We wtorkowe popołudnie w mielnickiej Topolinie zebrało się kilkunastu wędkarzy, by wspólnie porozmawiać na temat tragicznej, ich zdaniem, sytuacji w Bugu. Dyskusja dotyczyła także tego, co na obecną chwilę można zrobić i gdzie szukać dalszej pomocy, wobec braku dotąd jakiejkolwiek reakcji ze strony poinformowanych służb i instytucji.
Z tego powodu wędkarze są rozgoryczeni najbardziej. - Bug jest objęty programem Natura 2000. Podpisały to wszystkie gminy nadbużańskie, łącznie z naszym wójtem. Pomocy ze strony tych gmin nie ma żadnej. Zresztą nie tylko ze strony gmin. Kolega powiadomił wszystkie służby, jakie tylko można było, łącznie z Ministerstwem Środowiska – reakcja zerowa – żali się jeden z wędkarzy. Taki stan rzeczy faktycznie jest co najmniej dziwny. Przecież nie jest to tylko problem wędkarzy. Nie tylko oni korzystają z tej rzeki. Wszyscy się nią chwalimy jako jedyną właściwie atrakcją turystyczną naszego regionu, ale kiedy trzeba podjąć jakieś działania, nagle okazuje się, że problem jest niczyj, a żadna z władz i instytucji nie czuje się wystarczająco odpowiedzialna. Najbardziej boli brak działania ze strony najbliższych władz, a więc wójta gminy Mielnik. - Nikt nie robi zupełnie nic. Wojewoda mówi, że to nie jego problem, ochrona środowiska problemu nie widzi tłumacząc, że to stan naturalny. Wójt też nie podjął żadnych działań i nie pomógł nam w żaden sposób. Proszę się przejść wzdłuż brzegu rzeki, nigdzie żadnych informacji o tym, że woda jest skażona. Nigdzie żadnego zakazu wchodzenia do wody. Ludzie nieświadomi niczego, wchodzą do niej – dodaje kolejny z zebranych w Topolinie. Brak solidarności Jedna katastrofa już miała miejsce – chodzi o to, co było powodem zaistniałego stanu rzeki. Ale kolejna, znacznie większa, zaczęła się w chwili, kiedy nastąpiły procesy gnilne tego, co leży na dnie rzeki. A zdaniem wędkarzy można było temu zapobiec: - Brakuje nam zjednoczenia sił – do takiego wniosku doszliśmy. Rzeka jest dobrem narodowym i nie powinien to być tylko problem Mielnika czy Serpelic. Mamy trzy województwa, które łączy Bug. Gdyby te województwa zjednoczyły swoje siły w odpowiednim momencie, znacznej części tej trudnej sytuacji można byłoby zapobiec, ale tego niestety zabrakło. Stan naturalny? Bzdura! Jak mówią wędkarze tony śniętych ryb płyną rzeką. W tej chwili zdychają już pijawki. Na brzeg wychodzą ślimaki. Przecież to nie jest naturalne. Zebrani śmiechem i kpiną kwitują tłumaczenia wszelkich instytucji, jakoby śnięcie ryb i nieznośny fetor miały być spowodowane naturalnym procesem gnilnym w rzece, którego skutkiem jest niedotlenienie wody. - Kiedy wyciągaliśmy te ryby, brzany po 7-8 kg, to przyszedł do nas jeden ze starszych mieszkańców Mielnika, 83-latni. Mówił, że nigdy takiej sytuacji nie było. Czyli co, ten „naturalny” proces gnilny nastąpił po raz pierwszy od co najmniej 83 lat? To jakaś bzdura. Były lata, że opadów było znacznie więcej niż w tym roku, więc i do rzeki spływało znacznie więcej. Kupki siana płynęły wodą. I jakoś wtedy nie było takiego skutku. Kolega wędkuje tu 50 lat i nigdy takiego cyrku nie widział. Naszym zdaniem o braku tlenu w wodzie zadecydował jakiś czynnik chemiczny. Niewykluczone, że fetor bijący od wody ma pochodzenie fenolowe. Fenol najszybciej zabiera tlen. Ale nikt przecież tego nie zbadał. Odławialiśmy takie małe brzany, jeszcze dyszące, umieszczaliśmy je w czystej wodzie i niestety nie dało się ich odratować. Więc na pewno powodem takiego stanu rzeczy nie jest tylko naturalnie spowodowany brak tlenu. Brak podstawowych analiz Kolejny, równie dziwny, element tej układanki. W przypadku skażenia wody czymkolwiek w pierwszej kolejności bada się wodę i śnięte organizmy pod kątem obecności jakiś chemicznych czynników. - Do tej pory nikt nie podjął najbardziej podstawowych i oczywistych kroków, nikt nie wziął do szczegółowej analizy ani wody, ani tej śniętej ryby, a przecież od tego trzeba zacząć szukanie przyczyn. Jedyne co zrobiono, to zbadano wodę pod względem zawartości tlenu. Wędkarze zgodnie podkreślają, że nie chodzi o to, by znaleźć winnego. Zresztą w tej chwili to i tak jest już chyba niemożliwe. Teraz potrzebna jest pomoc instytucji, władz, jednostek w przywróceniu tej rzece normalności. - Chcemy pomocy. Jeszcze parę ton tej ryby można by wyjąć, zutylizować. Można porobić jakieś przekopy, przy pomocy rękawów zebrać tę pianę, co płynie po wodzie, ale sami tego nie zrobimy. Biała Podlaska, dzierżawca terenu, się nie interesuje, mazowieckie województwo też mówi, że to nie ich problem, wojewoda to samo. Starosta powołuje sztab antykryzysowy kilka dni po fakcie. Turystyka straci - Najgorsza sytuacja jest na Zabużu, w Serpelicach, no i tu u nas. Przecież teraz nie rozbije tu namiotu żaden turysta. W Wólce pustki, w Serpelicach pustki – nadbużańskie miejscowości stracą naprawdę dużo. Od Niemirowa do Drohiczyna na rzece nie ma żadnego wędkarza, nie ma żywej duszy. Na odcinku 60 km jakby zamarło życie w tej rzece. Łza się w oku kręci. Dotąd wszyscy chwalili się największą, dziką, nieregulowaną przez człowieka rzeką w Europie. A teraz czym się pochwalą? Największym kanałem ściekowym? PZW pomoże Jak powiedział jeden z wędkarzy, obecny na spotkaniu przedstawicieli PZW, z okręgów Biała Podlaska i Białystok, deklaracje pomocy są: - Na spotkaniu z okręgiem Biała Podlaska zapadła przynajmniej taka decyzja, że wystąpią z wnioskiem do aparatu wodno - prawnego, żeby odstąpił od schematów i ograniczeń zarybiania rzeki na tym odcinku. PZW Okręg Białystok zadeklarował pomoc w zarybianiu. Tylko teraz pytanie, kiedy w tej rzece będą takie warunki, by znowu można było wpuścić tam rybę? Wędkarze wybrali spośród siebie trzyosobową delegację, która udała się następnego dnia na spotkanie ze starostą.
Centrum kryzysowe - działania po fakcie W środę, 8 lipca, w starostwie w Siemiatyczach zebrało się Powiatowe Centrum Zarządzania Kryzysowego. Cel zebrania - ocena sytuacji na Bugu oraz wypracowanie kierunków działania związanych z eliminowaniem skutków zanieczyszczenia rzeki.
Wziąć się do roboty Oto fragmenty dyskusji: Jan Zalewski, przewodniczący PCZK: - Proszę państwa, śmiało można powiedzieć, że to już klęska ekologiczna. Jesteśmy tutaj po to, aby m.in. określić co zostało już zrobione przez różne służby oraz wyznaczyć kolejne działania. Z dotychczasowych informacji wiemy, że za obecny stan tej oraz innych rzek odpowiada pogoda. Składają się na to ciągłe opady deszczu, wysoka temperatura powietrza, następujące procesy gnilne, co w efekcie powoduje brak tlenu w wodzie. Piotr Tereszkiewicz, pełnomocnik do spraw obronności w starostwie: - Najwięcej śniętych ryb było w piątek i sobotę. Informacje o tym natychmiast podaliśmy do WIOŚ. Zostały pobrane próbki wody. W poniedziałek poprawy nie było i nadal utrzymywał się nieprzyjemny zapach. Badania wody nie stwierdziły zatrucia chemicznego. Taka sytuacja utrzymywała się na długim odcinku rzeki - od Brześcia za Drohiczyn. Tlenu w wodzie jest coraz mniej, do tego stopnia, że nie wykazują go urządzenia pomiarowe. Karol Nowacki, członek zarządu Koła PZW w Mielniku: - Cały czas obserwujemy stan rzeki. A stan jest taki, że kończy się w niej życie. Już nawet ślimaki i pijawki wypływają z wody. Najgorsza sytuacja, jest chodzi o brak tlenu występuje na odcinku od Zabuża do Serpelic. Z tego, co wiemy żadna z ryb nie była badana. Pobrano tylko próbki wody. Bogusław Zduniewicz, prezes Koła PZW w Drohiczynie: - To się już stało. Teraz zastanówmy się nad tym, jak tę rybę zebrać, bo nie ma na co czekać, tylko trzeba wziąć się do roboty. Drohiczyn nie czekał na żadne decyzje i już zaczął działać, zbierając śniętą rybę. Teraz zabierze ją firma do utylizacji. I tak trzeba robić dalej. Tadeusz Wołosiński z nadzoru wodnego: - Taka sytuacja jest na całej rzece. Poza tym nie tylko na Bugu. Próbki wody były pobrane w wielu miejscach. Nie stwierdzono niczego innego, poza brakiem tlenu. W czwartek śnięte ryby dało się już zauważyć na innych rzekach. Początkowo myśleliśmy, że na Bugu tego nie będzie. Dziś taka sytuacja jest na Bugu od Chełma do Wyszkowa i zagrożony jest Zalew Zegrzyński. Najgorzej jest na odcinku od Drohiczyna do Wyszkowa. Co możemy zrobić? Niewiele. Sylwester Zgierun z Urzędu Miejskiego w Drohiczynie: - O sytuacji w poniedziałek powiadomił nas sanepid. Szkoda, że wcześniej nie uzyskaliśmy tej informacji od naszych mieszkańców. Od razu rozwiesiliśmy na terenie naszej gminy plakaty o sytuacji na rzece, przyczynach i czego nie należy robić. Natomiast we wtorek dwie grupy zbierały śniętą rybę. Byli to głównie strażacy i członkowie koła PZW. Mamy podpisaną umowę z firmą na odbiór tych ryb. Edward Zaremba, wójt gminy Siemiatycze: - Informację o stanie rzeki otrzymałem w poniedziałek rano i pojechałem nad Bug. Był niesamowity smród. Śniętej ryby nie zauważyłem. Następnie powiadomiłem sołtysów, aby monitorowali stan rzeki oraz w miarę możliwości zbierali padłą rybę. Mirosław Tołwiński, Powiatowy Lekarz Weterynarii w Siemiatyczach: - Jedyną metodą usuwania skutków obecnej sytuacji jest uprzątnięcie śniętych ryb. Jeśli nie zrobimy tego, to ryby te popłyną aż do Gdańska. Najważniejsze - nie można tych ryb zakopywać. Gminy mają przecież podpisane umowy na utylizację padłych zwierząt. Te ryby trzeba zbierać w woreczki i przekazywać do utylizacji, bo przy takiej pogodzie może dojść do wtórnego zakażenia. Mł. brygadier Jerzy Sitarski, Zastępca Komendanta Powiatowego PSP w Siemiatyczach: - Na dziś do pomocy w zbieraniu ryby możemy zadysponować dwie łodzie z obsługą. Jeśli dałoby się wzmocnić nasze siły strażakami ochotnikami i wędkarzami, działania byłyby efektywniejsze. Ppłk Włodzimierz Pielach, komendant Straży Granicznej w Mielniku: - Nasza łódź patrolowa też będzie do dyspozycji, o ile nie będziemy mieli w tym czasie innych działań. Bogusław Zduniewicz: - Trzeba wyznaczyć odcinki dla osób zbierających śnięte ryby. Muszą to być grupy co najmniej dwuosobowe zaopatrzone w podbieraki, a rybę odłowioną zostawiać w określonych miejscach. Starostwo w Siemiatyczach skontaktowało się z Powiatowym Centrum Zarządzania Kryzysowego w Łosicach, aby wymienić informacje o stanie rzeki i uzgodnić zasady usuwania ryb. Eksperyment Czy to na pewno brak tlenu? - zastanawiali się wędkarze z Siemiatycz, po czym postanowili przeprowadzić mały eksperyment. Wzięli kilka niewielkich półżywych szczupaków z Buga i wrzucili je do wiadra z wodą z kranu. Po krótkim czasie szczupaki odżyły. Woda pitna Jak poinformowały podczas zebrania w starostwie odpowiednie służby - nie ma w powiecie wodociągu, który zbierałby wodę z rzek. Wszystkie wodociągi zaopatrywane są ze zbiorników głębinowych. Woda w kranach nie jest skażona. W czwartek nieco lepiej Lech Januszko, Zastępca Podlaskiego Wojewódzkiego Inspektora Ochrony Środowiska w Białymstoku: - Dziś sytuacja jest nieco lepsza, częściowo związane jest to z niższą temperaturą powietrza, ale główną przyczyną większej ilości tlenu w wodzie jest napływ świeżej wody. Prezes Zarządu Okręgu PZW w Białymstoku, Ryszard Broniszewski: - W okolicach Osłowa jest już ok. 20 procent natlenienia wody. Najgorzej mamy w tej chwili koło Wólki Nadbużnej. Tam jest tylko 1 procent. Jeśli przez kilka dni utrzyma się umiarkowana pogoda i nie będzie lało, to tlenu zacznie przybywać. Aleksandra Dziwulska z Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Mińsku Mazowieckim: - Nie ma mowy o zanieczyszczeniach chemicznych pochodzących z jakiejkolwiek oczyszczalni ścieków. Woda ma kolor brunatny, a na powierzchni tworzą się plamy podobne do tych z oleju, co jest typowe dla procesów gnilnych. Sytuację taką spowodowały rozkładające się szczątki roślin, w szczególności traw. Dostały się one do nurtu po wezbraniu rzek, wykorzystują tlen rozpuszczony w wodzie. Zgniłe siano wymieszane z błotem i innymi gnijącymi organizmami daje taki właśnie efekt. Masa ryb Jak wynikało z wypowiedzi uczestników zebrania w starostwie najszybciej rzekę ze śniętej ryby zaczęły oczyszczać służby z Drohiczyna. We wtorek w ubiegłym tygodniu zebrano tam ok. 150 kg ryb. 3 dni wcześniej wędkarze z Mielnika wyłowili ok. 30 kg. We czwartek z kolei OSP Mielnik i Niemirów wyłowiły ok. 300 kg, niewiele mniej OSP Sutno. Wcześniej wędkarze z Mielnika głośno sugerowali opieszałość władz tej gminy w związku z sytuacją na Bugu. Kto zbada rybę? Pozostaje jeszcze jeden wątek. Wiele razy badano wodę z Bugu - Sanepid pod kątem jej przydatności do kąpieli, a WIOŚ pod kątem natlenienia. A co ze śniętą rybą? Czy ktoś ją badał? A może nie trzeba tego robić? Lech Januszko z WIOŚ: - My nie badamy ryb. Tylko wodę. Polski Związek Wędkarski ją badał. Prezes Zarządu Okręgu PZW w Białymstoku, Ryszard Broniszewski: - Nie badaliśmy ryby. Wodę - owszem, ale pod względem jej natlenienia. Może sanepid? Andrzej Jarosz z Wojewódzkiej Stacji Sanitarno Epidemiologicznej w Białymstoku: - My nie badamy ryb. Tylko wodę. Może weterynaria? Mirosław Tołwiński, Powiatowy Lekarz Weterynarii w Siemiatyczach: - Jako weterynaria nie posiadamy nawet do tego uprawnień oraz ustawowych zadań. Wodę bada inspektorat środowiska, sanepid stan kąpielisk. Poza tym sprawa jest oczywista, więc nikt nie podejmuje działań związanych z badaniem śniętych ryb. W Polsce środkowo - wschodniej występuje tzw. przyducha i to jest przyczyną stanu rzeki i śnięcia ryb. Wielu wędkarzy nadal nie wierzy, że zanieczyszczenie to proces naturalny. Jednocześnie zastanawiają się, dlaczego jeszcze nie przyjechał nad Bug żaden ekolog. Czyżby ich protesty były tylko na zamówienie? Kąpiel w rzece jest zabroniona.
Cezary Klimaszewski, Tygodnik Głos Siemiatycz
Mielnik - Społecznicy apelują do wójta Zarząd Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Mielnickiej podczas posiedzenia we wtorek, 7 lipca, debatował na temat zaistniałej w ostatnich dniach katastrofy ekologicznej na rzece Bug. Podczas zebrania opracowano treść apelu, która skierowana została do wójta Eugeniusza Wichowskiego. Członkowie stowarzyszenia piszą: "Tragiczna sytuacja jaka zaistniała na rzece Bug od dnia 3 lipca 2009 roku będąca katastrofą ekologiczną na niespotykaną dotąd skalę na terenie Gminy Mielnik oraz brak konkretnych działań mających zmniejszyć zagrożenie dla ludzi, ryb oraz zwierząt i ptaków, a także w przyszłości usunięcia skutków tej klęski powoduje, że zwracamy się z apelem do Wójta Gminy Mielnik onatychmiastowe podjęciem działań. Żądamy: - powołania zespołu kryzysowego, który podejmie działania związane z ograniczeniem zniszczeń jakie mogą powstać w wyniku zaistniałej klęski ekologicznej na Bugu. - natychmiastowego poinformowania, w formie dużych ogłoszeń na tablicach informacyjnych ina brzegu rzeki Bug na terenie Gminy Mielnik,mieszkańców gminy oraz turystów i gości przebywającej na terenie Gminy Mielnik o zakazie korzystania z wody z rzeki Bug (pojenie zwierząt, kąpiel, wyławianie bez zabezpieczenia w odzież ochronną śniętych ryb itp.). - wyposażenia w odzież ochronną wszystkich uczestników usuwaniu skutków katastrofy ekologicznej na Bugu. - usunięcia z brzegów rzeki Bug, na odcinku Gminy Mielnik, zanieczyszczeń, które przyczyniły się do katastrofy ekologicznej, a które będą osiadać na brzegu rzeki w wyniku obniżania się stanu wody na Bugu. - podjęcia działań związanych z pozyskaniem środków finansowych spoza budżetu gminy, które wsparłyby w przyszłości działania związane z odnową życia biologicznego Bugu oraz pozwoliły razem z działaniami Polskiego Związku Wędkarskiego Koła Wędkarskiego w Mielniku odbudować stan zarybienia w Bugu. - podjęcia działań mających doprowadzić do utworzenia punktu badania i monitorowania stanu wód rzeki Bug powyżej miejscowości Niemirów. Wyrażamy jako mieszkańcy gminy Mielnik oburzenie za opieszałość władz gminnych w podejmowaniu działańmogących zmniejszyć zagrożenie i zabezpieczyć ludność z terenu gminy zamieszkującą w pobliżu rzeki przed skutkami klęski, ekologicznej. Do dziś nie powiadomiono ludność przebywającą na terenie Gminy Mielnik o zagrożeniu ani też o istniejącym stanie i podjętych działaniach. Żądamy wyciągnięcia konsekwencji wobec osób, które zaniedbały podjęcie takich działań".
Komentarze