Kiedy przejeżdża się przez lasy pomiędzy Nurcem Stacją a wsią Augustynka, mija się zagubioną wśród drzew kapliczkę. Około 70 metrów od drogi jest w lesie przecinka, na końcu której stoi ów tajemniczy obiekt. Trochę zaniedbany, tajemniczy zabytek wymaga remontu. Cegły w niektórych miejscach już się sypią, drewniane drzwi wymagają fachowej ręki. Tylko pokrycie dachu wygląda na nowe. Obecność ludzi jednak jest widoczna. Wewnątrz znajdują się wota i religijne obrazki. Widać, że zaglądają tutaj wierni wyznania katolickiego i prawosławnego.
Skąd wzięła się w tym miejscu kapliczka? Kto ją postawił? Dlaczego? Spotkana koło Werpola starsza kobieta próbuje przypomnieć minione czasy. Przed wojną niedaleko stąd był majątek , którego dziedziczce nie wiodło się. Krowy zdychały a zboże się nie rodziło. By odmienić swój los, postawiła kapliczkę w tej intencji , a w niej dwie figurki świętych: Heleny i Konstantego. Dziedziczce po postawieniu kapliczki gospodarstwo zaczęło iść dobrze. Ładnie tam było, był park, ławeczki obok. Około 1940 roku, jeden komunista z Siemichocz pościągał figurki z kapliczki i je porąbał. Długo jednak nie pożył, partyzantka posiekała go na drobne kawałki. A kapliczka po dziś dzień stoi, ludzie idą i modlą się, niosą różne ofiary. Wspólnie idą: i katolicy i prawosławni. Bo tak trzeba. Teraz słyszałam, że ma być wyremontowana. Co z dziedziczką? Wiem, że umarła. A i po majątku nie ma nic, ani domu, ani obory. Pani pochodzi z tych stron? Zrobimy pani zdjęcie? - Zdjęcie? Co pan, jeszcze klisza pęknie. Tak , pochodzę stąd, z Siemichocz. Obecnie mieszkam w Sochaczewie, a teraz idę na cmentarz. Ale pamiętam trochę tamte czasy. - Dziękuję za rozmowę.
Jacek Piotrowski, Tygodnik Głos Siemiatycz, fot. jsw
Komentarze