Reklama

III Festiwal Bajek teraz też w Drohiczynie

W dniach 26-29 lipca odbył się III Festiwal Bajek, organizowany przez hajnowską fundację „Oni To My”. Dotąd impreza ta miała formułę jednodniową i na ogół jednomiejscową, w tym roku organizatorzy rozszerzyli ją, zarówno jeśli chodzi o czas, jak i miejsce. W każdy z trzech dni festiwalowych plenerowy spektakl, z bajkami w roli głównej, został odegrany gdzie indziej – w Hajnówce, Czeremsze i po raz pierwszy w Drohiczynie, na terenie Karczmy Stara Baśń oraz tuż nad brzegiem Bugu.

W Drohiczynie pojawiły się opowieści i postaci głównie słowiańskie. Było charyzmatycznie wypowiadane słowo, były historie grane i śpiewane rodem ze średniowiecza, ale nie tylko, były magiczne zaklęcia, wszystko ozdobione pobudzającymi wyobraźnię strojami i zakończone paradą pn. „Światło i cień” wzdłuż brzegu rzeki. Każdy z jej uczestników puszczał do Bugu maleńką zapaloną świeczkę, która była symbolem jego marzeń. 

- Wieczór bajek w Drohiczynie odbył się w ramach Festiwalu Bajek, którego organizatorem jest Fundacja „Oni To My” z Hajnówki - mówi jej prezeska, Natalia Gierasimiuk. – Działamy z więźniami w areszcie śledczym w Hajnówce, z dziećmi z Domu Dziecka w Białowieży. Z bajek nigdy się nie wyrasta, one zawsze są – z więźniami też czytamy bajki, piszemy, nagrywamy. Ale chcieliśmy zrobić coś, by te bajki podarować jeszcze większej liczbie ludzi. Najlepszą formą okazał się festiwal.  Wieczór  Bajek w Drohiczynie jest po raz pierwszy, bardzo lubimy to miejsce. Może jeszcze nie jest to taki pełnoformatowy festiwal, na to przyjdzie czas. W tym roku poszczególne dni festiwalu są tematyczne. W Drohiczynie o tym, co pierwotne - stworzenie świata, duch natury, historie słowiańskie. W Hajnówce Baśnie tysiąca i jednej nocy, zaś w Czeremsze znane i lubiane bajki białoruskie, ukraińskie, rosyjskie i polskie, chociaż wbrew pozorom nie istnieje coś takiego jak bajka narodowa.

Reklama

       Wieczór bajek w Drohiczynie nie przyciągnął zbyt wielu zainteresowanych, prawdopodobnie z powodu mało widocznej promocji.

       - To prawda, promocja to jeszcze nasz słaby element, ale z drugiej strony nie robimy tego dla jakiejś wielkiej pompy. My to lubimy, my w ten sposób się wyżywamy, to jest głównie dla nas, naszych dzieci – dodaje Natalia Gierasiumiuk. 

      Ewa Magdalena Iwaniak fot. emi

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama