4 sierpnia, w telewizji TVN24, w magazynie „Prosto z Polski” wyemitowano program na żywo, nadawany z Mielnika.
Rzadko w nasze okolice zagląda telewizja o ogólnopolskim zasięgu, a jeszcze rzadziej zdarzają się na naszym terenie programy na żywo. Dlatego kiedy już się to zdarzy, uważamy za stosowne poinformować naszych Czytelników o tym, nawet wtedy, kiedy jest już po fakcie. Na łamach naszego tygodnika pisaliśmy niedawno o tym, jak zdesperowani mieszkańcy Mielnika bronili swojej rzeki. Stanęli murem nad rzecznym przekopem, który zrobiono po to, by umożliwić ruch wody w starorzeczu, i zablokowali drogę koparce, mającej zasypać, zdaniem niektórych, nielegalnie i wbrew wszelkiemu prawu wykonany przepływ. Wtedy mieszkańcy postawili na swoim, ale ci, którzy ponosili odpowiedzialność za wykonanie tego przepływu, zostali pod groźbą różnych sankcji zobligowani do jego natychmiastowego zakopania i niestety, kilka dni później zrobili to. Woda w starorzeczu znowu stoi i kiśnie, powodując nadal wyczuwalny fetor. Pertraktacje z wójtem Sprawą zainteresował się jeden z dziennikarzy białostockiego oddziału TVN24, Adam Krajewski, który w poniedziałek, 4 sierpnia, wraz z ekipą zjawił się w Mielniku i z owego spornego miejsca nad Bugiem zrealizował program na żywo. Nad rzeką zebrali się zainteresowani sprawą mieszkańcy Mielnika. Zaproszenie do programu przyjął też przedstawiciel Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej, Tadeusz Wołosiński. Niestety, do udziału w programie nie udało się przekonać wójta gminy. Jak powiedział nam dziennikarz TVN24, Adam Krajewski, blisko dwie godziny trwało przekonywanie władzy, by zechciała zabrać głos w sprawie. Nawet jeśli nie sam wójt, to przynajmniej jakiś pracownik urzędu gminy, który mógłby choć krótko powiedzieć o stanowisku zajmowanym przez urząd. Jak twierdził Krajewski, wójt powiedział, że wszyscy pracownicy gminy mają zakaz udzielania informacji wszelkim mediom, natomiast on sam nie widzi powodu, dla którego miałby być stroną w tej sprawie. - Wójt utrzymywał, że sprawa rzeki nie leży w jego kompetencjach, tylko RZGW. Próbowałem go przekonać, że może przecież wystąpić jako strona poszkodowana przez ostatnią przyduchę. Stanąć i powiedzieć, że gmina na tym straciła turystycznie, a śmierdząca woda w tym starorzeczu także gminie nie pomaga i choć chciałby to zmienić, to nie może, bo nie pozwala mu na to prawo. Ale i na to wójt nie poszedł. Główne tłumaczenie – nie jest to w jego kompetencjach i to nie jego sprawa – opowiadał o pertraktacjach z wójtem Wichowskim dziennikarz TVN24. 30 lat temu Zgromadzeni nad Bugiem mieszkańcy Mielnika pokazali, że mimo upływu czasu, emocje wcale nie opadły. Nadal są zbulwersowani tym, że nikt o nich nie dba i nie wykazuje najmniejszego zrozumienia dla ich stanowiska. W trakcie programu powrócono do lat 70-tych minionego wieku. Starsi mieszkańcy pokazywali zdjęcia, które przedstawiały wygląd tego miejsca wówczas. Przypominało prawdziwą plażę i kąpielisko, czego niestety do dziś w Mielniku wskazać nie można. Najwięcej emocji wzbudziła wypowiedź Tadeusza Wołosińskiego. Ale tak to już bywa, kiedy wszyscy są przeciwko jednemu. Przedstawiciel RZGW wrócił również do czasów minionych, tłumacząc, dlaczego kiedyś, dokładnie na początku lat 80-tych, to miejsce musiało zmienić swój wygląd. Przekopanie brzegu rzeki w tym miejscu było jego zdaniem konieczne, ponieważ woda w czasie wiosennych roztopów wiele razy podtapiała okoliczne tereny i podchodziła bardzo blisko domostw. Gdyby nie ówczesna przebudowa linii brzegowej rzeki, dziś Bug prawdopodobnie płynąłby tuż przy ulicy Brzeskiej. A nie trzeba tłumaczyć, czym mogłoby to grozić. Samowolka Wołosiński powiedział, że zrobienie przekopu jest zwykłą samowolką. Jego zdaniem bowiem, żeby móc w jakikolwiek sposób ingerować w stan rzeki, trzeba dysponować odpowiednimi pozwoleniami wodnoprawnymi. W grę wchodzą także kwestie ochrony środowiska, ponieważ teren objęty jest programem „Natura 2000”. Dlatego nie można robić niczego na własną rękę. - Trzeba pisać, starać się o pozwolenie. Żeby się o nie starać, trzeba zrobić dokumentacje, wystąpić o opinię do RZGW, a pozwolenia wodnoprawne wydaje starostwo powiatowe – powiedział w trakcie emisji programu Wołosiński. Prowadzący program wspomniał również o rozwiązaniu, które zaproponowali mieszkańcy. Twierdzą, że niepotrzebny im jest ten przekop. Wystarczyłby mały drenaż – zakopana rura, która umożliwiałaby przepływ wody między starorzeczem a rzeką. Na antenie mieszkańcy potwierdzili ten pomysł i zadeklarowali nawet jego finansowanie. Dla przedstawiciela RZGW i to nie było argumentem. Anonim Podając kontrargument, Wołosiński odczytał anonimowy list, który wpłynął do RZGW. List podpisany „mieszkańcy Mielnika (starsi)”. W treści listu znajdowały się nazwiska osób, które pamiętają stan rzeki sprzed 30 lat. Autorzy listu wyrażali sprzeciw wobec tego, co się dzieje w spornym miejscu (w miejscu przekopu) i podzielali zdanie co do konieczności jego zasypania. W liście padły również ostre słowa pod adresem „pseudowędkarzy”. Nazwani zostali „debilami”. Anonimowy list wzbudził wśród zebranych śmiech. Sugerowano, że autorem jest może sam czytający ten list. Jednego z walczących o przekop list rozzłościł wyjątkowo mocno, bowiem znajdowało się w nim jego nazwisko jako osoby, w rodzinie której pamiętają o konieczności utrzymania takiego stanu rzeki, jaki jest obecnie, czyli bez przepływu. Reprymenda Program niczego nie rozwiązał, ale być może był kolejnym krokiem zmierzającym do jakiegoś wyjaśnienia tej spornej kwestii. Na pewno nadal dziwi upór władzy gminnej, która unika problemu, twierdząc, że to nie leży w zakresie jej kompetencji. Tylko przecież nie o kompetencje tu chodzi. Chodzi o to, by mieszkańcy w walce o swoje nie byli sami. To nie „wymysł” jednego człowieka, ale kilkudziesięcioosobowej grupy mielniczan, którzy niestety, po tak długim braku jakiegokolwiek wsparcia i reakcji, nie są dziś w stanie powiedzieć o wójcie gminy dobrego słowa. Małe ostrze krytyki pozwolę sobie również skierować w stronę niektórych mieszkańców, biorących udział w programie. Rozumiemy, że emocje wzięły górę, ale pewne zachowania trudno usprawiedliwić. Przerywanie czy zagłuszanie śmiechem i krzykiem wypowiedzi innych było niezbyt kulturalne. Wiadomo, że stanowisko przeciwne budzi negatywne emocje, ale może warto byłoby docenić fakt, że stojący po przeciwnej stronie barykady jako jedyny przyjął zaproszenie do programu? Odważył się powiedzieć głośno o stanowisku reprezentowanej przez siebie jednostki, w przeciwieństwie do władz gminy. Nie jest łatwo jednej osobie zmierzyć się z tłumem, ale może właśnie takie próby warto docenić.
Komentarze