Datę 5 grudnia 2001 roku pan Krzysztof Molski z kolonii Rogacze, a do niedawna jeszcze - z kolonii wsi Malewszczyzna w gminie Milejczyce, będzie zawsze pamiętał. Wczesnym rankiem tego dnia, w wyniku pożaru stracił dach nad głową. Na szczęście domownikom udało się uratować. O zdarzeniu pisaliśmy w naszym tygodniku. Teraz pan Molski mieszka już w normalnych warunkach. - Najwięcej pomógł pan Antoni Tararuj z białostockiej firmy budowlanej "Jazbud." - mówi pan Krzysztof Molski. - To on był sponsorem i koordynatorem budowy naszego domu. Jak tylko coś trzeba było, a trzeba było dużo, to najczęściej na telefon załatwiliśmy. Dobrze, że wtedy kum zostawił mi swój telefon komórkowy. To dużo pomogło. Ja dzwoniłem i co tylko trzeba było, to pan Antoni działał w moim imieniu.Na chwilę wracamy do tamtej tragicznej chwili. - Wszystko pamiętam - mówi pan Molski - To było piątego grudnia. Tuż przed czwartą nad ranem. Zdążyliśmy tylko pouciekać. Nic nie dało się uratować. Do momentu wybudowania nowego domu rodzina mieszkała "na swoim" - w budynkach gospodarczych i szopie. - Późną wiosną zaczęliśmy pierwsze prace - wspomina pan Krzysztof. - Do czerwca były już wylane fundamenty. Później uzyskałem pozwolenie na rozpoczęcie budowy i powoli już to ruszyło. Część materiałów już miałem, z tej firmy przywieźli. No i przed listopadem byłem już w nowym mieszkaniu. Najwięcej to właśnie ta firma pomogła. Bo cóż ja miałem. Tylko parę złotych na koncie. Bierni nie pozostawali sąsiedzi. Pan Krzysztof wspomina, jak ci z okolicznych domów pomagali przy fundamentach. Ale chwali też i synów. Sporo to my z synami zrobiliśmy. Chłopaki mieli już po 14-15 lat - dodaje. Dom jest ładny. Ciemnożółty kolor wyraźnie kontrastuje z otaczającym polanę lasem. Jest spory. Dwupiętrowy. Wybudowany w miejscu, gdzie stał pierwszy dom, który się spalił. Tylko nad wejściem widnieje spory kawałek okopconej ściany.- Teraz wszystko jest w porządku. Jedyny problem to kotłownia. Trzeba ją przebudować. Co tydzień muszę na komin łazić i wszystko czyścić.
Nadal trudno Po pożarze Molscy zostali bez niczego. Pomoc uzyskali od GOPS, w szkole w Milejczycach przeprowadzono zbiórkę pieniędzy, pomogły też prywatne osoby. W sumie po pożarze z opieki otrzymałem chyba z 800 zł. Tyle było całej zapomogi - mówi pan Molski - Ale z pomocy społecznej częściej dostaję zapomogi. Ostatnio też dostałem. Przecież w domu gromada dzieci. Teraz mam dziesięcioro. Najmłodszy - Kubuś, urodził się już po spaleniu. Najstarsza córka ma 22 lata. Studiuje w Białymstoku. Dobrze, że nam teraz finansowo pomaga. Teraz w domu jest siedmioro. Trzeba ich uczyć. W Gminnym Ośrodku Pomocy Społecznej w Milejczycach dowiedzieliśmy się, że państwo Molscy od dawna korzystają z zasiłków. Ostatnio GOPS opłacił rachunek za prąd. Na bieżąco otrzymują zasiłki okresowe. Po pożarze GOPS pomógł w zaopatrzeniu w odzież, środki czystości, meble. Obecnie nazwa Malewszczyzna już nie funkcjonuje. Jakiś czas temu domy tej niewielkiej, rozrzuconej na kilku kilometrach wsi, powyłączano do kolonii Rogacze.
Cezary Klimaszewski, Tygodnik Głos Siemiatycz, fot. CK
Wybiegli w tym, co mieli na sobie Pożar wybuchł około godziny 4 nad ranem. Dom był drewniany, kryty eternitem. Kiedy domownicy obudzili się, płonął już dach. Na dwór wybiegli w tym, co mieli na sobie. Ogień rozprzestrzeniał się bardzo szybko. Nic się nie dało uratować. Dzieci schroniły się w stodole. Matka pobiegła do najbliższych sąsiadów po pomoc. Pobudziła domowników. Ci z przerażeniem spojrzeli na przestraszoną kobietę. Odblask pożaru przekonał ich o rodzącej się tragedii. Straż pożarną powiadomiono o 4.41. Niewiele udało się ugasić. Prawie cały budynek spłonął. Na widok wystraszonych i zziębniętych dzieci, które nie miały na sobie ciepłej odzieży, strażacy oddawali im swoje kurtki. Tym, które potrzebowały, również buty. Dzieci przewieziono do ZOL - u w Bacikach. Rodzice nie mogli patrzeć na pogorzelisko. Sąsiedzi zabrali ich do siebie. Cały czas łzy, płacz, lament. I to nie tylko ze strony poszkodowanych. Ci, co mieszkali najbliżej i dobrze znali rodzinę, również byli wstrząśnięci rozmiarem tragedii. Zaoferowali każdą pomoc, jaka tylko będzie możliwa z ich strony. Bo ta będzie akurat teraz potrzebna najbardziej.
Komentarze