, chcą nam znowu zatruć życie? O nie! Nie pozwolimy na to – krzyczała zbulwersowana mieszkanka Mielnika. - Jak my mamy tu żyć? Jak mieszkać, jak chodzić na spacery, jak wyjść na podwórko, na huśtawkę dziecko posadzić, jak grilować? Kiedyś plaża i czysta woda - Pierwotny stan był taki, że istniał ten przepływ. Była piękna woda, piękny piasek, plaża. Kąpano się tu, było widać dno, raki, a kobiety przez lata prały tu czasem bieliznę – opowiada jeden ze starszych mieszkańców Mielnika. - A teraz to jest jedno wielkie szambo, bo ryba, która opadła na dno już się rozkłada. Jest gnój, łabędzie uciekły, żadnego ptactwa. Ten przepływ tu jest konieczny, by można było dalej normalnie żyć. Mirowski twierdzi, że opinii w tej sprawie zasięgnął w Ministerstwie Środowiska. Powiedziano tam, że nie potrzebna jest na to żadna dokumentacja. Wystarczy na podstawie opisu świadków, którzy pamiętają, jak wyglądało to miejsce kiedyś, odtworzyć je. Więc to uczyniono. Może jeszcze nie jest to dokładnie to samo, co było kiedyś, ale najważniejsze, że jest ruch wody. Władze utrudniają - Pojawił się tutaj pan Walendziuk (inspektor ds. obronnych Urzedu Gminy Mielnik) z panem Wołosińskim z nadzoru wodnego i zabronili nam cokolwiek robić. Zarzucono nam, że przywracając ten wykop naruszyliśmy ekosystem, że zapłacimy ogromne kary, że żaby stąd wypłoszyliśmy – opowiadali jeden przez drugiego oburzeni mieszkańcy. - Więc donieśli gdzie potrzeba i stąd teraz nakaz zakopania tego przepływu. Ale my nie pozwolimy. Te żaby tu odżyły dopiero jak zrobiliśmy ten przekop. - Naruszyliśmy ekosystem? A oni wyrzucając gruz z chodników całego Mielnika w Trojanie to nie naruszyli ekosystemu?! – ripostowała bardzo młoda mielniczanka. Mieszkańcy mówią, że wcale im nie zależy na tym, by istniał rów: - My chcemy tutaj przynajmniej położyć dwie dobre rury i zasypać je. Nic więcej. Wtedy grobla może sobie dalej być, niech sobie chodzą ludzie dalej na tę wyspę. Tylko niech będzie przepływ i ruch wody. Nie chcemy złotówki od nikogo, zrobimy to sami, bez niczyjej pomocy, tak samo jak zrobiliśmy to. PZW znajdzie pieniądze. Mamy środki, mamy poparcie społeczeństwa, tylko nie mamy poparcia władzy – dodajmy chorej władzy, która nic nie rozumie i nic sobie z tego nie robi. Robimy to społecznie i nie mamy z tego nic, poza nawałem piętrzących się z chwili na chwilę kłopotów i utrudnień.
Zebrani nie kryli złości i żalu do lokalnych władz, twierdząc, że te problemy rozwiązują zza biurka. - Człowiek z gminy na ładnie nazywającym się stanowisku – do spraw obrony cywilnej powinien być tu, nad rzeką, a nie za biurkiem. Pana wójta zaprosiliśmy na to dzisiejsze zajście i co? Nie ma go. Co to za gospodarz? Powiedział, że to nie jego rzeka i nie jego problem. A gdzie u licha jest wójtem? Na Białorusi? Nie jego rzeka, ale sam reklamuje siebie na tle Bugu! Ciekawe, czy choć raz przeszedł się wzdłuż rzeki i zobaczył jak to wygląda. Może gdyby tu pobył, pomieszkał, pooddychał tym powietrzem, to wtedy by zrozumiał. Urlop tu powinien spędzić. Jedna z najbogatszych gmin i co? Gdzie to bogactwo widać? Nawet łódkę strażakom do wyławiania ryb musiał pożyczyć od prywatnych osób. Wstyd! – nie ukrywali emocji broniący rzeki.
Sceny tego zajścia chwilami przypominały film sensacyjny, który pokazuje jak zdeterminowani ludzie bronią tego, z czym się utożsamiają. Finał spotkania był taki, że poirytowany operator koparki nie mógł czekać w nieskończoność i tłumaczyć, że musi zrobić to, po co przyjechał. Wobec nieustępliwych mieszkańców, kobiet, mężczyzn z dziećmi na plecach, młodzieży, którzy solidarnie bronili dostępu, zawrócił i odjechał. Ciekawi jesteśmy, jaki będzie finał tej sprawy. Do tych, od których coś zależy apelujemy o rozsądek. Bo ruch wody w tym miejscu to chyba nic złego, a naprawdę może poprawić tym ludziom życie nad Bugiem.
Komentarze