Reklama

Mielnik - Powracający temat

06/10/2014 19:17

Ponownie, na mielnickie forum powrócił temat służbowego mieszkania jednej z nauczycielek miejscowego zespołu szkół, Haliny Arbaczewskiej. Wielokrotnie pisaliśmy o problemie, więc pokrótce przypomnijmy. Pani Halina mieszka w dwupokojowym mieszkaniu w szkole w Mielniku. Już w 2012 roku wójt Adam Tobota wypowiedział jej umowę najmu mieszkania, tłumacząc się koniecznością "przywrócenia stanu poprzedniego" - cokolwiek miał na myśli.

Państwo Arbaczewscy mieliby przeprowadzić się do Tokar. Po interwencjach radnych, ówczesnego przewodniczącego Zduniewicza, poniekąd w zamian za poparcie pomysłu budowy Parku Trylogia, wójt decyzję wstrzymał.

Reklama

Teraz sprawa powróciła. Oficjalnym powodem jest konieczność dostosowania pomieszczeń zajmowanych przez panią Arbaczewską na potrzeby uczniów, ze względu na obecność w szkole przedszkolaków, którym spaliło się przedszkole. Tematem służbowego mieszkania nauczycielki zajmowano się na ostatniej sesji rady gminy Mielnik. Do rady wpłynęła bowiem skarga - na wójta i dyrektorkę szkoły.

Na sesji obecna była prezes siemiatyckiego ZNP Małgorzata Godebska, która wystąpiła w obronie pani Arbaczewskiej: - Dwa lata temu, po konsultacji z prawnikiem, wystosowaliśmy pismo do wójta, w którym wyraziliśmy w imieniu związku poparcie dla pani Haliny. Podobnie jest teraz. Poprzednim razem sprawa została oddalona, pani Halina została w swoim mieszkaniu. Teraz pan wójt jako przyczynę wypowiedzenia mieszkania podaje spalone przedszkole i konieczność adaptowania mieszkania na potrzeby szkoły. Ok, to jest zrozumiałe. Ale jest też ustawa, która mówi, że każdemu nauczycielowi pracującemu na terenie wiejskim przysługuje mieszkanie. Wykładnia tych przepisów mówi, że nauczyciel nie może być pozbawiony tego mieszkania, ani przez dyrektora, ani przez gminę, tym samym wójt nie może ograniczyć pani Halinie prawa do tego mieszkania. Rozumiem argumenty, które przedstawił wójt, że są potrzebne pomieszczenia, ale też wielokrotnie spotykając się z wójtem słyszałam, jak pan bardzo często przedstawiał spadek liczebności dzieci w szkołach. Czy jeżeli liczebność dzieci o połowę spadła, to obecne sale szkolne nie wchłoną tych przedszkolaków, czy koniecznie potrzebne są dwa pokoje i kuchnia pani Arbaczewskiej?

Reklama

Sprawą przed sesją zajmowała się komisja rewizyjna, uznała skargę za zasadną. W uzasadnieniu radna Maria Boguszewska mówiła o wizji lokalnej w Tokarach, w proponowanym mieszkaniu. Sprawdzono też stan pomieszczeń szkolnych, komisja wysłuchała wyjaśnień dyrektorki i wójta. Radna Boguszewska podkreśliła, że radni jednogłośnie podjęli decyzję o budowie nowego budynku przedszkola, tym samym nie ma konieczności dostosowywania specjalnego szkoły, tym bardziej, że nie ma żadnej dokumentacji na temat ewentualnych remontów. Komisja stwierdziła, że brak jest podstaw do wypowiedzenia mieszkania.

Wójt Tobota odpowiadając na zarzuty prezes Godebskiej powiedział, że rzeczywiście zgodnie z prawdą na gminie spoczywa obowiązek zabezpieczenie lokalu dla nauczycieli: - Gmina ma obowiązek zabezpieczyć mieszkanie na terenie gminy. Nie jest tam nigdzie powiedziane, że ma to być mieszkanie w Niemirowie, ani w Tokarach, ani w Mielniku, ani w Moszczonie. Druga sprawa to wypowiadamy pani mieszkanie, ale dajemy drugie w zamian, o takim samym prawie standardzie. Nie łamiemy prawa. Musimy poprawić, na okres tych dwóch lat, zanim wybudujemy przedszkole, warunki nauki dla dzieci i tu nie chodzi o dwie klasy. Chodzi również o to, że sanepid nakazał nam remont, kuchnię musimy poszerzyć, dostosować do sanitarnych wymogów, których ona nie spełnia. Nikt nas z tego nie zwolnił. Owszem, stan liczbowy dzieci się zmniejszył, ale czy klasa liczyła 25-30 dzieci, czy jak dziś liczy 15-17, to i tak ta klasa musi mieć pomieszczenie. Naprawdę długo się zastanawiałem, próbowałem podjąć rozmowy z państwem Arbaczewskimi. Mam świadomość, że ta decyzja będzie rozwleczona w czasie, że będzie się działo co teraz się dzieje. Ale niestety. Remonty chcemy zrobić w ferie, kiedy dzieci będą na wolnym. Dodam jeszcze, że mamy 5 innych nauczycieli, którzy dojeżdżają, pokonują przestrzeń i nie żądają mieszkania, a mieszkają i w Tokarach i w Wilanowie. Mam pytania do pani Haliny. Jeśli zaproponujemy państwu mieszkanie w Mielnku inne, czy pani się zgodzi na wyprowadzkę?

Reklama

- Nie - to odpowiedź pani Haliny, która w emocjonalny sposób przedstawiła swoje racje. - Od ponad 30 lat mieszkam w tym mieszkaniu, regularnie płacę, ponoszę koszty drobnych remontów. Uważam, że decyzja o wypowiedzeniu mi mieszkania to zemsta i część szykanowania mnie. Kiedy za pierwszym razem wypowiedziano mi mieszkanie, w tym samym czasie wyłożono ponad 50 tys. na remont mieszkania dla pani Turosieńskiej, na posterunku też remontowano mieszkanie, a ja po prostu miałam wyjść z mieszkania. Pan wójt nie uznaje związków zawodowych, a ja zostałam przewodniczącą ogniska ZNP w Mielniku. Moją rolą jest dbanie o pracowników, a walczyłam o zwolnioną niesłusznie z pracy panią Zieniuk. Były donosy na mnie do ZNP, były rozmowy jak mnie zwolnić, były próby wymuszenia wcześniejszej emerytury. Po zakończeniu roku dostałam życzenia, w formie wypowiedzenia mieszkania. A ja jeszcze myślałam, że wójt może przed wyborami specjalnie podziękować chce, że może remont mi jakiś zrobić, przeprosić czy coś. Dostałam wypowiedzenie zamiast czekoladek. Teraz jeszcze w szkole hasło do uczniów "szukajcie sobie miejsca na sklepik". To może od razu powiedzcie, że "mieszkanie Arbaczewskiej na sklepik". Czemu pan się nade mną znęca?! - zakończyła ze łzami w oczach, zwracając się do wójta.

- Tak jak powiedziałem - odpowiadał wójt - jeżeli problemem są Tokary, to jestem gotów zaproponować równie dobre mieszkanie w Mielniku, postaram się znaleźć nawet jakieś blisko szkoły. Ale żebyśmy nie musieli się tłumaczyć z ilości godzin przepracowanych przez dzieci i nauczycieli w piwnicy, przed PIP czy sanepidem.

Reklama

Przewodnicząca rady Alina Hackiewicz Stępień, przed ostatecznym głosowaniem, poprosiła o opinię w sprawie mieszkania w Tokarach. Przewodniczący komisji rewizyjnej, Lucjan Kożuchowski powiedział, że w czasie wizyty komisji na miejscu mieszkanie było brudne:

- Wygląda ogólnie nieźle, ale wszędzie leżały muchy, walała się wata szklana. Mówi pan panie wójcie, że mieszkanie o lepszym standardzie. Tam jest ogrzewanie piecowe, trzeba palić węglem lub drzewem, tu w szkole jest ogrzewanie gazowe, powiem więc, że standard jest niższy, dużo niższy.

Reklama

Przewodnicząca rady wypowiedziała się jako rodzic trójki dzieci uczących się w szkole w Mielniku:

- Często bywam w szkole i uważam, że młodzież nie powinna zbyt długo przebywać w piwnicy. Komisja w swoim raporcie napisała, że nie ma tam wilgoci, ale chciałam zwrócić uwagę, że może akurat jak państwo byliście, to jej nie było, bo jako rodzic uważam, że nie ma tam warunków. Jestem w dylemacie, bo rodzina państwa Arbaczewskich długo tam mieszka, pani Halina wkłada serce w pracę z młodzież, jednak biorąc pod uwagę, że jest możliwość zapewnienia mieszkania i potrzeby szkoły będę głosowała za skargą niezasadną.

Reklama

- A moim zdaniem nieważne czy dzieci uczą się w piwnicy, na piętrze pierwszym czy drugim. To nie znaczy, że jak wyżej się uczą, to lepiej się uczą. Moje dzieci uczyły się w piwnicy i nie narzekały, zresztą 30 lat dzieci się uczyły w piwnicy i było dobrze - dyskusję zakończył radny Leoniuk.

W czasie obrad wspólnych komisji skargę na wójta i dyrektorkę rozdzielono. Dyrektorkę "oczyszczono z zarzutów". W głosowaniu 8 radnych uznało skargę na wójta za zasadną, 5 było przeciwko, jedna osoba się wstrzymała od głosu. W głosowaniu nad winą dyrektorki 12 radnych uznało skargę za niezasadną, 2 wstrzymało się od głosu.

Reklama

Anna Kondraciuk, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot. AK

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama