Istnieją dwa rodzaje relacji sąsiedzkich. Sąsiedzi albo się lubią, albo mają ze sobą na pieńku. We wsi Kąty sąsiad na sąsiada złożył donos o nielegalnym uboju świni.
Donos
Ludzie donosy piszą. Piszą o wszystkim i wszędzie. 15 stycznia policja została poinformowana o zabiciu świni na własny użytek, we własnym gospodarstwie przez mieszkańca miejscowości Kąty. - Jest to niezgodne z ustawą o ochronie zdrowia zwierząt, a także z rozporządzeniem wojewody podlaskiego nr 2/2013 z 5 listopada 2013 roku w sprawie zarządzenia środków w związku z wystąpieniem afrykańskiego pomoru świń na terytorium Białorusi i możliwością jego przeniesienia na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej. W związku z czym gospodarz popełnił przestępstwo. Policjanci z Siemiatycz prowadzą dochodzenie w tej sprawie – wyjaśnia rzecznik prasowy siemiatyckiej policji Grzegorz Gilar. Zwierzę, zgodnie z ustawą, przekazano firmie utylizacyjnej.
Groźny wirus
Afrykański pomór świń ASF to szybko rozprzestrzeniająca się zakaźna choroba wirusów, na którą podatne są świnie domowe oraz dziki. Choroba ta nie przenosi się na ludzi i inne gatunki zwierząt. Wirus ASF przeniósł się z Afryki na kontynent europejski do Gruzji i przez Rosję rozprzestrzenił się aż na Litwę. Litwa potwierdziła 24 stycznia br. infekcję wirusem ASF u padłych dzików na pograniczu białoruskim. Z Litwy może przedostać się przez Polskę do Niemiec, co może grozić katastrofą gospodarczą. Zgodnie z regulacjami weterynaryjnymi na obszarze, na którym stwierdzono obecność zarażonych dzikich zwierząt, należy dokonać uboju całego pogłowia świń domowych. Niemcy produkujące 5,5 mln ton mięsa wieprzowego rocznie, są trzecim co do wielkości na świecie producentem wieprzowiny, po Chinach i Stanach Zjednoczonych. Produkcja roczna w Polsce wynosi około 2 mln ton.
Nieznajomość prawa szkodzi
Krzysztof i Czesława Wesołowscy ze wsi Kąty w gminie Dziadkowice zupełnie nieświadomi obowiązujących przepisów zakupili na własny użytek, u znajomych na wsi, świnię ważącą 136 kg po cenie 6 zł/kg. – Teraz wszystko trzeba kupić, nawet mieszkając na wsi. Chleb, mleko, mięso, jajka, czasem od święta trochę twarożku. My nie hodujemy nic, wszystko kupujemy – mówi pani Czesława. Wesołowscy kupili świnię, aby zrobić wędliny i żeby było co do garnka włożyć. Zabiciem zwierzęcia zajął się znajomy, gdyż stan zdrowia pana Krzysztofa nie pozwoliłby na to. I gdy w domu grzała się woda, a na podwórku zwierzę zostało osmalone, zjawiła się policja. – Ja się tak przestraszyłam, nie wiedziałam co się dzieje, dlaczego policja przyjechała. Tłumaczyli, że to nielegalne, że jakieś przepisy, ale ja do tej pory nie wiem co to oznacza. Przyjechał specjalny samochód, zrobili zdjęcia i zabrali zwierzę. Ogromna tragedia. Tyle pieniędzy nas to kosztowało a teraz nie mamy nic – wyjaśnia pani Czesława. Pan Krzysztof niewiele mówi o tym zdarzeniu, powtarza jedynie, że – naprawdę nic nie wiedział, że nie można zabijać samemu. Na wsi wszyscy przecież tak robią, a nas spotkała taka niesprawiedliwość. Małżeństwo jest przestraszone całym zajściem, wiedzą, że grozi im wysoka kara finansowa, o której poinformowała ich służba weterynaryjna i policja. Rodzina wie, kto złożył na nich doniesienie, ale czy to coś zmienia?
Jak żyć ?
Państwo Wesołowscy pobrali się w stanie wojennym. Mają 7 dzieci, najmłodsza dziewczynka ma 6 lat. W starym, drewnianym, dziurawym domu zamieszkują z szóstką dzieci, gdyż najstarsze ma 30 lat i mieszka daleko od domu. Warunki mieszkalne są tam ciężkie. Utrzymują się z dwóch rent, jedna wynosi 800 zł. Mają zaciągniętą pożyczkę, w sklepie zakupy robią często „na zeszyt”.
– Kupujemy na kreskę, gdy nie mamy z czego zapłacić, a dzieciom jeść trzeba zrobić, ale potem płacimy za nasze długi. Dzieciom też trzeba dać na bilet do szkoły, książki, ubrania a to wszystko przy 6 pociechach kosztuje – mówi pani Czesława. Pieniądze to jedno a zdrowie drugie. Pani Wesołowska ma problemy z chodzeniem, ponieważ nieleczona choroba zwyrodnieniowa stawów wykrzywiła nogę i pani Czesława kuleje. Pan Krzysztof ma problemy ze słuchem i porusza się o drewnianej lasce, bez której nie jest w stanie chodzić. Rodzina ta nie wiedziała, że robi coś złego i nie zdawała sobie sprawy z konsekwencji. Sąsiedzi znają dobrze sytuację rodziny, a mimo to donoszą złośliwie uprzykrzając im życie i dostarczając nowych problemów. Czyżby w ten sposób spełniali swój obywatelski obowiązek?
Przepisy swoje a życie swoje
Konieczność zgłaszania uboju świń, cieląt, owiec i kóz na własny użytek obowiązuje od dwóch lat. Z tego obowiązku wielu hodowców indywidualnych się nie wywiązuje, a jak pokazuje opisany przypadek wielu ludzi po prostu nie wie o przepisach lub ich nie rozumie. Na wiadomość o tym, że kupione zwierzę trzeba było zawieźć do ubojni, gdzie zostałoby zabite a mięso zbadane na obecność larw włośni, pani Czesława zaskoczona pyta: – A kto mi zawiezie? Muszę szukać kogoś z samochodem, żeby zawiózł i przywiózł. Zapłacić nie tylko za zwierzę, ale też komuś za drogę. A skąd brać te pieniądze? A ja nawet nie wiem, gdzie zawieźć, kiedyś w Żurobicach coś było. Teraz wiedząc to wszystko, postąpilibyśmy inaczej. Proszę wierzyć, że nie wiedzieliśmy, że tak nie można.
Niestety na terenie powiatu siemiatyckiego nie znajduje się żadna ubojnia. Dlatego rolnicy zmuszeni są do jeżdżenia ze zwierzętami do rzeźni w sąsiednich powiatach. Najbliższy punkt znajduje się w Brańsku lub w Sokołowie Podlaskim. - Koszt uboju w zakładzie to 50 zł, zwierzę odbiera się umyte, odparzone i rozpołowione. Drożej kosztuje poporcjowanie mięsa – wyjaśnia pracownik ubojni.
Katarzyna Danuta Nieroda, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot. KDN
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze