"Szanowny Panie! Chciałbym poinformować, że na pana numer (...), wystawiony na nazwisko (...), być może padła wygrana w losowaniu 100.000 zł. Losowanie odbyło się 10 grudnia 2006 r."
Od takich zdań zaczynał się list z przesyłki, którą otrzymał w grudniu nasz Czytelnik. W przesyłce było kilka kartek, jakieś druczki, koperty, kolorowe materiały reklamowe, nawet kluczyk - jak zapewniano - do samochodu. Nic, tylko uważnie czytać i cieszyć się z wygranej. Warto od razu nadmienić, że przesyłki takiej i podobnej treści to żadna nowość. Od lat otrzymuje je sporo ludzi. Wszystkie wyglądają atrakcyjnie. Niektórzy, niestety, wciąż jeszcze ufają nadawcom. Numerek za 100.000 zł Zagłębmy się na chwilę w ofercie. Otóż po krótkim wstępie czytamy: "Zanim wystawimy czek na 100.000 zł, musimy skontaktować się ze zwycięzcą. Dlatego, aby sprawdzić, czy rzeczywiście Pana numer jest numerem zwycięskim, musi Pan działać bez zwłoki (...), konieczna jest odpowiedź w ciągu 7 dni. Osoby, które odeślą numery udziału w losowaniu po upływie 7 dni, stracą szanse wygrania pieniędzy". A więc jednak okazuje się, że nie jest aż tak pięknie, jak nas o tym zapewniano na początku listu, bo coś trzeba jednak zrobić. Niemniej jednak oferta nadal jest atrakcyjna i nadal może interesować. Dlatego pozostaje tylko wysłać ten numer w ciągu 7 dni i czekać na pieniądze. Atrakcyjność potwierdzają kolejne zdania listu zachęcające do szybkiego działania: "Pana numer zamieszczony jest na karcie identyfikacyjnej załączonej poniżej. Jeśli odeśle Pan kartę w ciągu 7 dni i okaże się, że jest Pan właścicielem numeru zwycięskiego, będziemy mieli przyjemność potwierdzić Pana adres (...), a następnie wystawić czek na 100.000 zł na Pana nazwisko". Teraz okazuje się, że trzeba wysłać nie numer, ale kartę identyfikacyjną. Dlaczego więc już nie numer? A może ten numer znajduje się właśnie na tej karcie? Z drugiej strony, po co potwierdzać ten adres? Przecież wszystko się zgadza - przesyłka trafiła na konkretny adres i odbiorcą jest ta konkretna osoba. A co tam, odesłać, sprawdzą, będzie się zgadzać i kasa moja. Dlatego chętnie śledzimy dalsze wersy listu: "Teraz potrzebne jest działanie z Pana strony. To Pan musi zdecydować się na ostateczny krok. Proszę odesłać kartę identyfikacyjną w ciągu 7 dni, byśmy mogli porównać numery identyfikacyjne. Proszę więc jak najszybciej oderwać kartę identyfikacyjną, a następnie odesłać ją w jednej z załączonych kopert zwrotnych." Zgadza się. Są w przesyłce jakieś kolorowe koperty, coś na nich jest napisane małymi i dużymi literami, m.in. TAK i NIE. No więc żadnych trudności. Odrywamy i wysyłamy. Tylko do której kopert to włożyć? Z napisem TAK czy z napisem NIE? Tę kwestię wyjaśniają nam kolejne zdania listu. Najpierw jednak jeszcze krótka psychologiczna zachęta: "Wiem, że kwota 100.000 zł pomogłaby spełnić niejedno marzenie. Proszę więc nie pozwolić umknąć tej szansie i niezwłocznie przejść do działania. Na odesłanie odpowiedzi pozostało kilka dni! Proszę sobie wyobrazić, że ktoś, kto posiada zwycięski numer, nie odsyła go. W ten sposób traci prawo do odbioru nagrody. Dlatego, zgodnie z regulaminem, jeśli zwycięski numer nie zostanie odesłany, nagrodę wręczymy osobie, która go posiada i która odeśle go w wyznaczonym terminie. Proszę nie pozwolić, by ktoś inny odebrał czek na 100.000 zł". Ile jest więc w końcu tych zwycięskich numerów? Przecież ten mój miał być jedynym zwycięskim!
Po tym znowu kawałek oferty: "Dlaczego dajemy Panu na tak cenne nagrody? Ponieważ chcemy zwrócić uwagę na bardzo atrakcyjną propozycję. Oto najlepszy moment, by zapoznać się z wyjątkową książką wydawnictwa, z którym współpracujemy (...). Ta przepięknie wydana książka, robi obecnie furorę na międzynarodowym rynku wydawniczym". Skąd ta książka? I wreszcie wspomniana kwestia z kopertami: "Aby otrzymać książkę, wystarczy odesłać 4 niebieskie kupony udziału w kopercie zwrotnej TAK. Za książkę można zapłacić w czterech nieoprocentowanych ratach - po zaledwie 19,90 zł każda - lub jednorazowo uiścić 79,60 zł. Koszty przesyłki pokrywamy my. Za książkę nie trzeba teraz płacić. W ramach dodatkowego przywileju rachunek prześlemy pocztą, co pozwoli najpierw zapoznać się z publikacją, a dopiero potem zapłacić. Jeżeli okaże się, że książka nie spełnia oczekiwań, można ją odesłać. Wraz z książką prześlemy upominek".
Wydatek na książkę w sumie nie taki duży. Może więc się skusić? 100.000 zł przecież czeka, o czym przekonują nas kolejne fragmenty listu: "Ale to nie wszystko. Jest jeszcze jedna cenna nagroda do wygrania. Proponujemy ją w podziękowaniu za zainteresowanie naszą książką. A to jej sekret: w tej przesyłce można znaleźć kartę z napisem WAŻNE i odkleić z niej karteczkę "kluczyk". Następnie proszę sięgnąć po kopertę zwrotną TAK. Są na niej zdjęcia samochodów, pod którymi podane są różne numery. Nagrodą jest samochód z takim numerem, jaki widnieje pod kluczykiem. Teraz proszę włożyć kluczyk do kieszonki koperty TAK. Aby zapewnić sobie szansę na samochód, należy odesłać kopertą TAK razem z czteroma kuponami udziału w ciągu 7 dni."
Uff. Trochę tego dużo. Kolejne kupony, kolejne numery, coraz więcej biurokracji. Ale to nic. Przecież oprócz 100.000 zł będziemy jeszcze mieć samochód. I to nie byle jaki, bo ten na rysunku na kopercie zwrotnej z napisem TAK to fura z górnej półki. Dodatkowo piszą, że auto można zamienić na gotówkę, więc w kieszeni mamy już prawie dwa razy tyle, ile nam proponowali na początku.
TAK czy NIE i tak nie wygrasz Ale po co ta druga koperta? "Aby móc skorzystać ze wszystkich przywilejów, należy nadesłać wszystkie kupony udziału w ciągu 7 dni w kopercie zwrotnej TAK. Taka odpowiedź zapewni nie tylko otrzymanie książki i upominku, ale również szansę otrzymania wspaniałego samochodu. A wszystko to oprócz okazji wygrania nagrody głównej w kwocie 100.000 zł, dodatkowo powiększonej za szybką odpowiedź. Można również wziąć udział wyłącznie w loterii, rezygnując z tej książki, upominku oraz możliwości wygrania samochodu. Wówczas należy odesłać kupony udziału w kopercie zwrotnej NIE. Ale proszę pamiętać, że oznacza to rezygnację z szansy na 100.000 zł, samochód, upominek i dodatkową kwotę za szybką odpowiedź. Dlatego warto jak najszybciej odesłać odpowiedź w kopercie zwrotnej TAK!"
Aha, to już wszystko jasne. Jeśli chcę kasę i samochód, to odsyłam w kopercie TAK, jeśli nie, to w NIE.
Nasz Czytelnik, a w zasadzie dwaj nasi Czytelnicy, zrobili inaczej. Tak się bowiem złożyło, że to ojciec i syn mieszkający w jednym domu. Jeden więc wysłał odpowiedź w kopercie TAK, drugi w kopercie NIE. Po około tygodniu do obydwu przyszły przesyłki. W przesyłce do ojca (wybrał TAK) była prawdopodobnie ta oferowana książka, za którą za pobraniem trzeba było zapłacić 129,90 zł (nie 79,60 zł). A miało nie być za pobraniem i rachunek można było opłacić po zapoznaniu się z publikacją! Zaś w przesyłce do syna, który postawił na NIE, prawdopodobnie też była ta sama książka, bo gabaryty przesyłek były identyczne. Syn, jako że wybrał NIE, zrezygnował z książki, upominku, samochodu oraz dodatkowych pieniędzy za szybką odpowiedź. Chciał tylko 100.000 zł. Może pomyślał, że tyle kasy mu wystarczy? Zresztą nie ma jeszcze prawa jazdy. I jeszcze jedno - syn za tę przesyłkę też miał zapłacić 129,90 zł. Obaj przesyłek nie kupili. Chyba słusznie. Obaj też nie wierzą w te 100.000 zł. Też słusznie. To przykład jednej z atrakcyjnych przesyłek, jakie przychodzą do nas często. Większości, a może i wszystkich, nie warto brać pod uwagę. To próba naciągnięcia odbiorcy na wydatek i zakup czegoś lub przekazania pieniędzy na jakiś cel. Na pewno oferta wygląda atrakcyjnie, jest nawet trochę wiarygodna, a atrakcyjność potęgują oferowane kwoty wygranych, dodatkowe upominki i kluczyki do samochodów, które już prawie są nasze. Zostaje tylko wysłać te koperty i czekać na pieniądze. Pewnie po jakimś czasie jakaś przesyłka do nas trafi. Pytanie tylko, czy na pewno za darmo? Jeśli kupimy ją, będzie to oznaczać, że ktoś nas naciągnął. I oczywiście nie otrzymamy głównej nagrody pieniężnej, którą prawie wygraliśmy, jak również samochodu, do którego mamy już kluczyk. Jeśli zaś nie kupimy, to stracimy szansę na nagrodę i te inne obiecywane rzeczy i może będziemy sobie pluć w brodę. Niepotrzebnie. Do powiatowego rzecznika praw konsumenta w Siemiatyczach ostatnio nikt się nie zgłaszał z taką sprawą. Cezary Klimaszewski, Tygodnik Głos Siemiatycz, fot. CK
Komentarze