Reklama

Grunty dla „Pronaru” - Bielsk Podlaski

19/03/2009 20:02
Proces przeciw burmistrzowi Siemiatycz rozpoczęty
W ubiegły czwartek, 12 marca, w Sądzie Rejonowym w Bielsku Podlaskim rozpoczął się proces sądowy, w którym oskarżonym jest Zbigniew R., burmistrz Siemiatycz.

          Pod koniec grudnia 2008 r. Prokuratura Okręgowa w Białymstoku oskarżyła burmistrza o przekroczenie uprawnień przy sprzedaży w 2004 r. 4,5 hektara gminnych gruntów spółce z Narwi. Sprawę pod nadzorem prokuratury prowadziło Centralne Biuro Antykorupcyjne. Oskarżony stawił się w sądzie z adwokatami: Adamem Matejczykiem i Leszkiem Kudryckim.
          Stronę pokrzywdzoną przez burmistrza, czyli Urząd Miasta Siemiatycze reprezentowała radca prawny Anna Nazarewicz (zatrudniona przez burmistrza). Sędzią prowadzącym proces jest Krzysztof Wildowicz.
          Działał na szkodę miasta?
          - Oskarżam Zbigniewa R. o to, że w dniach 17 i 24 września 2004 r. w Siemiatyczach i w Bielsku Podlaskim działając z góry powziętego zamiaru w celu uzyskania korzyści majątkowej przez inny podmiot - mówił prokurator Paweł Dacewicz z Prokuratury Okręgowej w Białymstoku - pełniąc funkcję burmistrza Siemiatycz, będąc z tego tytułu zobowiązany do zajmowania się sprawami majątkowymi gminy, przekroczył swoje uprawnienia w związku ze sprzedażą dla spółki z Narwi 4,5 hektara gruntów o wartości 260 tysięcy złotych w drodze dalszych rokowań za kwotę 30 tysięcy złotych. Zbył nieruchomość na rzecz spółki bez zobowiązania wybudowania zakładu zatrudniającego co najmniej 500 osób. Pomimo, że we wcześniejszych ogłoszeniach przetargowych taki wymóg był zawarty. Przez to działał na szkodę interesu publicznego i wyrządził szkodę gminie miejskiej Siemiatycze w kwocie co najmniej 238 tysięcy złotych.

          Wysadzą komin w powietrze
          - Nie przyznaję się do zarzucanych mi czynów. Działałem dla dobra miasta Siemiatycze. Chciałem, by w naszym mieście powstał duży zakład produkcyjny. Dzięki temu powstałyby miejsca pracy. Firma "Pronar" jest dla mnie wiarygodnym inwestorem - tłumaczył się przed sądem burmistrz Zbigniew R. - Pod koniec kwietnia będzie wmurowany kamień węgielny pod budowę zakładu w Siemiatyczach. Wiem, że potrzeba będzie dużej ilości trotylu, by wysadzić w powietrze istniejący potężny komin na tej działce. Będzie to dość dużo kosztowało. Ma to być wykonane jeszcze w miesiącu marcu. Sprzedając działkę działałem razem z radą miasta, która zgodziła się na taką sprzedaż nieruchomości. Nikt z radnych nie sprzeciwiał się takiej sprzedaży. Jak dobrze pamiętam tylko jedna lub dwie osoby wstrzymały się od głosowania. Były nawet głosy, że grunt należy oddać za przysłowiową złotówkę, by powstała na tym miejscu fabryka. Wierzę, że pan Martyniuk i firma "Pronar" wybudują ten zakład. Jestem niewinny w tej sprawie. Według posiadanej informacji nie mogliśmy zawrzeć zapisu o 500 miejscach pracy w akcie notarialnym. Przyznaję, że w ubiegłym roku zawarta została umowa dodatkowa. Z taką propozycją wystąpił do mnie Sergiusz Martyniuk. Chciał tym samym jeszcze bardziej uwiarygodnić to, że zakład będzie przez niego budowany.

          Jak śmiałem się odzywać
          - To ja, jako radny żądałem, by firma "Pronar" zapłaciła co najmniej po 9 tysięcy złotych za hektar. Pytałem, czy można w akcie notarialnym zamieścić zapis, że jeśli firma w ciągu trzech lat nie wybuduje fabryki to nieruchomość zostanie zwrócona dla miasta. Burmistrz poinformował, że nie ma takiej możliwości - mówił były radny Zbigniew Chrołowski. - Nie poinformował radnych o szczegółach z rokowań. Padła tylko proponowana kwota sprzedaży. Za to, że jako radny domagałem się pieniędzy za sprzedaż, to pan burmistrz później odegrał się złośliwie na mnie i mojej rodzinie. Jak śmiałem się odzywać jako radny w tej sprawie przeciwko burmistrzowi? Zwolniono moją żonę z pracy, zostałem wyrzucony z Towarzystwa Przyjaciół Siemiatycz i nie wydano mi warunków zabudowy pod budowę restauracji z hotelem. Jak dobrze pamiętam chyba po sesji, na której głosowaliśmy w sprawie sprzedaży doszło później do nieformalnego spotkania w oranżerii, w którym uczestniczyłem ja, burmistrz, Martyniuk i chwilami dyrektor SOK. Wówczas przy koniaku burmistrz powiedział do Martyniuka: "Zobacz, to ten, co wyciągnął od ciebie 30 tysięcy złotych". Martyniuk odpowiedział wtedy, że mógłby zapłacić nawet 70. Ja odpowiedziałem, że to i tak za mało. Wszyscy wierzyliśmy, że fabryka powstanie. Jednak do dziś są to tylko nasze marzenia i nic więcej.
          - To nie ja zatrudniałem i nie zwalniałem żonę pana Chrołowskiego - wyjaśniał Zbigniew R. - Nie było też spotkania podczas, którego mówiłem coś Sergiuszowi Martyniukowi o radnym Chrołowskim i wyciąganiu pieniędzy. Nigdy się nie mściłem na jego rodzinie, to są jakieś pomówienia.

          Słowa burmistrza bardzo zdenerwowały pozostającego na sali Zbigniewa Chrołowskiego. Chciał on ponownie zabrać głos. Jednak sędzia odmówił uznając, że świadek złożył już swoje wyjaśnienia w sprawie.

          Ludzie wiary
          - Niewiele mogę powiedzieć w tej sprawie. Burmistrz nie informował nas o szczegółach negocjacji. Padła tylko kwota i obietnica budowy fabryki - mówił radny Mariusz Gocał. - Wszyscy zapewniali nas, że zakład zostanie dość szybko wybudowany. Byliśmy jako radni pełni entuzjazmu. Mieliśmy też sesję wyjazdową do fabryki w Narwi. Zrobiło to na nas duże pozytywne wrażenie. Jeśli chodzi o brak zapisu o 500 miejscach pracy, dowiedziałem się o tym z późniejszych doniesień prasowych.

          W sprawie zeznawał też Franciszek Sak i najkrócej Zenon Sielewonowski. Kolejny termin rozprawy sąd wyznaczył na 9 kwietnia. Wówczas na świadków wezwani zostaną kolejni byli radni i pracownicy Urzędu Miasta Siemiatycze.

          Marek Malinowski, Tygodnik Głos Siemiatycz, fot. MM
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama