Dlaczego przy wytyczaniu granic po wojnie podzielono wieś Tokary? Jak wyglądało wytyczanie granicy na wschodnim odcinku? Na te i inne pytania odpowiada pan Roman Jankowski z Tokar - historyk amator. To w domu jego dziadka w Tokarach komisje polska i radziecka podpisały protokół kończący wyznaczanie granicy.
- W 1948 r. kiedy kończono prace delimitacyjne, miał pan kilkanaście lat. Co pan pamięta z tamtego okresu?
- Dużo. Ale cofnijmy się o trzy - mówi pan Roman Jankowski, - czyli do roku 1945. Wtedy w sierpniu pomiędzy rządami polskim a ZSRR została zawarta umowa w sprawie nowej granicy państwowej i powołano mieszaną Komisję Delimitacyjną Polsko - Radziecką z siedzibą w Warszawie. Jednak w terenie miało działać sześć podkomisji polskich i radzieckich, po dwie w województwach: lubelskim, rzeszowskim i białostockim. Północno - wschodnią granicę Polski miała wyznaczać podkomisja z siedzibą w Niemirowie. W jej skład ze strony polskiej weszli: podpułkownik Stanisław Rychlewski jako przewodniczący, dr Stanisław Pietkiewicz, inż. Jan Leszkiewicz i Alicja Nowakowska. Zespół radziecki w piątej podkomisji reprezentowało dwóch oficerów armii radzieckiej, którym podlegał personel techniczny.
- Ale ostatecznie siedzibą komisji zostały Tokary.
- Podkomisja po rozpoznaniu w terenie przeniosła lokalizację do Tokar. Za tą lokalizacją przemawiały: placówki Wojsk Ochrony Pogranicza i położenie Tokar przy głównej szosie Siemiatycze - Wysokie Litewskie.
- Jakie zadania miały te komisje?
- Piąta podkomisja miała za zadanie wytyczenie granicy na odcinku około 135 km, tj. od punktu położonego o 400 - 500 metrów na wschód od Niemirowa do rozgałęzienia dróg znajdujących się 1 km na północny - wschód od wsi Krynki na północy województwa.
- W wielu przypadkach wytyczenie granicy było związane z przemieszczeniem ludności.
- I to pod względem narodowościowym, co regulowała umowa z 9 września 1944 r. zawarta pomiędzy BSRR (Białoruska Socjalistyczna Republika Radziecka - przyp. red.), a PKWN (Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego). 25 listopada 1945 r. zawarto pomiędzy stronami protokół dodatkowy do tej umowy, a w nim m.in. przedłużono termin przemieszczenia ludności do 15 czerwca 1946 r.
- Komisje zostały zakwaterowane w pana rodzinnym domu.
- Zgodził się na to mój dziadek, Paweł Jankowski. Komisja otrzymała do dyspozycji dwa duże pokoje. Na podwórku koło domu stanęło kilkanaście samochodów wojskowych oraz dwie radiostacje na bazie samochodów. Grupy geodetów każdego dnia były rozwożone w rejon, który miał być przekazany Związkowi Radzieckiemu. Tam wykonywano pomiary, a szkice były nanoszone na mapy. Kierownictwo komisji radzieckiej często wyjeżdżało do Mińska w celu złożenia sprawozdania oraz po nowe wytyczne. Po powrocie Rosjanie przywozili petycje przyłączenia Tokar do Związku Radzieckiego. Twierdzili, że 22 października 1939 r. w referendum mieszkańcy tej wsi wypowiedzieli się za przyłączeniem do zachodniej Białorusi. Natomiast władze polskie, ludność cywilna, WOP na czele z komendantem byłej placówki AK oraz księdzem Lipeckim byli za pozostawieniem wsi w granicach polskich. Po przeprowadzeniu spisu mieszkańców pod względem przynależności narodowej okazało się, że zdecydowaną większość mieszkańców stanowili Polacy. Dlatego wieś podzielono na część polską i radziecką. 60 procent użytków rolnych o glebach urodzajnych, 17 gospodarstw kolonijnych - nazwijmy - odeszło do ZSRR. Po stronie polskiej pozostały lasy i zakrzaczone grunty. Prace związane z opisem gospodarstw wcielanych do ZSRR były wykonywane przez pracowników Państwowego Urzędu Repatriacyjnego przy udziale właścicieli, sołtysa i często personelu radzieckiego.
- Pod koniec maja 1948 r. komisja zakończyła prace. Zaś na początku czerwca zorganizowano w obecnym pana domu obiad pożegnalny dla członków polskiej i radzieckiej podkomisji.
- Dokładnie 4 czerwca. To był obiad pożegnalny. Na ten cel kupiono tucznika, cielaka, 20 skrzynek oranżady w wytwórni wód gazowanych w Szumiłówce, chleb, ogórki kiszone, 150 jajek i wódki - jak to określono - w miarę potrzeb oraz inne dodatki. Przyjęcie było zorganizowane dla 50 osób. Większość uczestników stanowili oficerowie polscy i radzieccy. Wszyscy musieli oddać broń, która została zamknięta w samochodach - magazynach. Około godz. 15.00 podano obiad. Zupa była szczawiowa z gotowanymi jajkami. Na drugie danie podano smażone i pieczone mięso z ziemniakami. Obiad trwał aż do rana. Pamiętam, że drzwi były zdjęte z zawiasów, aby nie przeszkadzały w chodzeniu. Obserwowałem ten obiad siedząc na schodach prowadzących na strych. O piątej rano wszyscy zaczęli odświeżać się koło studni zimną wodą. Wtedy przyjechał major radziecki z dwoma oficerami i zameldował przewodniczącemu piątej podkomisji, że stu żołnierzy na koniach o godz. 6.00 na wyznaczonych punktach obsadzi granicę.
- I tak było?
- Owszem. Również o godzinie szóstej przedstawiciele jednej i drugiej strony przeszli na swoje terytoria. Polecono, by mieszkańcy podzielonych części też przeszli na swoje terytoria, ale pożegnaniom mieszkańców nie było końca. Jedni mówili wtedy, że taka granica nie utrzyma się długo i zostanie przesunięta na zachód, inni, że na wschód. Nie sprawdziło się to.
- Dziękuję za rozmowę.
Na zdjęciu: pan Roman Jankowski do dzisiaj mieszka w domu, w którym pracowała komisja delimitacyjna.
Cezary Klimaszewski, Tygodnik Głos Siemiatycz, fot. JSW
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze