Reklama

Ludzie Cresovii - Jan Kuca

30/10/2007 12:30
Kontynuujemy cykl materiałów pod hasłem "Ludzie Cresovii". W tym numerze prezentujemy sylwetkę wieloletniego bramkarza siemiatyckiego klubu - pana Jana Kucy.


          - Panie Janku ile lat grał pan w piłkę?
          - Ponad 20. Zaczynałem w 1972 r. jako trampkarz, potem był wiek juniora, zaraz po tym grałem w seniorach. Zawsze byłem bramkarzem.
          - Czy pamięta pan debiut w seniorach?
          - Pamiętam bardzo dobrze. Miałem wtedy 14 lat i grałem jeszcze w trampkarzach. Zadebiutowałem z konieczności, bo z różnych przyczyn nie mógł zagrać żaden z bramkarzy pierwszej drużyny. To był mecz w Siemiatyczach, bodajże z Iskrą Narew. Pamiętam, że ten debiut wiązał się z dużą tremą z mojej strony. Powiem więcej - to była dla mnie istna gehenna. Ale biorąc pod uwagę tremę podczas tego meczu, to można powiedzieć, że dokonałem cudu, bo obroniłem wtedy karnego. W wieku trampkarza i juniora sporadycznie w seniorach wystąpiłem kilka razy. Wtedy w pierwszej drużynie brylowali m.in.: Henryk Kudelski, Jan Kiszczyński, Jan Kobus, Leon Fiedoryszyn.
          - Jakieś statystyki - np. ilość rozegranych meczów?
          - Oj, tego nie wiem. Nikt takich rzeczy wtedy nie liczył. Wiem tylko, że w seniorach Cresovii grałem 15 - 16 lat.
          - Jak pan wspomina tamtą drużynę?
          - Przez te kilkanaście lat przez zespół przewinęło się kilkadziesiąt osób, tworzących w poszczególnych sezonach ekipy o różnym obliczu i możliwościach, stąd występowaliśmy w różnych klasach rozgrywek. Przez te lata dane było mi występować na boisku obok kilku naprawdę niezłych graczy z Siemiatycz. Przypomnę kilka nazwisk: Dariusz Berski, Ryszard Jabczyk, Marek Jabczyk, Waldemar Janusz, Jerzy Mioduszewski, Bogdan Żero, Mirek Twarowski.
          - Trenerzy - których wspomina pan najlepiej?
          - Miałem okazję pracować z kilkoma naprawdę świetnymi trenerami. To przede wszystkim Jan Zduniewicz, który prowadził mnie od trampkarzy do seniorów, następnie Anatol Grygoruk, Józef Szumiel, Ryszard Grall.
          - Po zakończeniu gry w siemiatyckim klubie przebywał pan za granicą, też próbując swoich sił w piłce.
          - W latach 80-tych, podczas rocznego pobytu w Kanadzie, grałem w Polonii Windsor. Oczywiście występy na boisku nie były traktowane priorytetowo, lecz jako rozrywka i odskocznia od pracy. Polonia Windsor była wtedy klubem obcokrajowców. Ci najbardziej egzotyczni pochodzili z Argentyny, Salwadoru. Grało też kilku Polaków z Lechii Gdańsk i Jagielloni. Była to liga amatorska obejmująca Kanadę i USA. Jeśli zaś chodzi o Belgię, to występowałem w Polonii Bruksela w latach 1985 - 89, w pierwszej lidze amatorskiej Federacji "ABCA".
          - Najbardziej znaczący sukces piłkarski - osobisty i drużynowy?
          - Drużynowy to chyba pierwsze miejsce w okręgówce po dwóch kolejkach z Cresovią w jednym z sezonów, a przypomnę, że w latach 80-tych ta klasa rozgrywek była bardzo silna, jako zaś drugi, to chyba Puchar Federacji zdobyty z Polonią Bruksela. Z kolei osobisty to chyba wybór mojej osoby na najlepszego bramkarza w 20-letniej historii Polonii Bruksela. Nagrodę z tego tytułu wręczono mi latem ubiegłego roku, kiedy Polonia przyjechała na turniej do Siemiatycz. To dla mnie szczególne wyróżnienie. Miło mi było, że zostałem doceniony.
          - Obronione karne?
          - Kilka ich było, ale ten najważniejszy, który utkwił mi w pamięci, obroniłem w półfinale Pucharu Federacji w Belgii. To była 85 minuta meczu i wynik 0:0. Obroniłem karnego i szybko piłkę podałem do naszego napastnika - Witka Witowskiego, który strzelił gola. To była błyskawiczna akcja. Dzięki niej wygraliśmy i weszliśmy do finału.
          - Ciekawe lub śmieszna zdarzenia z boiska?
          - Przez tyle lat takich zdarzeń było sporo. M.in. wyjechaliśmy na mecz do Białegostoku w jedenastu, w tym z trzema bramkarzami, a ja wtedy zagrałem w ataku, albo mecz w Pilikach, kiedy w początkowych sekundach spotkania, kiedy zakładałem rękawice, piłka była już w mojej siatce. Ale najśmieszniejsze było chyba to, że zdarzyło mi się podczas meczu wymiotować.
          - Czy któryś z zawodników w historii Cresovii, pana zdaniem, miał szanse zrobić większą karierę?
          - Owszem, były indywidualności, ale raczej na skalę województwa. Dlatego powiem tak: jakbyśmy połączyli talent Romka Adamczuka, Darka Berskiego i Darka Milewskiego oraz serce do gry Mirka Twarowskiego, to wyszłaby pierwszoligowa gwiazda.
          - Jak pan ocenia obecną drużynę Cresovii?
          - Miejsce w tabeli odzwierciedla jakość tej drużyny. Zespół jest silny, a ważne jest to, że grają w nim wychowankowie. Jednak drzemią w tej drużynie jeszcze większe możliwości.
          - Hobby?
          - Zdecydowanie wędkarstwo.
          - Dziękuję za rozmowę i życzę dobrych połowów.

          Cezary Klimaszewski, Tygodnik Głos Siemiatycz, fot. CK
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama