Znają się właściwie od zawsze, bo mieszkają w sąsiednich wsiach – Zalesie, Żerczyce, Zabłocie. Bliżej poznały się kilka lat temu, kiedy zaczęły aktywnie uczestniczyć w życiu nurzeckiego Koła Emerytów i Rencistów. Od prawie roku są ze sobą jeszcze bliżej, bowiem w maju założyły swój własny zespół. Teraz spotykają się bardzo regularnie i wspólnie doskonalą swoje umiejętności wokalne jako „Niezabudki”, czy jak kto woli „Niezapominajki”.
Nadzieja Karczewska, Olga Fiłoc, Halina Pytel, Antonina Gruszewska, Nina Jakimiuk i Maria Szpańska tworzą zgrany zespół. O pasjach wokalnych i nie tylko rozmawiamy z „Niezapominajkami”.
Wszystko zaczęło się od Nadziei Karczewskiej. Kilka lat temu, za namową pani dyrektor GOUK w Nurcu, pojechała na przegląd piosenki białoruskiej. Zdobyła tam nagrodę. Potem był kolejny przegląd, także w Białymstoku i również wyróżnienie. Pomyślała więc, dlaczego nie można by śpiewać podobnych utworów na swoim terenie. Jak pomyślała, tak zrobiła. Słysząc nieraz piękne głosy pań w cerkwi, podczas nabożeństw, postanowiła namówić je do wspólnego śpiewania. I jak widać, udało się.
- Wiele zawdzięczamy pani Janoszuk, dyrektorce GOUK. Jesteśmy jej wdzięczne za to, że wzięła nas pod swoją opiekę, udziela nam pomocy, rady, gdzie trzeba nas wysyła. Same przecież byśmy nie pojechały na różne występy, daje nam środek lokomocji. Ona organizuje nasze próby, informuje nas o nich.
Pożegnanie z różami
Jeszcze przed rokiem panie należały do nurzeckiego zespołu „Jesienne róże”, który działa przy miejscowym Kole Emerytów i Rencistów.
- Dlaczego zdecydowały się panie odejść z zespołu i stworzyć swój?
- Lubimy i chcemy śpiewać to, co dawniej śpiewano, melodie ruskie, białoruskie, ukraińskie. A w kole nie można było razem tego śpiewać, bo tamtym paniom było trudno, nie znały tego języka. I tak postanowiłyśmy odejść. Teraz i my jesteśmy zadowolone, bo śpiewamy to, co chcemy.
- Dlaczego niezapominajki?
- Powstałyśmy wiosną, w maju. Jednymi z pierwszych kwiatów, które się wówczas pojawiają są niezapominajki i postanowiłyśmy, że będziemy się tak nazywać. Poza tym ta nazwa też mówi trochę o tym, co śpiewamy. Nie zapomniałyśmy o swoich piosenkach, nie zapomniałyśmy o swojej tradycji, więc nazwa jest prawdziwa.
- Zainteresowanie śpiewem wrodzone?
- Od najmłodszych lat lubiłam śpiewać. Nie miałam łatwego dzieciństwa, ale odkąd pamiętam zawsze byłam taka, że jak miałam płakać, to śpiewałam. Co bym nie robiła, czy krowy pasłam, czy konia prowadziłam, czy nawet w polu orałam, zawsze towarzyszył mi śpiew. Nawet w najtrudniejszych chwilach myślałam, że jak mnie coś nie zabije, to bardziej wzmocni i wtedy też śpiewałam. I do tej pory taką jestem – mówi Nadzieja Karczewska.
- Śpiew zawsze był mi bliski. Czy to w pracy w polu, czy w lesie, zawsze sobie coś tam nuciłam. Potem miałam trochę trudną sytuację życiową, zostałam sama. Wtedy moje dzieci radziły: „mamo nie siedź w domu, idź między ludzi”. Panie z koła też mnie zmotywowały, namówiły i tak się zapisałam do koła, a tam zaczęłyśmy śpiewać. W moim domu tata bardzo lubił śpiewać. Przez jakiś czas miał nawet swój zespół, „Zielone ogrodniczki”, z którym grał w wielu różnych miejscach, śpiewał nawet w Sopocie. Więc może trochę po nim odziedziczyłam ten głos i muzykalność – wspomina Olga Fiłoc.
Chcą nas słuchać
Początkowo każda z pań niechętnie myślała o udzielaniu się w jakimkolwiek zespole. Każdą, jak mówi Karczewska, długo trzeba było namawiać i prosić. Jedne zgodziły się dość szybko, inne długo się opierały. Dlaczego?
- Człowiek się obawia na początku trochę opinii znajomych, sąsiadów. Jest niestety taka u nas mentalność: „o stara baba poszła śpiewać, że też jej się chce w tym wieku”. Ale dałam się namówić i wcale nie żałuję. Teraz mój wnuczek z Braniewa dzwoni i krzyczy: „babciu oglądałem Ciebie w Internecie”. Dobrze nam tu jest, spotykamy się, o wszystkim możemy ze sobą porozmawiać. Cieszymy się, że ktoś jeszcze chce nas posłuchać, że możemy coś z siebie jeszcze dać – tłumaczy pani Fiłoc.
- Poza jedną, to każda z nas już dotknięta jest losem, wdowa, rozwiedziona, porzucona. Ale czy to znaczy, że już nic nie możemy? Jeśli mamy jeszcze zdrowie, pamięć, trochę talentu, głos, to dlaczego mamy go zakopać? Wspólnie będziemy weselić dopóki jeszcze damy rady – dodaje pani Nadzieja.
Są wszędzie
Jeśli ktoś uważnie śledzi życie kulturalne Nurca i okolic, to wie, że „Niezabudki” śpiewają wszędzie tam, gdzie jest taka możliwość. I choć przyznają, że na początku wszystkie miały nogi jak z waty, teraz już swoje występy traktują bardzo na luzie, nie stresując się i dobrze się przy tym bawiąc. Od maja 2008 roku wystąpiły ponad 15 razy w wielu różnych miejscach. Na początku swojego istnienia, w lipcu 2008 r., wzięły udział w Przeglądzie Zespołów Ludowych Województwa Podlaskiego „W poszukiwaniu i przekazywaniu folkloru” w Narewce. Tam zajęły trzecie miejsce. Może takie wyróżnienie na początku dobrze wróży zespołowi na dalszą drogę jego działalności?
Co chciałyby osiągnąć?
Zgodnie przyznają, że przydałby się im męski głos.
- Chciałabym zaśpiewać coś np. w duecie, bo mamy piękne piosenki do takiego wykonania nadające się. Ale jakoś na razie panom brakuje odwagi. Może kiedyś z czasem pomyślimy o tym, by wykonywać w naszym zespole np. jakieś skecze czy scenki. Myślimy, że to też mogłoby się podobać.
Życzymy „Niezapominajkom”, by zawsze miały w sobie tyle energii i chęci, by długo mogły się cieszyć zdrowiem i umilać życie śpiewem.
Ewa Magdalena Iwaniak, Tygodnik Głos Siemiatycz, fot. EMI
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze