Reklama

4-letni Dominik Mańkowski z Białowieży walczy z nowotworem - neuroblastomą.

Przeszedł kilka cykli chemioterapii, operację, stracił nerkę, jednak guz nie daje za wygraną. Dalsze leczenie chłopczyka jest kosztowne, rodzina błaga o pomoc finansową.

        O Dominiku napisała do nas ciocia chłopczyka, Agata Niewińska:  - Zaczęło się od niewinnego bólu brzuszka, bratowa trafiła z synkiem do szpitala i po zrobieniu USG świat się zawalił, dosłownie. U Dominika w brzuszku był guz, wymiarów 9 cm x 5.6 cm. Zaczęła się diagnoza i badania, TK, biopsja guza, wstawienie cewnika. Gdy przyszły wyniki i że to neuroblastoma - świat zawalił się po raz drugi. Lekarze z Polski włączyli protokół leczenia chemią od razu, bo guz rósł w zastraszającym tempie. Bratowa z Dominikiem spędziła 44 dni w szpitalu, od pierwszego przyjęcia, bo było masę komplikacji, wysokie ciśnienie, bakterie, ból brzuszka - opisuje pani Agata. - Do połowy lipca Dominik przyjął 5 cykli chemii i leczenie jakby dobrze szło, guz się zmniejszał, ale w połowie lipca zaczęło się dziać, ból brzuszka jak na początku choroby, gorączka, wysokie crp. Znów trafili do szpitala, gdzie przez 3 tygodnie leczyli Dominika doraźnie - antybiotyki, leki przeciwgrzybicze, leki przeciwbólowe, ale nikt nie zrobił kontrolnego TK. Dominik został w szpitalu do następnej chemii i po 6 chemii zrobiono mu TK i... guz nie miał już 6 cm, tylko 9 cm... Zaczął rosnąć. Lekarze bezradni nie mogli nic zrobić, więc wypuścili ich do domu i kazali czekać do następnej chemii . Po około tygodniu te same objawy i znów szpital i kontrolne TK. Guz ma prawie 12 cm... Lekarze z Polski proponują bratowej 7 chemię, taką super silną, dla dorosłych.

        I wtedy bratowa, widząc co się dzieje, zaczęła szukać ratunku w Barcelonie. Bratowa zgodziła się, żeby Dominik przyjął tą chemię, licząc że chociaż ta chemia powstrzyma rozrost guza i w międzyczasie czekać na odpowiedź z Barcelony. Podczas ostatniego pobytu w szpitalu Dominik był 24 godziny podłączony do morfiny i tak spędził swoje 4 urodziny. Szpital w Barcelonie zgodził się przyjąć Dominika, ale jego stan był tak zły, że trzeba było lotem medycznym lecieć do Barcelony. Po tygodniu od przyjazdu do Barcelony Dominik został z operowany. Operacja była bardzo ciężka i guz niestety nie został wycięty w całości. Została też usunięta nerka.

Reklama

        Radość po operacji nie trwała długo, okazało się, że guz odrasta bardzo szybkim tempie, dochodzi do drugiej nerki i do trzustki. Potrzebne jest dalsze i kosztowne leczenie, a co za tym idzie - problemy finansowe, koszty które są dla nas przeciętnych ludzi nierealne. Dominika leczenie wycenione na ok. 1,8 miliona zł. Dlatego błagam o udostępnienie w mediach społecznościowych. On umiera...

        - "U synka w brzuchu jest coś wielkości mojej pięści, koniecznie musimy was transportować na onkologię" - wspominają Marzena i Krzysztof, rodzice Dominika. - Te słowa lekarza do dziś brzmią w naszych uszach... U Dominika, naszego niespełna 4-letniego synka, zdiagnozowano nowotwór - neuroblastomę! Od 26 lutego nieustannie zadajemy sobie tylko jedno pytanie: kiedy ten koszmar w końcu się skończy. To tego dnia trafiliśmy z Dominikiem do szpitala. Synek skarżył się na bardzo silny ból brzucha... Zrobiono mu USG. Badanie trwało bardzo, bardzo długo... Wróciliśmy do swojej sali. Po godzinie przyszedł do nas ordynator. Okazało się, że w brzuszku naszego synka jest ogromny guz, który dość szybko rośnie. Świat po prostu się zawalił... Nie spodziewaliśmy się, że zwykły ból brzuszka okaże się symptomem nowotworu. Tego samego dnia trafiliśmy na onkologię (...).

Reklama

        Na kolejnym USG okazało się, że zmiana nowotworowa ma wielkość 99 mm x 60 mm... Tyle, co duży grejpfrut. Do kolejnego badania urosła o kilka centymetrów! Tomografia potwierdziła, że guz jest ogromny... Dodatkowo masa guza otacza także aortę, pień trzewny i tętnice krezkową górną. Naczynia lewej nerki biegną wewnątrz guza. (...)

        Po wszystkich badaniach nadszedł dzień, w którym zrobiono Dominikowi punkcję, biopsję i wstawiono mu cewnik. Od tamtej pory dzień i noc był przypięty do kroplówki: nawodnienie, leki przeciwbólowe, antybiotyk. Codziennie miałam w głowie pytania: dlaczego? Dlaczego to właśnie mój synek musi tak cierpieć? Zabijała mnie bezradność...

Reklama

        Obiecywałam, że niedługo wrócimy do domku, do taty... Jedyne, co pomagało nam to wszystko przetrwać, to wiara, wiara w to, że Dominik będzie zdrowy i wszystko wróci do normy, tak jak kiedyś... Po 44 dniach pobytu w szpitalu w Wielki Piątek, przed Wielkanocą, wyszliśmy w końcu do domu. W międzyczasie Dominik przechodził zakażenie wirusem, bakterią. Każdy pobyt w szpitalu jest dla niego bardzo trudny. Dzień, w którym wróciliśmy do domu, to był wspaniały dzień - Dominik był taki szczęśliwy i uśmiechnięty. Najszczęśliwszym dniem będzie ten, w którym będzie zdrowy... Wierzymy w to z całego serca, że taki dzień nadejdzie.

(...)

Reklama

        W apelu na portalu rodzice Dominika w aktualizacji z 28 września napisali:

        - To najgorsze wieści, jakimi przyszło mi się podzielić... Jest źle... Nie mogę pozbierać się po tym, co usłyszałam na rozmowie z lekarzem i jak ogromne pieniądze są potrzebne, żeby ratować życie synka... Myślałam, że po operacji wróci mój Dominik... Niestety wróciło nie to, czego się spodziewałam... Część guza, która została, bardzo szybko rośnie. Zbliża się do prawej nerki, jedynej, jaka została synkowi... Zbliża się do trzustki... Znów pojawiły się straszne bóle brzucha... Dominik bez leków przeciwbólowych nie funkcjonuje, dostaje morfinę na zmianę z innymi lekami.

Reklama

        Badania biologii guza wyszły bardzo źle, guz jest strasznie agresywny... Lekarze chcą zaatakować guza z każdej strony. Chcą zastosować radioterapią, chemię i immunoterapię naraz... Dominik dostał już chemię i pierwsze podanie immunoterapii. Nigdy nie widziałam jeszcze dziecka, które tak bardzo cierpi...

        Dostaliśmy nowy kosztorys leczenia. Zwalił mnie z nóg, tyle że to jedyna szansa. Lekarze mówią wprost: nie ma czasu. Guz rośnie, trzeba działać natychmiast, bo przegramy. Umieram ze strachu, że stracę synka, boję się też, że będę w stanie zebrać takiej ogromnej kwoty...

Reklama

        Nie proszę już, BŁAGAM Was o pomoc, o uratowanie mojego synka. Każde Wasze udostępnianie ma ogromną moc, każda przekazana złotówka daje nam nadzieję. OCALCIE MOJEGO SYNKA, BŁAGAM. On nie może umrzeć!

        Jeśli ktoś chce wspomóc leczenie Dominika może to zrobić przez portal Siepomaga: https://www.siepomaga.pl/dominik-mankowski

        oprac. ak, fot. siepomaga

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama