Kontynuujemy cykl materiałów pod hasłem "Ludzie Cresovii". W tym numerze prezentujemy sylwetkę wieloletniego bramkarza siemiatyckiego klubu - pana Jana Kucy.
- Panie Janku ile lat grał pan w piłkę? - Ponad 20. Zaczynałem w 1972 r. jako trampkarz, potem był wiek juniora, zaraz po tym grałem w seniorach. Zawsze byłem bramkarzem. - Czy pamięta pan debiut w seniorach? - Pamiętam bardzo dobrze. Miałem wtedy 14 lat i grałem jeszcze w trampkarzach. Zadebiutowałem z konieczności, bo z różnych przyczyn nie mógł zagrać żaden z bramkarzy pierwszej drużyny. To był mecz w Siemiatyczach, bodajże z Iskrą Narew. Pamiętam, że ten debiut wiązał się z dużą tremą z mojej strony. Powiem więcej - to była dla mnie istna gehenna. Ale biorąc pod uwagę tremę podczas tego meczu, to można powiedzieć, że dokonałem cudu, bo obroniłem wtedy karnego. W wieku trampkarza i juniora sporadycznie w seniorach wystąpiłem kilka razy. Wtedy w pierwszej drużynie brylowali m.in.: Henryk Kudelski, Jan Kiszczyński, Jan Kobus, Leon Fiedoryszyn. - Jakieś statystyki - np. ilość rozegranych meczów? - Oj, tego nie wiem. Nikt takich rzeczy wtedy nie liczył. Wiem tylko, że w seniorach Cresovii grałem 15 - 16 lat. - Jak pan wspomina tamtą drużynę? - Przez te kilkanaście lat przez zespół przewinęło się kilkadziesiąt osób, tworzących w poszczególnych sezonach ekipy o różnym obliczu i możliwościach, stąd występowaliśmy w różnych klasach rozgrywek. Przez te lata dane było mi występować na boisku obok kilku naprawdę niezłych graczy z Siemiatycz. Przypomnę kilka nazwisk: Dariusz Berski, Ryszard Jabczyk, Marek Jabczyk, Waldemar Janusz, Jerzy Mioduszewski, Bogdan Żero, Mirek Twarowski. - Trenerzy - których wspomina pan najlepiej? - Miałem okazję pracować z kilkoma naprawdę świetnymi trenerami. To przede wszystkim Jan Zduniewicz, który prowadził mnie od trampkarzy do seniorów, następnie Anatol Grygoruk, Józef Szumiel, Ryszard Grall. - Po zakończeniu gry w siemiatyckim klubie przebywał pan za granicą, też próbując swoich sił w piłce. - W latach 80-tych, podczas rocznego pobytu w Kanadzie, grałem w Polonii Windsor. Oczywiście występy na boisku nie były traktowane priorytetowo, lecz jako rozrywka i odskocznia od pracy. Polonia Windsor była wtedy klubem obcokrajowców. Ci najbardziej egzotyczni pochodzili z Argentyny, Salwadoru. Grało też kilku Polaków z Lechii Gdańsk i Jagielloni. Była to liga amatorska obejmująca Kanadę i USA. Jeśli zaś chodzi o Belgię, to występowałem w Polonii Bruksela w latach 1985 - 89, w pierwszej lidze amatorskiej Federacji "ABCA". - Najbardziej znaczący sukces piłkarski - osobisty i drużynowy? - Drużynowy to chyba pierwsze miejsce w okręgówce po dwóch kolejkach z Cresovią w jednym z sezonów, a przypomnę, że w latach 80-tych ta klasa rozgrywek była bardzo silna, jako zaś drugi, to chyba Puchar Federacji zdobyty z Polonią Bruksela. Z kolei osobisty to chyba wybór mojej osoby na najlepszego bramkarza w 20-letniej historii Polonii Bruksela. Nagrodę z tego tytułu wręczono mi latem ubiegłego roku, kiedy Polonia przyjechała na turniej do Siemiatycz. To dla mnie szczególne wyróżnienie. Miło mi było, że zostałem doceniony. - Obronione karne? - Kilka ich było, ale ten najważniejszy, który utkwił mi w pamięci, obroniłem w półfinale Pucharu Federacji w Belgii. To była 85 minuta meczu i wynik 0:0. Obroniłem karnego i szybko piłkę podałem do naszego napastnika - Witka Witowskiego, który strzelił gola. To była błyskawiczna akcja. Dzięki niej wygraliśmy i weszliśmy do finału. - Ciekawe lub śmieszna zdarzenia z boiska? - Przez tyle lat takich zdarzeń było sporo. M.in. wyjechaliśmy na mecz do Białegostoku w jedenastu, w tym z trzema bramkarzami, a ja wtedy zagrałem w ataku, albo mecz w Pilikach, kiedy w początkowych sekundach spotkania, kiedy zakładałem rękawice, piłka była już w mojej siatce. Ale najśmieszniejsze było chyba to, że zdarzyło mi się podczas meczu wymiotować. - Czy któryś z zawodników w historii Cresovii, pana zdaniem, miał szanse zrobić większą karierę? - Owszem, były indywidualności, ale raczej na skalę województwa. Dlatego powiem tak: jakbyśmy połączyli talent Romka Adamczuka, Darka Berskiego i Darka Milewskiego oraz serce do gry Mirka Twarowskiego, to wyszłaby pierwszoligowa gwiazda. - Jak pan ocenia obecną drużynę Cresovii? - Miejsce w tabeli odzwierciedla jakość tej drużyny. Zespół jest silny, a ważne jest to, że grają w nim wychowankowie. Jednak drzemią w tej drużynie jeszcze większe możliwości. - Hobby? - Zdecydowanie wędkarstwo. - Dziękuję za rozmowę i życzę dobrych połowów.
Cezary Klimaszewski, Tygodnik Głos Siemiatycz, fot. CK
Komentarze