Od pokoleń Żydzi byli ważną częścią życia i krajobrazu Siemiatycz. Tak było do czasów II wojny światowej, kiedy w 1942 r. najpierw zostali zamknięci w getcie, a potem wywiezieni do obozu w Treblince i zgładzeni. Z kilkutysięcznej społeczności nadającej ton życiu miasteczka ocalała garstka, po graniczących z cudem ucieczkach z getta, transportu lub obozu. Część z nich, nie więcej niż kilkadziesiąt osób (wg Kuperhandów - 35), uratowała się dzięki ludziom dobrej woli (niestety nielicznym), którzy pomagali im narażając własne życie. Świadectwa Żydów – siemiatyczan, którzy przeżyli są bardzo rzadkie. Zwłaszcza w Polsce, w Siemiatyczach, prawie nic o nich nie wiemy. Jednym z takich unikalnych świadectw jest wydana w 1998 r. w Stanach Zjednoczonych, nakładem Uniwersity of Illinois w Chicago, książka „Shadows of Treblinka” (Cienie Treblinki), w której swoje dzieje opisali Miriam i Saul Kuperhandowie: on - syn ubogiego siemiatyckiego szewca, ona – córka Shloime Grodzickiego, dobrze prosperującego siemiatyckiego kuśnierza. Zaraz po wojnie zostali małżeństwem. Miriam Kuperhand w okresie tragedii siemiatyckiego getta miała 16 lat. Jej rodzina, próbując się uratować, zbudowała w pobliżu domu na terenie getta podziemny bunkier, w którym ukrywali się przez kilka tygodni. Niemcy nie znaleźli tej kryjówki. Potem wyruszyli do okolicznych miejscowości w poszukiwaniu pomocy i schronienia. Przeżyli dzięki pomocy, jakiej udzieliła im rodzina Leszczyńskich z Kajanki. W 1944 r. wojska radzieckie wywiozły ich poza linię frontu, umożliwiając niedługo potem powrót do wyzwolonych w tym czasie od Niemców Siemiatycz. Tu się okazało, że z getta prawie nic nie zostało, ulokowali się więc w domu przy ul. Grodzieńskiej z myślą o odbudowie zniszczonego przez wojnę życia. Część mieszkańców odniosła się jednak do garstki Żydów, którzy wrócili do swego rodzinnego miasta z niechęcią lub wręcz wrogo. Dochodziło do ataków, kilka osób zginęło z rąk partyzantów. Uznali wtedy z żalem, że ich dalsze życie w Siemiatyczach stało się niemożliwe. Wyjechali, mieszkali m.in. w Częstochowie i Łodzi, a w latach 50-tych znaleźli się w Ameryce.
Saul Kuperhand od najmłodszych lat pracował w fabryce kafli Małacha. Jako dwudziestoletni chłopak został wywieziony z getta z całą rodziną w drugim transporcie do Treblinki. Po kilku miesiącach udało mu się po brawurowej ucieczce uratować przed niechybną śmiercią. Reszta rodziny zginęła. Przedostał się przez Bug, uważając, że największe szanse na uratowanie się będzie miał w pobliżu rodzinnych Siemiatycz. Ukrywał się do końca wojny w Łopuszu, Brykach i innych okolicznych wsiach. Wspomnienia Kuperhandów to niezwykle ważne, pełne osobistych emocji i refleksji świadectwo życia i męczeństwa cudem ocalałych Żydów siemiatyckich, a także trudnych, bolesnych problemów i ciągle obecnych „białych plam” w historii relacji polsko – żydowskich, również tutaj - nad Bugiem. Można z nich m.in. dowiedzieć się z jednej strony o przykładach poświęcenia i ratowania życia ściganym Żydom przez jednych, a z drugiej – o bolesnych przykładach kolaboracji i nikczemności innych. Kuperhandowie zetknęli się z jednym i z drugim. Książka nie doczekała się na razie tłumaczenia na język polski. A szkoda, bo powinni móc ją przeczytać dzisiejsi, zwłaszcza młodzi, siemiatyczanie, i nie tylko.
Komentarze